Tagi

(plakat: Janek Fronczak Photography)

Zima – tak, wiem, wiatr, mróz i ogólny listopadowy piździelec, ale nie w metalowych sercach.
Nie w klubie Fabryka, nie na koncercie https://www.facebook.com/events/123674644631141/
Wybieram się nań średnio podjarana, no bo, kurde, czwartek, kto robi koncerty w środku tygodnia, w środku mojego dnia pracy, 18:30 to dla mnie wręcz poranek.
I problem logistyczny – tyle lekcji trza jakoś upchnąć w pozostałe, już zapchane dni tygodnia, czyli weekend znowu przepracuję od świtu do nocy, ech.
Ale nie mogę odpuścić.
Furii nigdy nie widziałam na żywo, a doświadczenia sprzed parunastu dni z Zaścianka potwierdzają tezę, że nagrania studyjne nagraniami studyjnymi, ale black metal i pokrewne musisz usłyszeć i przeżyć na koncercie, wtedy naprawdę to czujesz.
No i Samael….
SAMAEL. 🙂
Solowe nagrania Xytrasa mam na swoich kasecinach nagranych z radia w latach 90tych…. i doskonale pamiętam występ formacji w kwietniu 2008 w ś.p. klubie Loch Ness

Więc ok, jadę.
Wysiadającą z taksówki dopada grupka czarnych i długowłosych i jakaś dziewczyna do mnie czy pani nie ma aby biletu do odstąpienia.
O tym, że mnóstwo luda rozpaczliwie szukało takiego biletu wiem z FB – od paru dni koncert w Krk był wyprzedany i w necie pojawiały się błagalne ogłoszenia tych, co się zagapili.
No więc tłumaczę ze śmiechem, że pani biletu do sprzedania nie ma, sama na koncert się wybiera, a za „panią” to może być łomot, więc
Dziewczyna mówi, że sorki sorki i wporzo, że ona to rocznik 73 i pyta o mój.
Ciekawością pałają też pozostali.
No sory, ale ani ona, ani ja nie wypiliśmy chyba wystarczająco, coby takimi osobistymi informacjami się dzielić a jak powiem, że 56, tak na trzeźwo, to takie info może ich zabić…

I to dokładnie mówię, i dziewczyna się śmieje, jej towarzystwo także, więc żółwiki, cmoknięcia w policzki, dziewczyna chce jeszcze raz, jakiś chłopak także się nadstawia, słyszę to mój mąż, ale on zawsze się tak wygłupia – ale pozwala na dodatkowego całusa.
W doskonałym humorze wchodzę do klubu, ciesząc się ciepłem wnętrza, bo na dworze, jak pisałam – zima, mróz i wypizdów.
To ciepło wnętrza będę jeszcze tego dnia przeklinać…. ale to wiele później, na razie melduję się pod sceną i zaklepuję sobie miejsce przy lewym końcu barierek, dokładnie ostatnie 40 cm – i o to 40 cm stoczę tego wieczora prawdziwy bój, ale o tym także później.
Na razie odnajdujemy się z paroma znajomymi dziewczynami, metr bliżej środka sceny widzę Olkę i Anię, obie poznałam w PodZiemiu, Olka tam ostatnio barmani i obie z Anią udzielają się na karaoke, gdzie ta ostatnia rewelacyjnie growluje metalowe kawałki. Tak naprawdę i poważnie to Ania udziela się gitarowo i wokalnie w Serpent Wings, ale starczy, że posłuchasz jej w PodZiemiu – i już Ci gacie spadną….

Temat Ani i Olki będzie się w tej relacji przewijał, ponieważ Ania ma dla każdego z muzyków Samaela prezent – własnoręcznie zaprojektowane czarne tiszerty ze stosownym nadrukiem, spotkanie z nimi po koncercie także. Z tego, co zrozumiałam, o planach spotkania wie także zespół, ich wzajemne kontakty na fb to potwierdzają.
Mogłabym jeszcze dodać, że nie tylko Ania wpadła na pomysł podobnego prezentu, że Marco Rivao otrzyma od polskich fanów, a dokładnie od Samael United Forces Poland, a jeszcze dokładniej od Doroty – przecudny tiszert koloru oczojebnej fuksji, z nadrukowanym swoim zdjęciem w charakterystycznym makijażu, pod tęczą z konikami pony i wśród motylków 😀 i nie tylko to, i nie tylko on … ale to już nie moje historie, niech ktoś inny je opowie, jeśli zechce 😉
Dodam jedynie – że i w tym wypadku projekt nadruku na różowiusim tiszerciku wykonała ofiarodawczyni i tiszercik ów jest absolutnym unikatem – są jedynie 3 takie egzemplarze 🙂

OK, zanim się zacznie – w fosie gromadzą się siły ochroniarskie, wśród panów w białych tiszertach z napisem Obsługa Sceny rozpoznaję tego, który tak szalał na koncercie CoB.

https://drzoanna.wordpress.com/2015/11/01/children-of-bodom-sylosis-26-x-fabryka-krk/

Trochę się kryguje, próbuje prostować, że nie, tak całkiem to nie, że już Children of Bodom nie słucha, że tylko się dał ponieść na jednym kawałku – ale potwierdza łapanie kostki i niechęć do rozstania z nią 🙂
A ja czuję, jak powoli atmosfera gęstnieje, podobnie jak zwarta pierwsza linia publiki przy barierkach.
W pewnym momencie z lewej pojawia się dziewczyna, delikatna blondynka, no i znowu „czy mogłaby pani przesunąć się trochę w prawo, ścieśnić, żeby było miejsce także dla mnie”.
Odpowiadam jej niby żartobliwie, ale na dnie gdzieś drzemie lekka irytacja, no bo kurde ile razy jeszcze usłyszę pani pani pani… kurwa, jaka pani, jesteśmy na metalowym koncercie, nie ma żadnych pań, do chuja, wszyscy słuchamy takiej samej muzyki, to samo czujemy, jesteśmy rodziną, braćmi…
Więc mówię z uśmiechem, ale z lekkim przekąsem akcentuję tę „panią”: „sory, pani się nie przesunie, nie może, to ostatnie miejsce z lewej przy barierkach to moja kwestia przeżycia, poprzednio stałam pół metra dalej i strasznie po mnie skakali, spróbuj z mojej prawej strony, może ktoś Ci zrobi miejsce”.
Dziewczyna chyba łapie ococho, próbuje, i git – chłopak w longsleevie w paski robi jej miejsce, mam więc ją ze swojej prawej.
I choć przez część koncertu towarzyszyła mi dzielnie w tym miejscu, choć miałyśmy okazję spotkać się po koncercie i wspólnie czekałyśmy na wyjście muzyków – nie przeprosiłam jej za tę początkową irytację i brak uprzejmości, niniejszym czynię to teraz.
A czemu jedynie przez część koncertu?
A ponieważ się działo, się działo.
Ale o tym niżej 🙂


Bloodthirst.


Furia.

Na początek setlista Furii (zerżnięta przeze mnie po chamsku z fb, dzięki wielkie, Karol W. )

1. Zamawianie drugie
2. Ohydny jestem
3. Opętaniec
4. Są to koła
5. Nowy kawałek?
6. Ogromna Noc
7. Untitled (Marzannie, Królowej Polski)

Zanim jednak Furia zaczęła – tuż obok tej blondyneczki wbił jakiś nakręcony niesamowicie fan.
Widzicie?
Postarałam się o uprzejmość na początek, użyłam słów „wbił” – a nie wepchał się siłą, na chama, bez choćby symbolicznego sory …
Napisałam – „nakręcony” a nie podjarany do nieprzytomności…
I „fan” – nie kawał buraka, skaczący, rozpychający się i depczący wszystko i wszystkich wokół, napierający z siłą swojego wzrostu i kilogramów tak, że za moment zepchnął mnie z barierek… z trudem złapałam równowagę, a on za chwilę zrobił to raz jeszcze i jeszcze… za moment dostałam z łokcia w ramię, potem w twarz – on nawet tego nie zauważył, ponieważ zajęty był czymś innym – wydawaniem z siebie nieartykułowanych wrzasków, z częstotliwością co 15 sekund i z podobną dzikiego okrzyku „jesteście zajebiści” w kierunku zespołu na scenie.
Co dziwne – jakoś wszyscy wokół znosili to w miarę spokojnie, choć w pewnym momencie ze sceny padło zniecierpliwione „no weź już przestań” (cytuję z pamięci) z ust wokalisty.
Kiedyś pisałam coś na temat facetów po 40, którzy nagle wyrwawszy się z domowych pieleszy, na jednym jedynym koncercie starają się odrobić wszystkie imprezowe zaległości… tamte dywagacje pasują idealnie do opisywanej sytuacji.
Za którymś razem mnie poniosło.
Kolejny raz odepchnięta tak mocno, że poleciałam pół metra poza barierki – zebrałam siły i się zrewanżowałam, odpychając siwego gościa w kierunku centrum sceny.
Wtedy dopiero skierował wzrok w moim kierunku i z miną ale co ja Ci zrobiłem złapał mnie za biodra i usiłował do siebie przyciągnąć.
Nie mam nic przeciwko kontaktowi fizycznemu w sytuacjach koncertowych, pamiętam, jak z towarzyszącymi mi z obu stron obcymi całkiem ludźmi płci obojga zdarzało mi się skakać, kiedy podjarani muzyką i atmosferą spontanicznie łapaliśmy się za ramiona i wzbijając się w powietrze wymienialiśmy się obficie płynami ustrojowymi.
Na tym samym koncercie zresztą, z wieloma osobami, przemierzającymi fosę po wcześniejszym crowd surfingu z radością przybijałam piątkę.
Niektórzy ściskali mnie przy tym przyjaźnie – a rzadko były to osoby, że użyję eufemizmu, schludne i suche 😉
Jeden z metali, mijający mnie kolejny raz, do piątki i uścisku dołączył pocałunek w czoło.
No poważnie.
Stanął naprzeciw mnie, wciąż po drugiej stronie barierek, złapał za ramiona, popatrzył przez chwilę w oczy i pocałował.
Noż kurde no 🙂
Śmiejcie się, śmiejcie, ale ja odebrałam to jak błogosławieństwo, jak jakieś namaszczenie, czy coś.
No ale tu?
Z kimś, kto zachowuje się jak najgorszy kmiot?
Nigdy never.
Odskoczyłam, na tyle na ile pozwalał tłum.
Zawracając się do niego cały czas na „pan” – bo w tej sytuacji miało to wydźwięk oficjalny i nawet obraźliwy – wysyczałam, żeby zabierał łapy, nie życzę sobie ani jego dotykania ani towarzystwa. A takie zachowanie przynosi wstyd rodzinie metali.
Kiedy Furia zniknęła już ze sceny pan zaczął beztrosko – że czego się czepiam, że na tym polega heavy metal, że przesadzam.
Odpowiedziałam, że nie będzie mnie uczył, na czym co polega, bo ja chodziłam na koncerty metalowe kiedy on jeszcze ganiał z pieluchą, a bilety z nich wypełniają w moim domu pokaźne pudło.
I heavy metal nie polega na rozbijaniu się na chama, bez żadnej kontroli, deptaniu dziewczyn i waleniu na odlew kobiet w wieku emerytalnym.
Że nawet pogo, nawet młyn oszczędza tych, którzy na takie figury taneczne nie mają ochoty… a w ścianie śmierci bierze udział ten, kto chce, i nikogo nie wciąga się do niej siłą.
Ale do nakręconego faceta nic nie docierało, poza tym cały czas startował do mnie z łapami, zaczęło się robić nieprzyjemnie, wtedy pojawiło się kilku jego znajomych i próbując obrócić całą sytuację w żart odciągnęli go parę metrów dalej.
Wtedy zrobiło mi się ciemno przed oczami po raz pierwszy.
Trzymałam kubek z ciemnym piwem rękami tak drżącymi, że tylko skupienie na myśli o tym, coby go nie rozlać, bo będzie obciach, nie pozwoliło mi osunąć się bezwładnie, jedną rękę zacisnęłam na tym nieszczęsnym plastikowym kubku, drugą na barierce i po chwili wróciłam do pionu.
Nikt niczego nie zauważył, chyba, pewnie wyglądało to tak, jakbym po coś się schyliła a potem podniosła z powrotem.
Zawrót głowy powrócił jeszcze kilka razy, raz silniejszy, ale byłam przygotowana, więc dałam radę.
Moje myślowe rozważania, czy to z braku powietrza, czy jednak nerwica serca, przerwało ściemnienie świateł.
Zanosiło się na Samael 🙂
A z obu moich stron pojawiło się dwóch fajnych metali, chyba tak dla kontrastu z tym poprzednim prostakiem.
Jeden z nich radośnie oznajmił „to my tu z kolegą – tu wskazanie łapką – ja z jednej a on z drugiej strony, popilnujemy tego miejsca, potrzymamy tłum, jakby napierał, żeby Ci się nic nie stało”.
Ale fajnie ❤
Nie wiem, czy widzieli akcję z tym… z tym "panem", czy zauważyli moje zdenerwowanie i lekkie osunięcie się…
Ale to kompletnie wyrównało bilans, jeśli wiecie, co mam na myśli.
Dzięki Michał, dzięki chłopaki, przywracacie mi wiarę w metali w „średnim wieku” 😉 😉 😉

Chyba nieczęsto widuję koncerty, na których dzika owacja zaczyna się, zanim kapela pojawi się na scenie i nie słabnie aż do końca.
Tak właśnie zdarzyło się tamtego wieczora w Fabryce.

Przedłużająca się nieco przerwa przed wejściem Samaela rozpaliła publikę do czerwoności.
Rytmiczne okrzyki wzmocnione tumultem oklasków rozległy się w klubie na długo wcześniej – każdy z muzyków, zjawiając się na scenie, wywoływał jedynie ich wzmocnienie.
I niech niektórzy marudzą, że Samael zabrzmiał nieco „festynowo”… że brakowało „żywych bębnów”, że brzmienie było zbyt „miękkie”… ja tam nie wiem, jak dla mnie było… ok, chyba po czwartkowym występie „pana” znielubiłam swoje ukochane „zajebiście”, muszę więc znaleźć jakieś zastępstwo – może fantastycznie, nawet fantastycznie fchuj 😉

Samael.


Samael po bisie schodzi ze sceny, ale zanim, podczas rytualnego ukłonu – dobiega ich i chyba nawet chłopaków na barze mój dziki wrzask I Love You!!!!  – panowie z ochrony prawie przewracają się ze śmiechu 😉
Muzycy wykonują też przechadzkę fosą i tu, ku dzikiej radości fanów, następują rytualne uściski łapek z wszystkimi z pierwszych rzędów, ja oczywiście załapuję się także, nawet bardziej, niż także i gdy robi to Dropsik, czyli „mój” basista – to oczywiście piszczę jak wariatka….
Czy jest na sali lekarz?
😛
A gdy fotka dokumentująca ową przechadzkę i owe uściski ukazuje się na SUFP, czyli Samaelowym oficjalnym fanpagu, i widać na niej wyraźnie uradowane i wzruszone twarze muzyków i ten gąszcz łap wyciągniętych poprzez barierki – i ja lajkuję ją z komentarzem, że doskonale pamiętam ten moment   ❤ , a muzycy ten komentarz lajkują i pojawia się odpowiedź, że oni też…

Kurczę, jak nie kochać kapeli, i to kapeli największego formatu – która regularnie zagląda na swoje strony, uważnie czyta wpisy i komenty na fanpejdżu, żywo na nie reaguje –  widać, że szanuje i docenia swoich fanów, że to uczucie, ta więź jest z obu stron ❤
Samael – szacun i rispekt ❤

OK, na chwilę emocje opadają i teraz wreszcie jest czas na przeprosiny, więc przepraszam wszystkich wokoło – za chłostanie włosami, potrącanie, wpychanie ręki z aparatem przed twarz – i wszyscy są szalenie mili, nic nie szkodzi, nie ma sprawy, bo przecież to drobiazgi, nikt nikogo nie zepchnął z barierek, nie walnął z łokcia – to tak wygląda heavy metal, proszę pana. 😛
Jestem tak zmęczona, że postanawiam ochłonąć przy kolejnym piwie, stopa – skręcona miesiąc temu, na koncercie Moonspella w tym samym klubie zresztą, aż pulsuje bólem.
Łażę, szukam znajomych, spotykam Arturo, witam się ciepło z Jerzym
– No, ale że Ciebie tu spotkam, nie miałem pojęcia…. cóż za zaskoczenie….
– A nie – to ja, metalówa z dziada pradziada nie spodziewałam się tu Ciebie – Ty to przecież jakieś delikatniusie elektro…
– Tak, zgadza się, a w przerwach słucham Krzysia Krawczyka – i tu Jerzy z całą powagą pokazuje mi stosowną tapetę w komórkowcu.

😀
Czas na przypudrowanie noska – wypatrzona pod filarkiem moja blond towarzyszka spod barierek pilnuje mi w tym czasie piwa, jeszcze raz dzięki 🙂
W końcu dostrzegam Anię i Olkę, dowiaduję się o prezentach dla kapeli i że czekają, aż chłopaki wyjdą.
– Ale na pewno wyjdą?
– Na pewno. Zawsze wychodzą – słyszę.
Po chwili dziewczyny wracają z baru – „usiądźmy z tym piwem jak biali ludzie” – to mnie przekonuje.
Siadamy więc, gadamy, łapię powietrze, oddycham i koszmarne zmęczenie powoli ustępuje.

Nagle dziewczyny się podrywają, gdzieś z tylu, za moimi plecami słyszę odgłosy jakiegoś poruszenia… zostawiam niedopite piwo i już go nie odnajdę, chuj z piwem, ale tej piątki za kubek mogło mi zabraknąć na taksówkę (szczęśliwie nie zabrakło) … jednak, gdy razem z dziewczynami kieruję się do drzwi prowadzące za kulisy, gdzie nagle zrobiło się czarno i tłoczno, nie myślę ani o piwie, ani o tej piątce ani o powrocie do domu.
W zasadzie to wcale nie myślę, mam jedynie takie chwilowe przebłyski świadomości, które teraz zamieniają się w przebłyski pamięci.
Podbijam do tego czarnego tłumu, stoję z boku i chyba dopada mnie coś na kształt tremy.
Jak zwykle wyczerpała mi się bateria w aparacie i jak zwykle zostawiłam zapasową w domu, ale liczę na swój urok osobisty i umiejętność przekonywania 😉
No i udało się 🙂
Mam foty z muzykami 🙂


(powyższe dzięki uprzejmości Dawida D. – to ten tuż obok Vorpha 🙂 )

Przy okazji do Samaelowego wokalisty zwracam się słowami „jestem najstarszym fanem Samaela, wiesz…” i riposta „ale Ty nie jesteś stara” kompletnie mnie onieśmiela, milknę, cała przemowa w obcym narzeczu, którą sobie powtarzałam w myślach idzie się… ekhem, gdzieś ulatuje, więc poprzestaję na uśmiechaniu się 😉
Plotę jedynie coś, że Samael jest wielki, że to „god of metal…” omatko, niech łaskawy bóg spuści zasłonę miłosierdzia na te moje językowe popisy…


(fociła Dorota)

I do kolejnego cudnego basisty w mojej osobistej kolekcji cudnych basistów, do Thomasa „Dropa” Betrisey’a – czy mnie pamięta, kojarzy spod sceny?
– Jasne, że tak, oczywiście.
No tak, moje cycki miał przecież dokładnie na wprost 😀
I mam pewność, że je zauważył 🙂
Mam na to dowody 😀
Coś więcej prócz kontaktu wzrokowego 🙂



(fociła Dorota)

Już ubrana do wyjścia, ale wracam jeszcze do klubu, coby się pożegnać ze wszystkimi… no i oczywiście zauważywszy jednego z muzyków rzucam się na niego z „jeszcze jeden buziak, ok?, tylko jeden…”
Ten znosi moje okrzyki z anielską cierpliwością, buziaka także, święty człowiek 😉

Teraz wypadałoby bardzo, bardzo serdecznie podziękować wszystkim pomocnym w sprawie fot – a więc dziewczynom i Dawidowi D.
I rzecz jasna nieocenionej Dorocie z Samael United Forces Poland, która chętnie przystała na moją prośbę cyknięcia fotek z muzykami, jeszcze podpowiadała, widząc moją ogólną nietomność – o tu, tu popatrz, tu gitarzysta stoi, leć, to zrobię wam zdjęcie.
Odnalazła mnie na fb i nie tylko rzeczone fotki przysłała, ale zezwoliła na publikację kilku swoich.


PS.
I jak zwykle, prośba 🙂
Jeśli spodoba Ci się tu zamieszczone, a wykonane przeze mnie zdjęcie, tekst – albo jego fragment i chcesz je wykorzystać – na fejsie, swojej stronie, blogu itp, to dołącz plis link z adresem artykułu, z którego pochodzi, albo z adresem tego bloga. Natomiast użycie fotki bez pytania, albo jeszcze bardziej wycinanie mojej sygnatury, dowolne kadrowanie/ciachanie/przeróbki zdjęcia spotkają się z moim dożywotnim fochem i okrutną klątwą, a wcześniej złamią mi serce, poważnie…

Dzięki !!!!!