Tagi

„Wielki Piątek z Tomkiem B.” to jedna z pierwszych kaset, jakie nagrałam bezpośrednio z radia na taśmę magnetofonową.
Zanim, zgodnie ze swoją zawartością otrzymała stosowny tytuł – nosiła nr 6 w mojej kolekcji.
To z nią, paroma innymi i walkmanem Sony pojechałam na wakacje w 1992 – na wakacje, podczas których zapadły jedne z najważniejszych decyzji w moim trzydziestokilkuletnim życiu, które zapoczątkowały długą serię zmian, proces, choć właściwie rewolucję.

Kaseta nr 6 w tej rewolucji odegrała niebagatelną rolę.

Na niej to, zanim nadeszło gorące lato 2012, kilka miesięcy wcześniej zarejestrowałam audycję Tomka Beksińskiego, która została wyemitowana w Trójce Wielkopiątkowego wieczora – stąd jej tytuł.
Jest to jedna z niewielu, może dwóch, poza „Nocą z Lacrimosą”, kaset, na których zapisałam zawartość Tomkowej Trójki Pod Księżycem w całości.
Najczęściej, czego dziś żałuję niesamowicie, wycinałam komentarze Tomka i bezczelnie, bezdusznie i głupio zapisywałam jedynie muzykę, utwory, te, które najbardziej przypadły mi do serca.
Jednak „Wielki Piątek z Tomkiem B.” od początku, na szczęście, planowałam zarejestrować w pełnej wersji, Tomek zapowiadał program jako bardzo specjalny i faktycznie, to co wydarzyło w Wielki Piątek 1992 roku na antenie Programu Trzeciego, a także w domach słuchaczy, było zjawiskiem na pograniczu magii, mistyki i poetyckiej baśni.
Nie podejmuję się nawet próby opisu tego wydarzenia, kto słuchał, ten wie i zrozumie, kto audycji nie zna – nie pojmie za cholerę, choćbym wysiliła całą swoją elokwencję.
Nikomu innemu, nikomu przed Tomkiem i nikomu po Tomku nie udało się i nie uda tak zaczarować słuchaczy, uwieść, zauroczyć. Nikt nigdy nie stworzy tak doskonałej w każdym szczególe całości słowno-muzycznej, nikt nie robi już takich programów, nie ma takiej mocy, nikt, poza Nim – nie potrafi być takim muzycznym czarnoksiężnikiem, magiem, nikt nie ma w sobie tego, co Tomek.
Dlatego kasety z nagraniami z tomkowych audycji są dla mnie jak relikwie.
I dlatego gdzieś na początku drugiego tysiąclecia poprosiłam moje dziecko aby „przegrało” mi „Wielki Piątek z Tomkiem B” z kasety na CDR.
Nie wiem, jak mu się to udało w warunkach domowych i nawet nie chcę wiedzieć, chyba użył do tego komputera (?) i jakiegoś programu (?) – dla mnie najistotniejszym był fakt, że jakość tak utworzonych płyt była naprawdę dobra, szczególnie biorąc pod uwagę, że odbywało się to w 10 lat po rejestracji z radia a taśmy magnetofonowe wiecznymi raczej nie są.
Mój radiomagnetofon zresztą także ledwo już zipał, zwalniał, zacinał się itepe, nie miałam możliwości odtworzyć na nim kaset i sprawdzić jakości nagrań, dopiero dwie świeżo nagrane płytki, odsłuchane na odtwarzaczu CD pozwoliły na oddech ulgi.
Uff.
Wszystko git, zarejestrowało się, działa.

Posłuchałam ich parę razy i….

I znowu minęła dekada.
Dziś The Twilight Zone – Strefa Zmroku TBT zaprosiła na „WSPOMNIENIE Z PRZESZŁOŚCI, CZYLI WIELKANOCNE CZUWANIE Z TWILIGHT ZONE.”

Jakub Lament

zamieścił w necie (mixcloud.com)

„Back To The Past – czyli rocznicowa podróż z Tomkiem Beksińskim (2.04.1994)”

i zanim jeszcze zaczęłam słuchać doznałam olśnienia.

Zaproszenie ze Strefy Zmroku TBT „na odległą podróż w głąb własnych pragnień i marzeń… „ spowodowało, że przypomniałam sobie o istnieniu tych właśnie 2 płytek.
„Cofnijmy się zatem do 2 kwietnia 1994 roku. Kilka minut po północy Tomasz Beksiński rozpoczynał audycję, która jest niejako nośnikiem pewnych i chyba nigdy nie zatartych emocji… Tamtej nocy dzięki TYM słowom i TEJ Muzyce dla wielu osób czas przystanął, a Tomasz stworzył coś tak osobistego, co tylko wrażliwe dusze odczują w pełni tak jak ON..”

Powyższe słowa uruchomiły lawinę wspomnień, przywołując najmocniej to jedno, konkretne, że mam zarejestrowaną na CD podobną audycję, wcześniejszą o 2 lata.
Tylko – czy płytki po tych parunastu latach „zadziałają”?.
Ostrożnie zapakowałam do komputerowego odtwarzacza jedną, ruszyła…. przesunęłam kursor odtwarzania w winampie – działa, jeszcze dalej – też.
Powtórzyłam doświadczenie z drugim CD – wszystko git.
Czem prędzej zgrałam obie na kompa, Free CD Ripper sprawdza się w takich sytuacjach IMO całkiem dobrze, 320 kbps, plik mp3 i już muzyka wydaje się niezniszczalna.
Mój durny odtwarzacz/nagrywacz CD w komputerze wył, stukał i walczył ciężko acz zajadle podczas tego przegrywania, drżałam, bo końcówka pierwszej płyty rejestrowała się na komputerze w tempie 1% na 10 minut – ale udało się.
Jest.
Znowu Tomek B. mówi do mnie z głośników.
Znów czas się cofa.
Znów mam 35 lat i szukam swojej tożsamości, szukam odpowiedzi, bo te stare już mi nie wystarczają.
Dorośleję i dojrzewam do zmian.
Jeszcze nie jestem pewna – jakich, stoję na rozstaju i jeszcze nie wiem, którą z dróg wybiorę.
Na razie wsłuchuję się w słowa Tomka, płyną do mnie, otaczają i tulą, unoszą, prowadzą w miejsca, o których istnieniu nawet nie marzyłam.
Które teraz odkrywam, dzięki niemu.
Trochę się boję, są ciemne, mroczne i osnute mgłą, ale nie jestem tam sama….




Opowiedz mi wszystko.
Nie bój się odsłonić, czasami to pomaga.
Twoje lęki rozpłyną się w blasku księżycowego światła.
A jeśli boisz się mówić – zagraj, może za pomocą muzyki potrafisz przekazać mi, co czujesz…. może na dźwięki zamienisz słowa, kołaczące się w Twojej świadomości….

Są takie bezcielesne rzeczy, są zjawiska,
Co mają byt podwójny jak bliźnięca owa
Moc, co razem z materii i ze światła tryska –
I razem tworzy bryłę, i cień w sobie chowa.

Tak dwulice Milczenie: razem brzeg i morze,
Ciało i duch. Pustynne kocha rumowiska,
Świeżą porosłe trawą. Są w nim jakieś zorze,
Jakieś ludzkie pamiątki, więc się go nie trwożę,
Choć łzy mi płyną. N i g d y – dźwięk jego nazwiska.

To Milczenie cielesne: żadna zła potęga
Nie tkwi w nim, więc spokojny bądź u jego progu,
Lecz jeśli kiedy z losów woli nieodmiennej
Stanie przed tobą jego cień – elf bezimienny,
Co nawiedza samotne miejsca, gdzie nie sięga
Ludzka stopa – natenczas duszę poleć Bogu!

Posłuchaj m n i e – rzekł Demon,
Położywszy mi rękę na głowie –
Kraina, o której mówię, to posępna kraina Libii,
Nad brzegami rzeki Zairy.
I nie ma w niej ani spokoju, ani milczenia.

Wody owej rzeki mają chorobliwą barwę szafranu
I nie płyną prosto do morza,
Ale ciągle pulsują i pulsują pod czerwoną źrenicą słońca,
Drganiem burzliwym i konwulsyjnym.
Na wiele mil po obu stronach zamulonego koryta rzeki
Rozciąga się blada pustynia olbrzymich nenufarów.
Wzdychają do się, jeden do drugiego, w swym osamotnieniu
I wyciągają ku niebu długie, upiorne szyje,
I chwieją na różne strony nieśmiertelnymi głowami,
I rozlega się jakiś niewyraźny szmer,
Co wydobywa się spomiędzy nich
Niby szum podziemnego źródła.
I wzdychają, jeden do drugiego.
Jest wszelako granica położona ich królestwu –
Granica ciemnej, okropnej, wyniosłej puszczy.
Tam, niby fale wokoło Hebrydów,
Bezustannie poruszają się drobne krzewiny,
Żaden wiatr nie wieje wszakże po niebiosach.
I wiecznie się kołyszą wysokie prastare drzewa,
Napełniając powietrze potężnym łoskotem,
A z ich wyniosłych wierzchołków, kropla po kropli,
Kapie nieśmiertelna rosa;
A u ich korzeni
Leżą dziwne trujące kwiaty, powykręcane w niespokojnej drzemce;
A górą, z donośnym szumem i szelestem,
Pędzą wiecznie na zachód szare chmurzyska,
Póki nie przewiną się, niby katarakta, poprzez ognistą ścianę widnokręgu.
Żaden wiatr nie wieje wszakże po niebiosach,
A nad brzegami rzeki Zairy
Nie ma ani spokojności, ani milczenia.

Noc była i padał deszcz;
A gdy spadał, był deszczem,
A gdy już spadł, stawał się krwią.
I stałem w bagnie pomiędzy wysokimi nenufarami,
I deszcz mi padał na głowę,
I nenufary wzdychały, jeden do drugiego,
W solenności swojego opuszczenia.

Nagle poprzez cienką upiorną mgłę przedarł się księżyc,
A był o barwie szkarłatnej.
I mój wzrok padł na potężną szarą skałę,
Która wznosiła się nad brzegiem rzeki
I była oświetlona blaskiem księżyca.
A była to skała szara i upiorna, i wysoka,
A na jej czole były wyryte w kamieniu litery.
I póty kroczyłem poprzez bagnisko nenufarów,
Póki nie przybliżyłem się do brzegu,
Tak że mogłem odczytać litery wyryte na kamieniu.
Nie zdołałem ich jednakowoż odczytać
I odchodziłem już z powrotem do bagniska,
Gdy wtem księżyc zajaśniał pełniejszą czerwienią,
I odwróciłem się, i ponownie spojrzałem na skałę,
I na owe litery;
A litery te głosiły: OPUSZCZENIE.

Przypomniałem sobie, jak zawsze brakowało mi słów
chociaż piosenka wciąż była ta sama
nie wierzę Ci
i nigdy nie zapomnę tego
jak kiedyś powiedziałaś mi wszystko
nie mówiąc nic…

 

 

Siadł ów człowiek na skale, i oparł głowę na dłoni,
I spoglądał na owo pustkowie.
Patrzył w dół, na niespokojne krzewiny,
I w górę, na wysokie prastare drzewa,
I jeszcze dalej, na rozszumiałe niebiosa,
I na szkarłatny krąg księżyca.
Ja zaś leżałem utajony pod osłoną nenufarów
I uważałem jeno, co czyni,
A ów człowiek drżał w samotności –
Noc powoli mijała, a on ciągle siedział na skale.

Odwrócił ów człowiek swoją uwagę od niebios,
I spoglądał na posępną rzekę Zairę,
I na jej żółte upiorne wody,
I na blade legiony nenufarów.
I przysłuchiwał się westchnieniom nenufarów,
I szmerowi, co spośród nich się wydobywał,
A ja leżałem utajony w moim ukryciu,
I uważałem jeno, co czyni,
A ów człowiek drżał w samotności
Noc powoli mijała, a on ciągle siedział na skale.

Opuściłem się w najskrytsze zakątki bagniska
I pobrnąłem głęboko w samą dzicz nenufarów,
I przywołałem hipopotamy,
Które mieszkały w żuławach,
W najgłębszych zakątkach bagniska.
I hipopotamy usłyszały moje wołanie,
I przyszły, wraz z behemotami, do samego podnóża skały,
I ryczały donośnie a przeraźliwie pod księżycem,
A ja leżałem utajony w moim ukryciu
I uważałem, co czyni człowiek.
A ów człowiek drżał w samotności
Noc powoli mijała, a on ciągle siedział na skale.

Zakląłem żywioły zaklęciem niepokoju;
I straszliwa burza zebrała się na niebie,
Gdzie przedtem nie było ani wietrzyka.
I niebo posiniało od gwałtowności burzy –
I deszcz począł smagać człowieka po głowie –
I wody rzeczne wystąpiły z brzegów –
I umęczona rzeka pokryła się pianą –
I nenufary zawodziły na swoich kępach –
I puszcza poczęła się kruszyć pod ciosami wichru –
I grom huczał –
I błyskawica migotała –
I skała trzęsła się w posadach.

A człowiek drżał w samotności –
Noc powoli mijała, a on ciągle siedział na skale.

Zawrzałem gniewem i przekląłem klątwą m i l c z e n i a –
I rzekę, i nenufary, i wicher, i puszczę,
I niebo, i grom, i westchnienia nenufarów.
I zostały przeklęte, i z a m i l k ł y.
I księżyc przestał wydeptywać swoją ścieżkę na niebie –
I grom skonał w milczeniu –
I błyskawica przestała migotać –
I chmury nieruchomo zawisły –
I wody spłynęły do dawnego poziomu i zastygły –
I drzewa przestały się kołysać –
I nenufary przestały wzdychać –
I nie słyszało się już wychodzącego spomiędzy nich szmeru
Ani też najlżejszego dźwięku pośród owej bezkresnej pustyni.
I spojrzałem na litery na skale,
A były już zmienione –
I litery te głosiły: MILCZENIE.



Zwróciłem oczy na oblicze człowieka,
A oblicze jego pobladło z przerażenia.
I uniósł gwałtownie głowę z oparcia dłoni,
I stanął wyprostowany na skale, i nasłuchiwał.
Żaden dźwięk jednak nie rozlegał się pośród owej bezkresnej pustyni,
A litery na skale głosiły: MILCZENIE.
I człowiek cały zadrżał,
I odwrócił oblicze,
I uciekł hen w dal, w dalekim pośpiechu,
Tak żem go już więcej nie oglądał.

Wiele jest doskonałych opowieści
W tchnących melancholią i zamkniętych w żelazne klamry księgach Magów.
a także zawartych w muzyce
Są tam wspaniałe historie o Niebie
I o ziemi, i o potężnym morzu,
A także o Dżinach,
Co panowały nad morzem, nad ziemią i nad wyniosłym Niebem.
Wiele jest opowieści o miłości i szczęściu
O wszystkich tych złudzeniach, w które chcemy wierzyć
Jednak tę bajkę, którą opowiedział mi Demon,
Gdy siedział obok mnie w grobowcu, zwanego moim pokojem
w którym przesiaduję zamknięty z wyboru i z konieczności
Tę bajkę uważam za najbardziej zadziwiającą spośród wszystkich!

Gdy Demon ukończył swoją opowieść o klątwie milczenia,
Przewrócił się na podłogę
I zaczął się śmiać.
Nie mogłem się śmiać razem z nim
Więc Demon przeklął mnie za to, że nie mogłem się śmiać.
Na szczęście nie rzucił na mnie klątwy milczenia.
Dlatego mogłem Państwu historię tę opowiedzieć
za pomocą muzyki.



PS.
Na stronie

Audycje Tomasza Beksinskiego

podano co prawda spis utworów tego „Wielkiego Piątku z Tomkiem B.” i jak łatwo sprawdzić różni się on znacząco od mojej wersji, jednak to ja posiadam oryginalny zapis….
Dodam jeszcze, że całość tekstu mówionego, wszystkie słowa wypowiadane przez Tomka przytaczam w takiej dokładnie wersji, jak 17 kwietnia 1992 popłynęły w eter i do naszych serc… uwzględniłam wszystkie zmiany, jakie wprowadził Tomek w wierszach Edgara Allana Poe:

http://poe.republika.pl/utwory/wiersze.html#w16

http://poe.republika.pl/utwory/milczenie.html

włącznie z Tomka drobnymi omyłkami 🙂


EDIT:

Opisany wyżej materiał już jest na YT:

https://drzoanna.wordpress.com/2015/09/15/wielki-piatek-z-tomkiem-b-na-yt/

Advertisements