Tagi

Najpierw był film:

„10cm”

Potem mój felieton:

„10cm.”   

Ale życie dopisało ciąg dalszy.

Bo na fb, pod linkiem do tego felietonu, rozgorzała gorąca dyskusja, dziewczyny (w większości) wymieniały się doświadczeniami w podobnych czy kojarzących się sytuacjach, swoimi opiniami w temacie itp.
Pojawił się jednak w tej dyskusji głos, który dziś wydaje mi się tak symptomatyczny – że muszę o tym napisać.
M.W.  zaczął od tego, że właśnie obejrzał film i nie wie, co nas w nim tak poruszyło.
A to, co stało się później, to, co powiedział, odpowiadając na liczne kontrargumenty, jest najlepszym dowodem na to, że, Paula, jeszcze długa droga przed nami.  I mnóstwo pracy.
Bo najpierw dowiedzieliśmy się – że stereotypy w „tego typu filmach” (tego określenia użył wielokrotnie) są mizernie przedstawione, że niby dramat – ale on ogląda je niemal jak komedie. Że próbują manipulować, że są przejaskrawione, że takie sytuacje nie zdarzają się w rzeczywistości.

Pojawiły się sugestie, że naskakujemy na policjantkę, a przecież tyle podobnych zgłoszeń,  monotonia …a dziewczyna może kłamać… „Może faktycznie panienka była na bani i sama się puściła, a teraz pozuje na poszkodowaną. Sądzicie, że takie sytuacje nie mają miejsca?”  – tu serce zabiło mi mocniej po raz pierwszy.
Potem było, że to zapewne czysta fikcja ekranowa, którą tak przeżywamy,  bo reżyserce na tym zależało.
Że ofiary traktuje się jak trzeba, choć film ma pokazać, że jest inaczej, i że on osobiście wyczuwa w tym tendencyjność. A co do stereotypów myślenia o gwałcie, to są takie, jakie przez lata wypracowała policja, kryminalistyka, statystyki etc.
No i w końcu padły słowa, te okrutne słowa… to jakiś tragiczny paradoks, bo film, jak sądzę, został nakręcony właśnie w proteście przeciwko nim, a one, po projekcji, padły z ust M.W. – że sprowokowała i że jej słowa to potwierdzają… była pijana, wracała sama … w dużej mierze jest sama sobie winna, a film próbuje pokazać, że jest inaczej. Gdyby po południu wracała z pracy ubrana zwyczajnie, elegancko i została zgwałcona – to sprawa miałaby zupełnie inny wydźwięk.
I że trzeba odróżniać, gdy  ktoś sam się prosi o pewne rzeczy a potem próbuje uwagę całego świata na sobie skupić jaki to on jest poszkodowany.
I że mówi jasno – nie przejąłby się losem takiej, podobnie jak wielu innych.

Zanim usunęłam go ze znajomych napisałam jeszcze na fb, że może M.W. nie zdaje sobie z tego sprawy, ale nikt dawno mnie tak nie zranił, nie doprowadził do takiego stanu – jak on w tym momencie. Bo nie pamiętam, kiedy byłam aż tak roztrzęsiona. I że kompletnie się nie rozumiemy. To tak, jakbyśmy rozmawiali różnymi językami. To niestety tak, jakbym przeżywała TO jeszcze raz,  na nowo. I że dla mnie to straszne.
I napisałam jeszcze, że wszystko to, co pisze  jest 100% potwierdzeniem, jaka daleka przed nami droga. Jak wiele trzeba zrobić w walce ze stereotypami myślenia o gwałcie – dokładnie takimi, jakie on zaprezentował.

Jego szydera i końcowe „to spierdalaj” na privie, zanim go zablokowałam, przekonało mnie, że tak jak napisałam –  nie chcę mieć takich znajomych.

Bo najstraszniejsze w tej 6-godzinnej burzy, która przetoczyła się na fb jest to, że pierwszym wpisem M.W. była wklejka z pierwszego felietonu, która jasno wykazuje, co kiedyś przeżyłam, że sprawa mnie dotyczy jak najbardziej a M.W. wydawał się tym wpisem mocno przejęty.
A teraz, po tym wszystkim, wiem, że gdyby znał szczegóły to też bym usłyszała, że sama się prosiłam.
Wiem to.
Mam pewność.
Bo większość jego zarzutów doskonale by pasowała. Że piłam, i to z nim, moim późniejszym prześladowcą. I poszłam tam, i po co. O tej porze. Itp. Dlatego moja reakcja była tak nerwowa.

Natomiast szalenie wzruszyło mnie włączenie się do dyskusji znajomych płci męskiej, także takich z którymi niemal straciłam kontakt.
Jednak jeśli kiedyś połączy Cię z kimś Altergothic – to taka bliskość nigdy nie umiera.
Dzięki, Gas.  Dzięki za słowa, które są esencją wszystkiego: „Gwałt nie ma usprawiedliwienia. Nieważne czy nago latała po nocy.”
Dzięki, Nomad, za wszystkie mądre przykłady i opinie.

I dziękuje też Pewnej Osobie, która udostępniła mój post, za jej IMO wzruszające wyznanie: „Może i jestem chujem, ale dla pewnych rzeczy nie mam żadnych skrupułów…”
Dzięki, wszystkie dziewczyny, że  przez cały ten czas dostarczałyście argumentów w dyskusji z M.W.
I dzięki, ogromniaste dzięki za gorącą linię skype’ową, której uczestnicy byli cały czas ze mną, kiedy trzęsącymi się łapami pisałam na fb, wciąż próbując przekonać M.W. i wciąż szukając argumentów.
I za słowa zaprzyjaźnionego policjanta, skierowane do M.W. z oczywistych względów napisane do mnie na privie:

Od 8 lat walczę z takimi właśnie chłopami i ich myśleniem. Przez takich ludzi kobiety nadal się się nie zgłaszają, nadal mamy tylko 80% wykrywalności. I nadal jako facet nie mogę takiej dziewczynie powiedzieć – nie martw się mała pomogę Ci – bo ona się mnie boi. Więc 8h dziennie walczę żeby pozamykać tych skurwysynów. Dawno, oj dawno nikt mi tak mocno nie przypomniał jak bardzo stereotypy przeszkadzają mi w tym co robię”.
To z dedykacją dla tych, którzy podobnie jak M.W. sądzą, że nasza dyskusja na fb miała w sobie choć cień hejtu w stronę policji w ogóle.
Moje wielkie dzięki dla wszystkich, którzy do pół do ósmej rano dotrzymywali mi towarzystwa na fb  🙂
Którzy opisywali doświadczenia własne i znajomych, również takie, gdy składanie zeznań na policji w identycznej sprawie wyglądało podobnie jak w filmie, bulwersująco i dramatycznie.
Którzy m.in. napisali:  „Stwierdzenie „to tylko film, przejaskrawiony, naprawdę tak się nie zdarza” to jest kurwa oderwanie od rzeczywistości. Zdarza się. (…) została zgwałcona, i to jak ją przesłuchiwali to był kurwa skandal. Więc tak, takie rzeczy się zdarzają, i z tym też trzeba walczyć. Żeby kurwa policja traktowała Cię jak człowieka. Żeby zapewnić kobiecie opiekę psychologa. Żeby było po ludzku.”
Do świtu wysłuchiwałam opowieści o długotrwałym stalkingu, groźbach karalnych, o próbach gwałtu, matko, tyle opowieści o próbach gwałtu i napaściach na tle seksualnym i o protekcjonalnym traktowaniu kobiet, relacjonujących wydarzenia, bo przecież „to co mówi/zgłasza kobieta trzeba dzielić na pół”...
Otrzymywałam kolejne potwierdzenia  – że film poruszył niezwykle ważną kwestię.
I mam nadzieję, że choć może to tylko wierzchołek góry lodowej – to kamień, raz poruszony, spowoduje lawinę.