Tagi

Niechcący ściągnęłam sobie na głowę burzę, wręcz tornado o niezwyklej sile.
Mówię oczywiście o linkowanych przeze mnie na fejsie artykułach na temat uchodźców.
Wrzucałam je, licząc na to, iż komentarze pojawią się po w miarę dokładnym zapoznaniu się z ich treścią, po próbie analizy choćby… miałam też nadzieję, że będą równie rzeczowe, pozbawione uprzedzeń, spokojne i dalekie od histerii.
Ale niestety.
W wielu pobrzmiewało tupanie nogą, krzyk i hasła tego rodzaju: „nie przyjmować! zamknąć granice! zamknąć w obozach! wystąpić z Unii!” i „zalewa nas islam! dzicz! bydło! zabiorą socjal, nieroby, manipulatorzy, terroryści, pozabijają zgwałcą i to nie wiadomo w jakiej kolejności” sory, tu pozwoliłam sobie na głupawy żarcik, ale po prostu witki mi opadły.

Opadły przede wszystkim z powodu powszechnej nieumiejętności dyskutowania.

Bo zdarzają się tematy naprawdę trudne, wymagające sporej wiedzy, ale także umiejętności oddzielenia faktów od interpretacji, zauważenia źródeł i umiejętności poddania ich weryfikacji. A dla mnie, jako matematyka, szczególnie ważne jest precyzyjne formułowanie tez, dowodzenie ich przy pomocy argumentów.
Zauważanie i analiza argumentów przeciwnika dyskusji oraz odnoszenie się do nich.
Logiczne wnioskowanie.
Dyskusja nie ma sensu, jeśli uczestnik ma z tym kłopot.
Jeśli w rozumowaniu stosuje się powszechne błędy, jak choćby generalizacja, mylenie założenia z tezą, zniekształcenie, efekt skupienia itepe, które utrudniają komunikację.
W dyskusji o uchodźcach dominuje niestety histeryczny ton, przerzucanie się zarzutami z różnych parafii, często totalnie absurdalnymi, bez ładu i składu.
Dla mnie, osoby która z racji wykształcenia i zawodu podchodzi do wszystkiego w sposób niezwykle poukładany i odnajduje te nieścisłości i błędy rozumowania – jest to tym bardziej frustrujące.
I kiedy cały mój trud idzie w kierunku uporządkowania tego bezładu myśli to na odniesienie się do z trudem odnalezionych argumentów nie mam już często sił.

Natomiast z rzeczowymi argumentami chętnie się spieram, choć oczywiście jedynie w wypadku, kiedy rozmówca mnie szanuje.
Oznacza to między innymi, że zdecydowanie nie życzę sobie podśmiechujek, ironizowania i nazywania moich opinii „śmiesznymi”, nawet, jeśli w jakimś temacie wiedzy nie posiadam – spoko, chętnie wysłucham mądrzejszego, ale niech nie traktuje mnie pobłażliwie czy protekcjonalnie, bo wtedy gryzę.
Podobnie jeśli raz odniosłam się do jakiegoś argumentu – nie mam zamiaru robić tego ponownie, w ten sposób wszelka rozmowa traci sens.

A dla wyjaśnienia, od którego w zasadzie powinnam zacząć: nigdy, ani razu, nie wypowiedziałam zdania, że CHCĘ, by w Polsce osiedliły się tysiące muzułmanów, że CHCĘ, by nasz kraj przyjął uchodźców.
Nie jest to moje marzenie – i zapewne oni także o tym nie marzą, jak sądzę.
Natomiast, gdyby podczas powodzi czy trzęsienia ziemi pod moimi drzwiami znalazła się muzułmańska rodzina, albo nawet grupa „silnych mężczyzn w wieku poborowym” to poproszona o pomoc udzieliłabym jej.
Zaproponowałabym schronienie.
I teraz, kiedy oni już praktycznie stoją pod naszymi drzwiami, to choć dostrzegam zagrożenia, koszty i ich wagę, jak choćby trudności w asymilacji, różnice kulturowe i mentalne, uważam, że dyskusja nie powinna toczyć się wokoło „przyjąć czy nie” tylko „jak przyjąć i co potem”.

Większość swoich poglądów w tym temacie ujawniłam w fejsowych wypowiedziach, zacznę więc od zalinkowania zamieszczanych tam postów:

https://www.facebook.com/notes/1373889169318109/

http://wyborcza.pl/duzyformat/1,148148,18824412,mili-ludzie-z-jadowita-obsesja-czyli-o-euroislamie-raz-jeszcze.html

http://slwstr.net/pk3/2015/9/gwaty-nie-tylko-w-szwecji

http://slwstr.net/uciekinierzy/#mity-o-uchodcach

i jeszcze cytat z Ziemowita Szczerka, bo nie wszystkim się chce klikać w linki 😉

„Jestem wrogiem radykalnego islamu, i uważam, że pajaców organizujących we Francji meczeciarskie konferencje pt. „czy należy bić żony”; należy sadzać do pierdli. Uważam, że świętą rację ma burmistrz Rotterdamu Ahmed Aboutaleb, który powiedział swoim radykalnym współwyznawcom, że komu nie podobają się liberalne holenderskie wartości, powinien w podskokach wypierdalać z Holandii. Jeśli faktycznie w Szwecji i Francji istnieją no-go zones, i to no-go ma za przyczynę islam, trzeba działać tak, żeby te no-go zones zlikwidować. Jeśli trzeba działać brutalnie – to brutalnie. Co więcej, nawet „zwyczajny”; islam, wtedy, kiedy staje się źródłem uprzedzeń, bigoterii i ciemnoty – budzi moją dużą niechęć. Ale patrząc na tę wielką wędrówkę ludów widzę, że islam to żaden monolit, że robienie z każdego muzułmanina konserwy zakutej w koran to to samo, co robienie z każdego Polaka-katolika – Terlikowskiego. Jak byście się czuli, gdyby każdy Francuz czy Włoch przypinał wam łatkę obrońcy pedofili i ciemnogrodzianina wymachującego różańcem jak morgensternem? Jak byście się czuli, gdyby z powodu waszego polskiego katolicyzmu odmawiano wam nie tylko podstawowych praw człowieka, ale i człowieczeństwa? Tym bardziej, że uważam, że wszystkich przyjąć się, oczywiście, nie da. Ale tym, którym trzeba pomóc – trzeba pomóc.”

Chciałabym niniejszym zamknąć dyskusję na fb i przenieść ją do bloga, o ile to możliwe.
Strasznie trudno dyskutować mi tam z dziesięcioma na raz komentatorami, szczególnie odnosić się do polemiki kompletnie z czapy (jak te przykłady cytowane wyżej)… może przynajmniej tu komentarze będą na akceptowalnym poziomie 😉 😉 😉

Odniosę się jednak do jednego z zarzutów, że „najpierw należy pomóc naszym” (i tu zdjęcie Polaków w Mariupolu http://niezalezna.pl/70976-dramatyczny-apel-polakow-z-mariupola-jestesmy-gotowi-sprzatac-w-polsce-ulice )

Oczywiście, zgadzam się, że obowiązkiem Polski jest dbanie o Polskę i Polaków w pierwszym rzędzie.
Źle bardzo, że Polakom, zamieszkałym za wschodnią przykładowo granicą utrudnia się powrót do kraju, a przynajmniej nie pomaga w żaden sposób.
Źle, że w Polsce jest wiele osób biednych i nasz socjal szwankuje. Ale to nie znaczy, że uchodźcom z innych krajów mamy powiedzieć „nie, bo jeszcze nie pomogliśmy swoim”.
Taka logika mnie nie przekonuje.
To dla mnie tak mniej więcej, jakbym widziała dwoje tonących – metr ode mnie muzułmanina, a gdzieś w oddali Polaka. Ten pierwszy krzyczy „ratuj”, wyciąga rękę po pomoc, a ja odpowiadam, odwracając się tyłem „no niestety, nie wyciągnę Cię na brzeg, nie pomogę Tobie, póki nie uratuję rodaka.”

Nie będę też komentować dziesiątków filmów, fizycznie nie jestem w stanie, dlatego proszę nie wrzucać mi ich na ścianę fb.
Raz – nie znam angielskiego i zrozumienie treści czy przekazu jest w tym przypadku praktycznie niemożliwe.
Dwa – w sieci pojawiają się setki filmów o przeróżnej tematyce, jedne drugim przeczą, trzecie wykazują manipulowanie faktami i przekłamania tych wcześniejszych. Dla mnie istotne jest ustalenie źródeł i wiarygodność strony, która film linkuje.
Więc, przykładowo, arty z Frondy, filmiki z oszołomami typu Max Kolonko lub ze stron typu „Narodowcy RP” – po prostu będę usuwać (czy pisałam już o akceptowalnym poziomie komentarzy?)
(Podobnie teksty zawierające nienawistne czy obraźliwe określenia.)

Żyjemy w czasach zalewu informacji – często wzajemnie sprzecznych. Od nas samych – naszego zdrowego rozsądku, wiedzy, inteligencji zależy – które uznamy za prawdziwe. Od nas samych też zależy, jakimi pobudkami będziemy się kierować.
Czy naszą wrodzoną empatię zweryfikujemy przy pomocy dostępnych faktów, rozumu i logicznego rozumowania… czy ulegniemy demagogii, panikarstwu, poddamy się przesądom i ksenofobii.
Dodam jeszcze – że ja sama staram się zachować stanowisko dalekie od uprzedzeń, ale także poddawać w wątpliwość i weryfikować każdą informację i opinię.
Przerzucanie się filmikami, co do których tak naprawdę nie mamy pojęcia – kto, gdzie nakręcił, kim są bohaterzy, czy nie jest to inscenizacja – naprawdę nie ma sensu.
(Pamiętacie z pewnością taki, gdzie tłum linczuje i pali żywcem jakąś dziewczynę. Filmik, rzecz jasna, przestawiający JAKI JEST ISLAM i zagrożenia związane z uchodźcami.
Tymczasem to byli chrześcijanie w Gwatemali…
http://www.independent.co.uk/news/world/americas/16yearold-girl-beaten-and-burned-alive-by-lynch-mob-in-rio-bravo-guatemala-10271668.html

i jeszcze w kwestii manipulacji: https://www.facebook.com/filip.cyprowski/posts/1085537198130894?fref=nf )

PS:
Co do Wyborczej, to fakt, zdarza mi się podczytać jakiś artykuł zamieszczony w necie, najczęściej o tematyce społecznej z Wysokich Obcasów.
Ale nie uważam się z tego powodu za gorszą, czy głupszą, jeśli ktoś uważa inaczej – trudno, jakoś będę musiała z tym żyć. 😉
On także 😉
Natomiast na traktowanie mojej osoby z wyższością i szyderą nie pozwolę.

Ale może, tak dla odmiany, arty z Polityki 😉

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1633817,1,kanal-przerzutowy-balkany-miekkie-podbrzusze-europy.read
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1633057,1,dlaczego-i-jak-polska-powinna-wesprzec-uchodzcow.read

i jeszcze jedna ciekawa opinia:
http://utilitymon.blogspot.com/2015/09/dlaczego-granice-powinny-byc-otwarte-i.html

I na koniec – chętnie wysłucham opinii w kwestii przyjmowania uchodźców przez Polskę i w tematach pokrewnych, wyrażanych także przez osoby, które mieszkają poza Europą od lat 15 czy więcej. Ich obserwacje mogą być oczywiście interesujące. Jednak ich żądania w kwestii pewnych rozwiązań w kraju, od którego dzielą ich tysiące kilometrów, ich wyrokowanie co do jedynej słuszności jednych opcji i krzyk sprzeciwu wobec innych – wydają mi się nieco jakby na wyrost, bo konsekwencje ewentualnego wcielenia w życie, wdrożenia tych rozwiązań, nie dotkną ich w najmniejszym stopniu.

I najbardziej oczywista sprawa – przyjęcie uchodźców/emigrantów to jak rozpaczliwa próba leczenia objawów, podczas gdy kuracja pomija przyczyny choroby.
I jak widać z ostatnich doniesień (i jak podpowiada wiedza medyczna) leczenie objawów może się okazać niewystarczające.
Afryka nie może „przeprowadzić się” do Europy, to po niewykonalne i kompletnie absurdalne, problem musi być rozwiązany całościowo.
I to, jak się to mówi, „na wczoraj”.
Bo kryzys związany z tą przeprowadzką postępuje błyskawicznie i grozi konfliktem o skali, o której nawet boję się myśleć.
I wtedy wszystkie rozważane wyżej problemy, zagrożenia, konieczności i opcje, wszystkie kwestie moralne, polityczne, gospodarcze i światopoglądowe ustąpią znacznie poważniejszym.