Tagi

Wciąż blada z wyczerpania, obolała i ogólnie ledwie żywa – próbuję poskładać do kupy wspomnienia z tej szalonej sobotniej nocy.
Łzy wzruszenia mieszają się z poczuciem spełnienia i szczęścia, a powaga i znaczenie tego wiekopomnego wydarzenia onieśmielają i obligują do większych niż zwykle wysiłków, by wszystko opowiedzieć składnie, rzeczowo i dowcipnie, nie pominąć niczego i nikogo.
Dla nielicznych, co pojęcia nie mają ococho – zacznę oficjalnie:
SYNTHETIC MADNESS, czyli cykliczna impreza w klimatach alternative, dark-harsh electro, ebm, tbm, aggrotech, electro-industrial, futurepop, synthpop, darkwave, mashup, powernoise itepe odbyła się z hukiem po raz piętnasty.
Poprowadził ją jak zwykle duet Kchild & DeV_ , czyli TOXIK TWINZ, Kraków, plus gościnnie: blackfairy (Katowice)

https://www.facebook.com/events/725091274269732/

Jednakowoż, prócz okrągłego, piętnastego wydania SM, tego wieczora i nocy świętowaliśmy inną, jeszcze okrąglejszą rocznicę – jeden z toksycznych bliźniaków, nasz ulubiony SM-owy i DRowy didżej, Karmelek vel Kornik vel Michaś obchodził swoje 30te urodziny.
Co ja Wam będę opowiadać na temat Michałka 🙂
Cenimy go za muzyczną wiedzę, uwielbiamy za cierpliwość, energię i nieustający zapał w prowadzeniu imprez w klimacie elektro-industrial.
Chyba nigdy nie miałam okazji powiedzieć tego wyraźnie, więc czynię to teraz: SYNTHETIC MADNESS, DIGITAL RIOT zapisały się trwale i mocno w kalendarzu krakowskich imprez, wrosły w atmosferę miasta i naznaczyły ją zimno-elektronicznym bitem.
Nie wyobrażam sobie bez nich Krakowa, ani też mojego w nim bytowania.
A jeśli SM czy DR – to, oczywiście obok DeVa – Kornchild i jego czerwona hawajska koszula, słynna w całej galaktyce ❤
Podobnie jak Kornikowe serducho z najszczerszego złota ❤
Korniczku, chłopie kochany – jeszcze raz życzenia szczęśliwości wszelkiej od piszącej te słowa ❤ ❤ ❤

Sobotnią imprezę urodzinową zaplanowała i urządziła Belit, a biorąc pod uwagę zajebisty pomysł, wkład pracy i oszałamiające efekty zasłużyła tym wyczynem na miano Najlepszej Dziewczyny Na Świecie. ❤
Oczywiście, miała grono niezwykle wybitnych pomocników, którymi zarządzała sprawnie i z wyczuciem ❤
Brawa dla Was wszystkich !!!
Brawo, Pani Generał!!!! 😀

i brawa dla właściciela tak zajebistych tatuaży :*

Brawo – Gosia, Natalia, Rafał, Grzegorz!

Dzięki za torty, muffinki z napisem KORN, kolorowe wielkie paluchy (podobno kupka po nich też kolorowa – ktoś może potwierdzić? 😀 ) babeczki, hawajskie wieńce, nieco umrocznione, zimne ognie, glowsticki, maseczki z obrazkami (świnki, kotki, króliczki, znak „radioaktywny”, HelloKitty… )

A tak to mniej więcej wyglądało:

niewinny początek…

O północy wszyscy obejrzeliśmy filmik zawierający zdjęcia z dzieciństwa Drogiego Jubilata, życzenia od tych, którzy dotrzeć na imprezę nie mogli, ale także życzenia-niespodzianki od Michałkowych jutubowych „idoli” – od Bananowego Janka

od gostka z Game Troll TV i Wookiego z Olą, tych od gier planszowych.

Płakałam ze śmiechu widząc Korniczka w wieku lat kilku i w przebraniu Zorro, albo w intymnych objęciach biuściastego pomnika 🙂

Wzruszony Jubilat:

Klimat hawajski i glowsticki 🙂

i trochę radioaktywności 😉

Jeszcze więcej Hawajów i radioaktywności 😀

„nie nie, żadnych cycków!!!” Cieplusie pozdro, śliczna dziewczyno w niebieskim ❤

A niżej hawajsko-pandzioszkowa Beliś

Tak wygląda Magda z Uszkami, trafiona przez piorun 😉

tej nocy pioruny upatrzyły sobie chyba przeszkadzać Madzi w pożeraniu torcika:


a do tej pani jeszcze wrócimy, i to nie raz … 😉

Poniżej gwóźdź programu – plecy Marysi 🙂

Nomad:

I cieplusie pozdro dla tego pana poniżej 🙂 Szczególnie za błyskotliwą ripostę. Wzbraniał się bowiem przed dyskusją na temat koloru kupki po zjedzeniu zafarbowanych na fioletowo drożdżowych paluchów, dzieła Belisi…. nie chciał także wypowiedzieć się w temacie ostatniego szalonego seksu… postanowiłam więc podnieść poziom trudności o kolejny level:
„OK, skoro tak – masz ostatnią szansę: spróbuj podać mi jakiś argument przeciw przyjęciu uchodźców przez nasz kraj, ale taki, który nie urazi ani nie obrazi nikogo, wiesz – zero hejtu, histerii, ksenofobii.
Taki – który do mnie trafi. Dodam, że ja akurat jestem po przeciwnej stronie barykady, więc musisz się postarać 😉 „

I zgadnijcie, co usłyszałam?
Chłopak popatrzył na mnie z całą mądrością swoich dwudziestu kilku lat i powiedział mniej więcej tak:
„Popatrz na ten nasz kraj, na to, jak sobie radzą instytucje różnego rodzaju, szczególnie pomocowe, cała gospodarka, struktury oraz służby, jak to wszystko działa i hula.
Słabo, prawda?
Jest burdel?”

(przytakuję)
No to wyobraź sobie ten burdel spotęgowany przez przyjęcie tysięcy uchodźców/emigrantów.”

No i tu mnie chłopak osłabił 😉
Trafiony, zatopiony, szacun i rispekt :*

Eugeniusz zaś manifestował nieustanną potrzebę przytulasów, która z całym poświęceniem i wyrozumiałością była zaspokajana przez okoliczne panie 🙂
Ja sama uściskałam się z nim chyba z 5 razy – niestety, fotek z wydarzenia niet, ale w pamięci pozostało ❤

I tu także sporo przytulania:

nie, to tylko tak wygląda, Marcelina wcale nie łapie mnie za cycki 😉

OK – a teraz opowieść o podłożu szpiegowskim: oto w Naukowej pojawia się tajemnicza para agentów, oboje w skórach i w pełni kamuflażu, jeszcze chowają się przed obiektywem:

próbują odwrócić moją uwagę:

żeby zająć się rozmowami, zapewne o inwigilacji i pracy dla obcego wywiadu

jak widać została osiągnięta pełnia porozumienia, negocjacje zakończyły się consensusem 😉

A jak było muzycznie? Na początek zaserwowano wiązankę skocznych melodii ludowych od Halotan Records 😉
A potem:
The Prodigy, Hocico, Grendel, Glutengel ekhem, plasiam, Blutengel, Ministry, Combichrist z jakże stosownym „Happy Fucking Birthday”, Covenant, And One, Clan of Xymox, Deine Lakaien, Suicide Commando i uwielbiany przeze mnie „Hellraiser”, Snowid ( <3) R+ i „Du hast miś” , Centhron, VNV Nation, Depeche Mode, Diary, Apoptysie, FLA, RSM i „Jestem dilerem”, Das Moon i dziesiątki innych, równie trafionych i porywających do parkietowych pląsów 🙂
I wielu porwać się dało, jednak bezspornie Królową Parkietu została Gosia S. 🙂

Jak widać – sekundowała jej silna grupa, jednak to od Gosi nie mogłam oderwać wzroku 🙂

Oczywiście – nie zawiodła także Hell Ann i jej długowłosy towarzysz (tak, przyznaję się, zapomniałam imienia 😛 )

Kolejna fotka wyłącznie dla twardzieli o stalowych nerwach:

Oto pozostali profesjonalni parkietowi wymiatacze:

I Marcelina w wydaniu hawajskim:

Madzia znowu wywołuje świetlne wibracje 😉

ale że co? że niby ja? 😉 😉 😉

Pewien dredziasty zbiera siły przed wejściem na parkiet:

Obiecałam Wam więcej Matyldy, prawda?

tu, jako mistrzyni drugiego planu 😉

Jest moc:

Mała łyżka dziegciu…
Przywykłam już do nielicznych sytuacji „konfliktowych” z osobami, łamiących przepisy ustawy o zakazie palenia petów, że się tak elegancko wyrażę.
Cudzysłów – bo zwykle sytuacje te są rzadkie i rodzą się dopiero pod koniec imprezy, kiedy zbliżający się świt wyzwala niejakie rozluźnienie obyczajów 😉
I zwykle wystarcza moja grzeczna prośba – a pet, wraz z dzierżącą go osobą, udaje się na obszerne i przyjazne integracji palaczy podwórko.
Zwykle padają przy tej okazji jakieś przeprosiny, czasem żarciki i ogólnie jest fajnie.
Tej soboty palący obrodzili jak maślaki po ulewie i słowne utarczki z nimi prowadziłam niemal od mojego pojawienia się w Naukowej.
Niektórzy grzecznie kiepowali i z następnym pecikiem wychodzili na podwórko, jednak niektórzy prezentowali postawę, którą mogę nazwać jedynie żenującą, niepoważną ściemą.
A to wmawiali mi – że informację o możliwości palenia wewnątrz uzyskali w barze (sprawdziłam, nic podobnego!) … a to tłumaczyli (będzie śmiesznie) że plastikowe kosze, wyłożone foliowymi workami na śmieci, które Belit przygotowała na składowanie zużytych jednorazowych talerzyków, sztućców i innych poimrezowych odpadków – wzięli za popielniczki !!!
I nie pomagała uwaga, że kurde, gdyby faktycznie miały za te petownice robić, to przecież bankowo zapaliły by się od niedopałków… kto wykładałby popielniczkę folią, jesuuuu….
Inni z kolei patrzyli na mnie z odrobiną niedowierzania i kompletną olewką, jakbym zwracała się do nich po marsjańsku,… a później, kopcąc pety, oczywiście – UCIEKALI przede mną całą grupą i chowali się po kątach sali z dansflorem.
Japierdole.
Przedszkole, kurwa, po prostu przedszkole.
Cóż, ustawa szczęśliwie jest po stronie mojej astmy i ogólnego braku tolerancji na petowe zadymienie oraz smród, no i racja także, raczej 😛
Na koniec mogę jedynie gorąco podziękować tym, którzy po zwróceniu uwagi zachowywali się bardzo sympatycznie, pozdro, chłopaki!!!!

Teraz kilka przemiłych portrecików około-parkietowych 😉

niektórzy dzielnie pozowali, mimo zjebki 😉 za peta w łapie:

a inni manifestowali swoją radość z powodu uwiecznienia dla potomnych:



Magda
, tym razem bez piorunów 😉

❤ ❤ ❤

❤ ❤ ❤

oooo taki mam tiszercik, taki!!!! :*

I na koniec kłania się Wam pisząca te słowa:

i buziaczek z Madzią, na szczęście bez pioruna 😉

I zwyczajowe gorące pozdrówka i uściski dla Obsługi – zza baru i Pani Właścicielki :* :* :*
Piwo było świetne, jak zwykle nie pamiętam nazwy tego poleconego, ale wiem, że Wy mi przypomnicie na bank ❤



PS.
I jak zwykle, prośba 🙂
Jeśli spodoba Ci się tu zamieszczone, a wykonane przeze mnie zdjęcie, tekst – albo jego fragment i chcesz je wykorzystać – na fejsie, swojej stronie, blogu itp, to dołącz plis link z adresem artykułu, z którego pochodzi, albo z adresem tego bloga. Natomiast wycinanie mojej sygnatury, dowolne kadrowanie/ciachanie zdjęcia spotka się z moim dożywotnim fochem i okrutną klątwą, a wcześniej złamie mi serce, poważnie….
Dzięki !!!!!