Tagi

Ze wstydem przyznaję, że kiedyś, naprawdę dawno temu, kiedy przyjechałam na studia do Krakowa – sądziłam, że miasto kończy się praktycznie na linii Wisły.
Że na południe od mostu Piłsudskiego (obecna nazwa) „nic” już nie ma i wszelkie spacery kończyłam zazwyczaj w okolicach kościoła Bonifratrów.
Pamiętam swoje zdziwienie, gdy kiedyś, zagapiwszy się, przejechałam jeden przystanek za daleko i niespodziewanie wylądowałam na skrzyżowaniu pod Koroną.
Pamiętam z jakim opadem szczęki oglądałam Rynek Podgórski, potem Park Bednarskiego, most Retmański, Krzemionki

No i zakochałam się w Podgórzu 🙂
We wszystkich zakamarkach i podwórkach, przecudnych stylowych willach ale i takich całkiem „normalnych” kamienicach, a moja miłość nabrała rumieńców, kiedy w 1979 roku zamieszkałam na stałe na Ludwinowie.
Bo choćbym nie wiem ile opowiadała o swojej łatwości nawiązywania kontaktów z ludźmi i o swoich zachwytach każdym nowo poznanym miejscem … choćbym upierała się, że starczy mi mój komputer, plakaty i Lacrimosowy ołtarzyk – i mogę już zamieszkać wszędzie, to w głębi czuję, że niekoniecznie… że zapuściłam korzenie, mocno wrosłam w to miejsce, w to otoczenie, w tę społeczność.
Że to tu właśnie jest to moje miejsce na Ziemi.
Są w Podgórzu miejsca – gdzie zatrzymał się czas, gdzie niemal fizycznie czuję zapach minionych wieków.
Tu niemal na wyciągnięcie ręki mam najstarszą kamienicę w dzielnicy, tzw „Dworek pod Lipkami” z połowy 18 wieku…. i kościół romański i kopiec Krakusa, wzniesiony na przełomie 7 i 8 wieku…
Ale wystarczy, że wybiorę się na zakupy, kurde – nawet w drodze do dentysty w pobliskim Dentamedzie mijam podgórskie kamienice przecudnej urody, a mnie zachwyca nawet ta w sumie niepozorna, w której mieszkał Aleksander Kotsis, a jego malarstwo poznawałam w dzieciństwie z niezliczonych w rodzinnym domu albumów…
Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że kiedyś zamieszkam na Ludwinowie, gdzie przyszedł na świat – w miejscu, które stało się tematem wielu jego obrazów.

Czasem myślę, że tak miękko wsiąkłam w Podgórze, bo przypomina mi trochę rodzinny Tarnów, ten zapamiętany z dzieciństwa.
Ale nie tylko z tego powodu.

W Podgórzu stare przeplata się z nowym, na korzyść tego pierwszego.


Ale kilka metrów dalej:


Obczajcie te pilastry, z pięknie rzeźbioną głowicą, mmmm…. ❤


OK, skręcamy za róg….

Widzicie te przecudne wykusze o dosyć nietypowym przekroju?


Z drugiej strony ulicy nie widać całej urody tego miejsca zbyt dokładnie, widok przesłaniają drzewa.


Ostatni rzut oka za siebie – i kierunek „dom” 😉


Ale za chwilę znowu „muszę” wyjąć aparat, nie jestem w stanie oprzeć się mrocznej urodzie kolejnej kamienicy.


Nie wiem, czy dostrzegacie to, co widzę ja….

Powiecie pewnie – no co, brudne okna, na balkonie kwiatek….
a ja widzę dziwny cień na szybie – a za nim postać, odwróconą tyłem do okna….


… i rogatą głowę kozła wkomponowaną w roślinne motywy ornamentu nad oknem.


Ta „mała opowieść” nie jest efektem jakiejś zaplanowanej, wypasionej wyprawy z aparatem fotograficznym, to jedynie kilka niemal przypadkowych fotek, cykniętych podczas powrotu z leczenia kanałowego 😉
Ale pojawi się odcinek drugi, obiecuję 🙂

PS.
Autorem fotki z Krzemionek jest moje dziecko
🙂