Tagi

12119181_737066253087466_6965598670370394126_n.jpg

https://www.facebook.com/events/505944349580022/

Po wynikach niedzielnych wyborów coraz mocniej czuję się w moim kraju jak wyrzutek, odmieniec i freak.
Mam poczucie, że coraz mniej rozumiem i coraz bardziej tu nie pasuję.
Ale pociesza mnie kilka faktów i zjawisk – choćby mocna pewność, że istnieje świat poza polityką, są rzeczy, na widok których zakwita mi na pyszczku szczery i radosny banan.
Są ludzie i sprawy, które dają poczucie sensu, sprawiają, że wciąż mi się chce.
Jedną z nich jest pewność – że scena folk metalowa ma się u nas naprawdę dobrze.
Rozwija się prężnie, rodzi coraz to nowe, świetne kapele a te zachwycają, zaskakują i uwodzą świeżością materiału, powerem i urodą muzyków 😉
Tu muszę zacytować Romę Makówkę, ponieważ jej charakterystyka tego gatunku muzyki, sformułowana przy okazji relacji z koncertu Ensiferum, podbiła moje serce: „przyjęło się generalnie uznawać, że folk metal jest wtedy, kiedy oprócz normalnego metalowego naparzania, na scenę zabłąka się pijany Janko Muzykant. Najlepiej z pomalowaną twarzą, dziwnym instrumentarium i w kiecce.”
Cudne, prawda?
Ten nasz, polski folk metal radzi sobie doskonale i z ciężkim napierdolem i z ludowym klimatem, a wszystkie Janki Muzykanty zapierają dech w piersiach swoimi wyczynami na skrzypkach, fletach i innych fujarkach.
Kiedy tego słuchasz, kiedy na to patrzysz to masz pewność, że warstwa muzyczna, przekaz, uczucia i emocje są prawdziwe i szczere, że to nie wyrachowany lans, efekciarstwo czy mistyfikacja…
I dokładnie takich emocji i uczuć doznawałam niedzielnego wyborczego wieczora w Jazz Rocku.
Ze sceny w kierunku publiczności płynęła prostolinijna, niewymuszona i przekonująca muzyczna deklaracja, najuczciwsza na świecie i przy tym porywająca.
Co ja piszę – porywająca… po prostu łapiąca za bebechy i zmuszająca do szalonych i dzikich wymachów włosami i całym ciałem, co pisząca te słowa odczuwa po dziś dzień, boleśnie ale dumnie 😉
Było zajebiście, przekurwazajebiście – co potwierdzam z całą powagą mojego wyskakanego i wymachanego serduszka 😉
Mam nadzieję, że poniższy zestaw fotek choć w części potwierdzi moje słowa 🙂

A prywatnie dodam, iż dla mnie osobiście koncert ten miał znaczenia bardzo specjalne – otóż wreszcie nadarzała się okazja, by ujrzeć i posłuchać na żywo Open Access, kapelę mojego drogiego, cudem odnalezionego Kuby.
Całą historię opowiedziałam tutaj:

https://drzoanna.wordpress.com/2015/09/28/cudem-odnaleziony-czyli-open-access-historia-nieznana/

A teraz, jak obiecałam w końcówce linkowanego arta, wracam do tematu 🙂

Zanim „Kubusiowe” Open Access wyszło na scenę JazzRocka – odbyły się konieczne i fascynujące przygotowania sił i środków, narady itepe:

SAM_8966.JPG


przed.png

… a publiczność sączyła piwo i dyskutowała o życiu 🙂


SAM_8962.JPG

Kubuś, jak widać, wprowadził się już w odpowiedni, przedkoncertowy nastrój 😉

SAM_8965.JPG

… i Musza, Open Accessowa wokalistka podobnie 😛


SAM_8968.JPG

po prostu kocham, jak mi tak jebiesz fleszem po oczach … 😉

SAM_8970.JPG

no dooobra, jakoś to zniese .. 😉


No i zaczęło się 🙂

SAM_8990.JPG

SAM_8988.JPG

SAM_8982.JPG

SAM_9078.JPG

musza2.png

SAM_8991.JPG

SAM_9100.JPG

SAM_9090.JPG

SAM_9018.JPG

SAM_9000.JPG

SAM_9076.JPG

SAM_9062.JPG

SAM_9025.JPG

SAM_9044.JPG

SAM_9104.JPG


… a czy występ się podobał? zobaczcie sami 🙂

publikaOA2.png

SAM_9046.JPG

SAM_9032.JPG

publikaOA.png

(i gorące pozdro dla Rudej, mistrzyni drugiego planu :* )


Morhana.

Pojawienie się na scenie kolejnej kapeli wywołało spory entuzjazm, manifestowany jeszcze mocniejszymi wymachami fryzur:

SAM_9108.JPG

Flecistka, prześliczna i o sporej charyzmie, przyjęła go ukłonem:

SAM_9109.JPG

SAM_9110.JPG

SAM_9127.JPG

SAM_9129.JPG

SAM_9181.JPG


Duży Facet z Dużym Rogiem
🙂 A ja piłam z tego rogu piwo, Duży Facet mi pozwolił, pije się niewygodnie, ale lans jest 😀
A na scenie aż roiło się od długowłosych przystojniaków….

SAM_9126.JPG

SAM_9168.JPG

SAM_9163.JPG

a tym krótkowłosym, ekhem, też w sumie braku urody zarzucić nie mogę 🙂

SAM_9170.JPG

…takżetego, dziewczyny pod sceną nie pozostawały na ten fakt obojętne 😉

SAM_9177.JPG

…chłopaki w sumie też 😉

SAM_9180.JPG


Ok, dość heheszków, skupmy się na tym, co działo się na scenie:

SAM_9159.JPG

SAM_9184.JPG

SAM_9207.JPG

SAM_9167.JPG

SAM_9205.JPG

SAM_9203.JPG

SAM_9228.JPG

Zdjęcie grupowe spod sceny pokazuje najlepiej, jak trudne warunki oświetleniowe dla robienia zdjęć panowały w JRC.


A za chwilę na scenie headliner – Time of Tales.

Ale kogóż to moje śliczne oczka widzą? Toż to Kuba, gościnnie 🙂

SAM_9231.JPG


Szykują się też pozostali muzycy… i za chwilę zacznie się prawdziwa metalowa rzeźnia 🙂

SAM_9233.JPG

SAM_9236.JPG

SAM_9241.JPG

I niech Was nie zmyli ta fujarka – może to metalowy napierdol w odcieniu folk, ale taki na poważne i pełną gębą 🙂
Wiem, że flet prosty, wiem 🙂 ale tak bajdełej to pewnie mało w życiu widziałam, bo nie przypominam sobie, bym zapamiętała kogoś innego, kto pod podobnym kątem przykłada go do ust.
(sprostowanie w komentarzu)

SAM_9248.JPG

SAM_9249.JPG

SAM_9267.JPG

SAM_9262.JPG

SAM_9278.JPG


A reakcja publiczności jest następująca:

SAM_9251.JPG

SAM_9253.JPG

SAM_9256.JPG

podsena3b.png

SAM_9272.JPG

SAM_9311.JPG

podscenaq3.png

i moje włosy też fruwały 🙂

SAM_9314.JPG

jopodscena3.png

jopodscena.png

Podsumowując – mój pierwszy, folk-metalowy etap maratonu koncertowego uważam za niezwykle udany.
Open Access na żywo wymiata jeszcze mocniej, niż studyjnie, Musza ma głos i charyzmę, których mogłyby jej pozazdrościć wokalistki znacznie bardziej znanych, celebryckich kapel a utwory OA mają wszystko to, co powinny posiadać kompozycje tego gatunku: moc, oryginalne i chwytliwe melodie, niezwykle interesujące harmonie, zaś odpowiednie proporcje gitarowo-perkusyjnego napierdolu do skoczno-smętnego Janka Muzykanta budują niezwykle smakowitą całość.
Siła Morhany polega, IMO, na dialogu między dwiema osobowościami kapeli – wokalistą i gitarzystą Dzidkiem oraz wokalistką/flecistką Kari.
Ten swoisty pojedynek na głosy i na instrumenty, na tle brzmienia całej kapeli precyzyjnie buduje ścianę dźwięku i klimat.
Time of Tales – no co ja Wam będę opowiadać.
Po prostu – jest moc 🙂
Spróbujcie wybrać się na koncert którejkolwiek z kapel i ustać grzecznie z piwkiem w ręce pod ścianą czy usiedzieć przy stoliku, no spróbujcie tylko nie dać się porwać muzyce, melodiom i rytmowi, nie poddać się parkietowemu szaleństwu.
Jeśli się Wam to uda i wrócicie do domu z włosami nie rozwianymi od headbangingu, nie upoceni i nie rozgrzani do czerwoności, to powiem Wam – żeście cieniasy i dupy wołowe, nie metale.
To mówiłam ja, Drzo, od 60 lat wciąż taka sama a może nawet lepsza 😀

\m/

PS.
Bo mi się przypomło 😉
Zupełnie nie pamiętam, kto jest autorem 3 ostatnich fotek, tych, na których jest moja nieskromna osoba 😉
Pamiętam, że szalałam i machałam fryzurą i jakaś dziewczyna wyjęła mi z rąk aparat i cyknęła mnie, jak szaleję i macham, ale nie pamiętam zupełnie, kto. 😛
Uprasza się więc gorąco i uprzejmie o ujawnienie się drogiej i kochanej autorki ostatnich 3 fotek ❤


PS.PS.
I jak zwykle, prośba 🙂
Jeśli spodoba Ci się tu zamieszczone, a wykonane przeze mnie zdjęcie, tekst – albo jego fragment i chcesz je wykorzystać – na fejsie, swojej stronie, blogu itp, to dołącz plis link z adresem artykułu, z którego pochodzi, albo z adresem tego bloga. Natomiast użycie fotki bez pytania, a szczególnie wycinanie mojej sygnatury, dowolne kadrowanie/ciachanie/przeróbki zdjęcia spotkają się z moim dożywotnim fochem i okrutną klątwą, a wcześniej złamią mi serce, poważnie….
Dzięki !!!!!