Tagi

https://www.facebook.com/events/1630586823823294/

Bez zbędnych wstępów i owijania w bawełnę: znowu życie zaskoczyło mnie pozytywnie.
Dopiero co roniłam łzy za starą imprezową miejscówką, opłakiwałam Carycę w tonie żałobnym i pełnym goryczy, że co się przyzwyczaję do jakiegoś miejsca – to go zamykają… co pokocham jakąś imprezownię – to znika z mapy miasta. Wspominałam nostalgicznie Popka, Uwagę, Kazamaty… załamywałam ręce, że świat schodzi na psy, pora umierać itakietam…
A tu prosz.
Zaskoczenie.
Zaskoczenie do potęgi.
Kiedy taksówkarz odstawił mnie na Żółkiewskiego 19 i oboje obrzuciliśmy wzrokiem okolicę, to sam z siebie zaproponował, że on może poczeka, aż wejdę w majaczące w wieczornym zmroku drzwi.
Co prawda szyld był podświetlony i wyraźnie widoczny, ale otoczenie przypominało raczej okołofabryczne magazyny, miejsce jak z thrillera, doskonałe na porzucenie zwłok albo gotowanie mety 😛
Wystarczyło jednak, że przekroczyłam próg…
Japierdolę, że tak pozwolę sobie wyrazić swoje emocje.
Japierdolę, no.
Uroda tego miejsca po prostu mnie powaliła, poważnie.
Jeszcze nigdy w moim naprawdę długim życiu, jeszcze nigdy żadna miejscówka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia.
Nie zachwyciła po sam czubek fryzury.
Choć z zewnątrz nic nie zapowiadało tego, co czekało za drzwiami:

ale przejdźmy dalej….

Po otwarciu drzwi wejściowych wita nas salka z barem – i to ona zrobiła na mnie piorunujące wrażenie.
Próbując opisać jej wystrój i klimat użyłabym pewnie określeń: „starannie zaaranżowany i przemyślany”, „poetycki”, „bardzo krakowski”, ale to wciąż nie oddaje tego, co chciałabym przekazać – niech więc przemówią fotki:




a tego Pana wyżej pamiętamy doskonale z Carycy 🙂

niektóre aranżacje przestrzeni po prostu zwaliły mnie z nóg ❤


przy fotografowaniu słodkiego kącika z przecudnym zabytkowym pianinem łapy mi się trzęsły z zachwytu 🙂



Z prawej strony baru – wejście do kibelka, a na wprost do naprawdę sporego pomieszczenia z dansflorem.
Jeśli chodzi o kibelki, to jejku…. 2 kabinki, lustro, czyste i eleganckie kafelki, wszystko pachnące nowością i świeżością… brzmi całkiem normalnie, ale kiedy widzisz to pierwszy raz po poprzednich doświadczeniach…





W środku powoli rozpoznawałam carycowe gadżety:

W „kąciku Vipowskim” sali z parkietem widoczne już były akcenty urodzinowe z okazji podwójnego jubileuszu, ponieważ świętowali go: DeV aka Paweł S. i jego dziewczyna Madzia, czyli blackfairy „od imprezowych plakatów” i nie tylko ❤



Przygotowania szły pełną parą…

dobijali spóźnialscy 😉

szykowała się także "loża szyderców"….

nie ustawała nawet po ciemku 😉


i didżeje – w ostatni piątek wzmocnieni gościnnym występem Dark Asylum Team










No to może na początek trochę przytulasków imprezowych:



Właśnie właśnie… bo ja się nieśmiało przyznałam, że 24 maja są moje imieniny, i wyobraźcie sobie – także załapałam się na życzenia, uściski i prezenty….


Ta oto szalona dziewczyna sprezentowała mi cud podusię:

i szczoteczkę do zębów, nie tylko, że Hello Kitty, ale taką migającą światełkiem, z timerem….


Chyba niestety nikt nie sfocił, jak tańczę z tą szczoteczką, wymachując nią jak fluorescencyjnym gadżetem na imprezach elektro 😀

A nieoceniona Belisia i Iga wręczyły mi zakładeczkę do książki wraz z karteczką, o dość szczególnej, fiutkowej treści 😛


Kornik vel Karmelek wręczać osobiście nie mógł, ponieważ zajęty był didżejowaniem, ale złożył na karteczce przepiękny podpis (fru, fru) :*

Ok, ok, wreszcie godzina świętowania wybiła!!!!
Do akcji wkracza tort i pudło z prezentami:



Życzeniom, męskim twardym uściskom i babskim rzucaniom się na szyję nie było końca…







Trudna procedura krojenia tortu przypadła Madzi….



Rozpakowywanie prezentów:







Tak, wiem, że na zdjęciu powyżej Dev ma pół głowy, ale nogi Madzi rekompensują wszystko ❤


Troszkę słodkich portrecików imprezowych:

nie byłabym sobą, gdybym dała tego zbliżenia, ekhem…








A oto słodki Wilczek











Spotkanie z parą powyżej było naprawdę przesympatyczne 🙂
Tym bardziej, gdy okazało się, że uczyłam koleżankę tej dziewczyny…. i oczywiście przypomniałam sobie, o którą Kingę chodziło, pamiętam 🙂 I strasznie się cieszę, że tak miło opowiadała o mnie i o pokoju pełnym plakatów, teraz jest ich jeszcze więcej… pozdrowienia więc gorące – i dla Was, i dla Kingi 🙂


Teraz o stronie muzycznej imprezy.
Kurde – było genialnie !!!!
Nie wiem, czy sprawiła to obecność ekipy z Łodzi, czy mojego stęsknienia za imprezowaniem, czy po prostu jakoś przypadkowo dobór utworów tak świetnie mi „podszedł”….
A poważniej – chyba chodziło o idealną równowagę między elektronicznym przytupem a metalowym pierdolnięciem.
Między utworami do zmysłowego gibania się i skłaniającymi do szalonej ekspresji tanecznej…
No i jeszcze te cudowne, wręcz genialne remixy.
Matko ❤











Patrzcie tylko, co się działo na parkiecie… tancerze często wyskakiwali mi z kadru, albo wpadali weń ręką czy rozwianymi włosami jedynie – ale mam nadzieję, ze chociaż część tej szalonej atmosfery udało mi się uchwycić….




















































Zmęczeni harcami chłodzili się piwem


zalegali na fotelach i sofach….




albo trzymali się filara….

tudzież składali pokłony dziękczynne….

inni zaś manifestowali swoją radość….


jejku, a kto podtrzymuje filar?









Na fotce wyżej Iga pilnuje okruszków tortu i nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ współpraca Natalii Od Tortów i Belisi zaowocowała takim dziełem, taką pychotą, że gdyby nie to Igowe czuwanie to wylizałabym podstawkę, nóż i stół ….


Po imprezie planowałam powrót do domu nóżkami, z Żółkiewskiego to wciąż nie tak daleko na ten mój Ludwinów, jednak noga wyraźnie mnie pobolewała.
Stopa konkretnie, którą jak skończony debil podstawiłam jednemu z tańczących, od tyłu podstawiłam, nie miał szans mnie ominąć, bo mnie po prostu nie widział.
Na drugi raz będę uważać, gdzie się pcham z tym swoim aparatem 😉
No i mam nadzieję, że ten następny raz odbędzie się także w tej cudownej miejscówce ❤

Na koniec gorące podziękowania – dla organizatorów i prowadzących, dla gości z Dark Asylum, dla Kawiarni Naukowej i jej przesympatycznej Pani Właścicielki :*
Wygląda na to, że w przyrodzie nic nie ginie, umarł król niech żyje król itepe – bo na mapie Krakowa pojawiła się nowa super miejscówka.
Świetna na imprezy i koncerty, doskonała także na mniejsze lub większe spotkania towarzyskie, z intymnymi i romantycznymi wieczorami przy świecach włącznie.


PS.
I jak zwykle, prośba 🙂
Jeśli spodoba Ci się tu zamieszczone, a wykonane przeze mnie zdjęcie, tekst – albo jego fragment i chcesz je wykorzystać – na fejsie, swojej stronie, blogu itp, to dołącz plis link z adresem artykułu, z którego pochodzi, albo z adresem tego bloga. Natomiast wycinanie mojej sygnatury, dowolne kadrowanie/ciachanie zdjęcia spotka się z moim dożywotnim fochem i okrutną klątwą, a wcześniej złamie mi serce, poważnie….
Dzięki !!!!!