Tagi

Piszę tę notkę coby się pochwalić.
Dokładnie i wyłącznie w tym celu, spodziewam się więc fchuj lajków pod linkiem na fb, ale przede wszystkim wielkiego mnóstwa czytań bloga, komenty jeszcze milej widziane.
Obiecuję, że będzie krótko i zwięźle, a zdania złożone, szczególnie te podrzędnie – postaram się ograniczyć do minimum.
Wiem, upał, i wszystkim szare komórki się przegrzewają, mój umysł też się wyłącza i odmawia współpracy – waszych więc również nie będę narażać na konieczność dodatkowej usilnej eksploatacji w tych uciążliwych warunkach.
Temat mojej opowiastki jest zresztą blisko związany z tymi uciążliwymi warunkami.
Jak wiecie, mój podeszły wiek skutkuje licznymi mniej lub bardziej irytującymi schorzeniami.
Tu mnie boli, tu drętwieje, tu strzyka a tu puchnie, ciśnienie skacze jak opętane, jak kończy się zapalenie spojówek – zaczynają zawroty głowy.
Ostatnio okulista wykopał mnie z gabinetu z całą listą badań do wykonania, szczegółowo krew z rozmazem i CRP, tarczyca, tomografia zatok, zęby.
OK – jak trzeba, to trzeba.
Nie ma, że boli, nie ma, że upał jak skurwysyn, muszę się wyrobić z wszystkim przed końcem wakacji, kiedy zacznie się sezon na lekcje nie będzie na to szans.
Zaczęłam od końca listy.
Więc dentysta.
Wybrałam Dentamed, ten Na Zjeździe – blisko, piechotką przetruchtam.
W zeszłym tygodniu szczegółowo paszczę prześwietliłam, a jak, panorama, i parę punktowych w podejrzanych miejscach.
Generalnie tragedii nie ma, ale zanosi się na jedno kanałowe (podobno coś zostało zaczęte w tym temacie parę lat temu – i zostawione, tak mówi rtg….) no i jakieś 11 do leczenia.
Stare plomby do wymiany, no i jakieś całkiem nowe ogniska próchnicowe.
Moja bohaterska decyzja – no to jedziemy z tym koksem.
Nie mam czasu, więc, o ile się da – to po 2 zęby na jedną wizytę, jak już mam się męczyć – to po całości, pierwszy termin tego dwa w jednym ustaliłam na wtorek, ten wczoraj..
Od paru dni kilka razy dziennie wczytywałam się w prognozy pogody, licząc na cud.
No i cud, jak wiecie, się nie wydarzył.
Bohatersko odpędziłam myśl „a może by odwołać… przenieść ….” i polazłam.
Znaczy – taksówką polazłam, otwarcie bramy kamienicy odczułam, jakby to były drzwiczki do piekarnika… w taxi klima, ale płyta placu Bohaterów Getta miała chyba z 50 stopni i przyklejały się do niej spody moich butów.
Dentamed – elegancja Francja, chłodek klimatyzacji i w ogóle – i od razu na fotel, ani chwili na drżenie kolan w poczekalni.
No i spędziłam na tym fotelu dokładnie godzinę, trzeba było dobrać odpowiednio dawkę i rodzaj znieczulenia, bo jaskra, bo astma.
Ale było ok, trzymało dokładnie tyle, ile było trzeba, wychodząc byłam już w stanie spokojnie porozumieć się z babeczką w recepcji, by ustalić kolejny termin.
Ja też dałam radę – przede wszystkim trzymać japę otwartą przez bite 3 kwadranse, bo nie wiem, jak jest z tym u Was, ale mnie po paru minutach zaczynają boleć mięśnie szczęk, potem cała sztywnieje i zaczynam mieć wrażenie, że jej zawiasy za moment się rozpadną, zresztą do tej pory mam uczucie znacznego, bolesnego nadwyrężenia tych zawiasów.
Dałam też radę ani razu nie podskoczyć na fotelu, no dobra, raz, może 2 mi się zdarzyło, nie z powodu bólu, ale nagły zgrzyt wiertła mnie przestraszył 😛
Powiem Wam w tajemnicy, że od zawsze przeraża mnie też zapach szlifowanej plomby, bo nie borowanie zęba właśnie, ale dopieszczanie, wygładzanie kształtu plomby skutkuje takim jakby smrodkiem spalenizny, dosyć przerażającym.
Ale dzielnie zniosłam i to.
Natomiast wyjście na zewnątrz okazało się najtrudniejsze.
Lekko otumaniona, ze sztywną szczęką, na niepewnych nogach, powolutku dreptałam przez wciąż rozpaloną do białości otwartą przestrzeń placu z ambitnym planem dotarcia do domu piechotą.
Schowanie się w cieniu, między kamienicami, niestety niewiele pomogło – śmierdzący skwar bez przewiewu wydawał się tam jeszcze dokuczliwszy.
Na wysokości Rynku Podgórskiego poczułam, że robi mi się ciemno przed oczami, coraz ciemniej, na postoju wypatrzyłam taksówkę, wsiadłam.
Nie najlepiej trafiłam, w starym aucie nie było klimatyzacji, ale pan taksówkarz, dowiedziawszy się, że wracam od dentysty pocisnął nieco gaz… rozpływał się nad moim bohaterstwem, że w taki upał i jeszcze zęby wiercić, on to szczerbaty chodzi – ale do dentysty nie pójdzie, tak się boi… i wie o znieczuleniu, jasne, ale ta igła, wie pani, ta igła…. no fakt, wie pani, oj wie, sama wymiękła, jak ogarnęła jej rozmiar, ale nie dała po sobie poznać…
Zatrzymaliśmy się pod zbawczą bramą mojej kamienicy, pan rzucił mi jeszcze jedno spojrzenie pełne podziwu, spomiędzy warg błysnęły rzadko flancowane zęby i usłyszałam: „dla takiej odważnej kobiety to szósteczka tylko będzie”.
Japierdole, 6 zeta za taksówkę?
To chyba benzyna więcej kosztowała.
Ale ok, prezentów się nie odmawia.
Poza ty, kurna, czuję się bohaterem i zasługuję na najwyższe wyróżnienia i nagrody 😀