Tagi

Tytułem wstępu: ten spacer to dokładna powtórka innego, sprzed parunastu dni, na który niestety nie zabrałam aparatu.
Wybrałam się ot tak, nie planując trasy, skręcając w niemal przypadkowe przecznice. Generalnie to z Długiej chciałam dojść do Karmelickiej, na Długiej szmateksy obskoczyłam, więc pomyślałam o obiadku w Barze na Rogu, a że pachniało wiosną i było przecudnie, więc dreptałam sobie powolutku, rozglądając się i przyglądając wszystkiemu wokoło, zadzierając głowę wysoko – i tam znalazłam chyba najwięcej elementów wartych uwiecznienia, ino nie miałam czym 😦

Żałowałam tego z każdym pokonywanym metrem drogi i z każdym kolejnym zachwytem mijanymi cudnymi okolicznościami przyrody… chłonąc więc te okoliczności oczami i sercem obiecałam sobie, że przy najbliższej okazji przejdę tę trasę jeszcze raz i najstaranniej na świecie obfocę.
Okazję stworzyłam sobie sama, rezygnując w ostatni piątek z 2 koncertów – pokusa włóczęgi z aparatem fotograficznym była silniejsza.
Wypełzłam ze swej nory zaraz po 17tej, kiedy słońce odrobinę odpuściło – co prawda nisko nad horyzontem, wciąż jednak dawało popalić.
Pora dnia plus mocne wciąż słońce stworzyły dosyć specyficzne warunki oświetleniowe, co widać na fotkach.

Z Długiej skręciłam na Plac Słowiański, potem… i tu planowałam pierwotnie z google maps przed oczami opisać i wskazać dokładnie – co, gdzie, nazwa ulicy, nr domu itepe.
A potem sobie pomyślałam – chwila, a gdzie przyjemność odkrywania mojego Krakowa, czy też zupełnie innego, może innych miejsc – ale podobnie zachwycających…
Dlatego pojawi się tylko kilka wskazówek, kilka adresów, jeśli ktoś zechce popatrzeć na sfocone przeze mnie miejsca na żywo – trafi tam na bank.

To na widok tego różowego cuda zdecydowałam się wyciągnąć aparat 🙂

 


Zaraz potem trafiłam na ten budynek obrośnięty dzikim winem:

 

Do winorośli mam słabość, podobnie jak do bluszczu, dlatego fotek budynku jest aż tyle 😉

 

 

Tak, wiem, poniosła mnie fantazja i wyobraźnia….

 

ale winorośli nie jestem w stanie się oprzeć 😉

 

 

 


Ulica Siemiradzkiego to chyba jedna z najpiękniejszych w Krakowie 🙂
Zaraz na rogu ten cudowny dom:

 

Popatrzcie tylko na szczegóły:

 

 

i jeszcze dokładniej:

 

Cudo, prawda?
A zaraz obok druga przepiękna kamienica:

 

 

 


Mijamy kamieniczkę z tą oto bramą:

 

 

a dwa kroki dalej, trochę w głębi, za drzewami, ukrywa się magiczne podwórko:

 

Drzewa skrywają kamienicę….

 

może to raczej zniszczony dworek…

ale wrażenie cofania się w czasie jest nie do przezwyciężenia:

 

 


Kawałek dalej natrafiłam na zaułek przecudnej urody:

na lewo od tej tajemniczej oazy zieleni kolejna perełka architektury:

 

nie mogłam się oprzeć pokusie sfocenia szczegółów z bliska:

 

 


Poniżej kolejny dowód mojej „balkonowej zajawki” 😉

 

nawet z suszącymi się majciochami wygląda to przecudnie 🙂

 


A tu w stylowy zakątek wkomponowało się potężne drzewo, że o tych motocyklach na pierwszym planie nie wspomnę ;):

 

 

 


Ta ulica spodobała mi się po całości 😉 Nawet te nieodnowione kamienice… fajnie komponują się też świetliki na tle nieba 😉 no i oczywiście mój konik, moje wariactwo – balkony, wykusze itepe 🙂

 

 

 

 

 


A kto rozpozna ten charakterystyczny element architektoniczny, wtopiony w zieleń?

 

może teraz bardziej?

 

 


Oki, jesteśmy już na Karmelickiej, czyli zatrzęsienie cudnych kamienic, kolumn, balustrad, ryzalitów, pilastrów, fryzów…. mniam 🙂

 

To jeden ze szczególnych przykładów:

 

 

 

 

Albo słynna kamienica projektu Talowskiego:

 

 

 

Kurde, na szczegóły architektoniczne mogę się tu gapić godzinami….

 

 


Taras, jakiś taki z kosmosu 😉

 

 

 

a tu się nie będę już wymądrzać, po prostu wkleję zdjęcia tych cudeniek:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

i chwilowa zmiana nastroju 😉 jak widać, nawet to zaniedbane, zniszczone i nieodnowione może być piękne:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

tak, wiem, że się powtarzam, ale przy tym ogromie zachwycających szczegółów…. zwróciliście uwagę na ten fresk tuż pod dachem?

 

 


Kamienica narożna:

 

 

 

 


Ponownie aparat fotograficzny wyciągnęłam na placu Bohaterów Getta.
Najpierw przez kraty sfociłam jedno urokliwe podwórko, wyjęte jakby z zupełnie innej bajki:

 

O tym powyżej nie wiedziałam, natomiast następne podwórko zachwycało mnie od zawsze.
Wkomponowane w okoliczne bloki i niezbyt stare kamienice sprawia wrażenie, jakby przeniesiono je z jakiejś bardzo odległej epoki:

 

Jeszcze nie wiadomo, o co chodzi, ale obróćmy się w prawo….

 

 


I już jesteśmy na Limanowskiego….

widzicie faceta przy kominie? 😉

 

 

i zbliżenie na ten przecudny narożny balkon w bogato zdobionej wnęce.

 

 


Tu znacznie prościej – ale fajny efekt stworzyło zachodzące słońce, odbijające się w szybach….

 

Na następnej fotce także uroda prostoty i geometrii 😉


Szczegóły architektoniczne niedawno odnowionej kamienicy na rogu Limanowskiego i Rynku Podgórskiego:

 

 

 

W głębi kościół, nie mam pojęcia pod jakim wezwaniem, ale fajnie wyglądały jego wieże w tym „niskim” słońcu 😉

 

 


Jeszcze rzut oka na moją ulubioną kwiaciarnię w okolicy:

 

 

i jesteśmy na Kalwaryjskiej, podobno jednej z brzydszych ulic w Krk 😉
Nawet z tej perspektywy można dostrzec tę niesamowitą narożną kamienicę:

 

 

widzicie te zdobienia, tę niesamowitą „nadbudowę” na dachu, nie znam nawet nazwy takiego „cuś” 😉


Zanim przejdę pod balkonami, mocno nadgryzionymi zębem czasu ale i tak pełnymi urody…

 

zdążę złapać w ulicy Celnej zachodzące słońce (i pana z pieskiem także 😉 )

 

 


Spojrzenie w kierunku Mostu Piłsudskiego:

 

 

 


Powoli zapada zmrok, ale kilka fotek uda mi się jeszcze cyknąć 🙂

 

Choćby tego uroczego balkonu:

 

I tej kamienicy z winoroślą:


A tam, w daleeeekiej perspektywie majaczy mój dom:

 

I oto on, koszmarek architektury sprzed 80 lat…

 

 

Ale to mój dom, jedyny, jaki mam … mój własny.
I tak jak jego wewnętrzne podwórko, które już obfociłam kilka razy, ma sporo specyficznego uroku – tak i klatka schodowa nie jest zupełnie zwyczajna ….

 

 

 

🙂