Tagi

Ludowa mądrość głosi: zwierzę w dom, szczęście w dom, czy jakoś tak, mniej więcej.
Brzmienia maksymy nie pamiętam zbyt dokładnie, jednak, jak widać, sporo luda w nią wierzy i kupuje sobie przyjaciół w sklepie zoologicznym – dwunożnych, czworonożnych, sześcionożnych i całkiem beznożnych… pływających, biegających, skaczących i latających.
Chciałabym Wam napisać słów kilka o przedstawicielu tej ostatniej grupy.
A dokładniej o kanarku.

Kiedy już przyjdzie Ci do głowy durny pomysł, żeby sprawić sobie kanarka, zamiast przytulaśnego kota, którego fotami mógłbyś się lansować na fb…. zamiast psa, który będzie Twym wiernym towarzyszem, obrońcą i dla odmiany nie będzie sikał Ci do kapci, jak ten pierwszy …. gdy więc zaopatrzysz się w klatkę, stare gazety do wyłożenia jej dna, piasek/żwirek do wysypania i wszystkie te huśtaweczki/beleczki/poidełka/pierdułki, żeby Twojemu ptakowi było dobrze, jakoś głupio to zabrzmiało….
Tak czy owak – klatka zamontowana, kanarek otrzymał jakieś idiotyczne imię (mojego nazwałam Kubusiem) no i na zmianę drze się, rzuca po klatce jak opętany i rozrzuca ziarna karmy w promieniu kilku metrów… zapomniałabym, jeszcze sra, sra na potęgę, co wymaga naprawdę częstej wymiany żwirku i gazet, w przeciwnym wypadku wyczujesz obecność swojego ulubieńca tuż po otwarciu drzwi wejściowych mieszkania.

juyks.jpg

OK, więc najpierw zmagasz się z próbą dostosowania ptasiego zegara dobowego do swojego, inaczej punkt czwarta budzić Cię będą odgłosy miotania się Kubusia, dziobania w metalowe pręty klatki i darcie ryja, znaczy, chciałam powiedzieć – gwizdy, świsty i tryle przecudnej urody, szczególnie o czwartej rano.
Ja polecam przykrywanie klatki wieczorem jakąś ciemną ściereczką, bo póki o stosownej porze sam jej nie zdejmiesz, to Kubuś sądzi, że jest noc, a nocą każden jeden dobrze wychowany ptaszor siedzi cicho i dzioba nie drze.
No i masz ptaka, (znowu brzmi dziwnie) noce udaje Ci się przespać spokojnie i…. i nic.
Nic z tego nie wynika.
A gdzie radość z posiadania zwierzaczka?
Gdzie miły kontakt międzygatunkowy?
Gdzie możliwość okazania bliskości?
Bo choćbyś przemawiał do niego czule to i tak będzie bardziej zainteresowany ziarnami w karmniku i huśtawką niż Twoim słodkim szczebiotaniem.
I tu pozwolę sobie ofiarować Ci, drogi posiadaczu Kubusia/Bidusia czy Peszka – kilka bezcennych rad, z pierwszej ręki, że tak powiem, bo wypróbowanych na moim własnym ptaku (no comments, please).
Po pierwsze – musisz przyzwyczaić go do opuszczania klatki.
Wbrew pozorom wcale nie jest to takie oczywiste, Kubuś w klatce ma się całkiem super, to się na huśtawce pobuja, to kawałek drucika dziobkiem obskrobie, to ziarenek popróbuje, wodą popije, pośpiewa, kupkę walnie – i git.
Do latania po bliżej nieznanych okolicznościach mieszkania wcale mu nie śpieszno, czasem trzeba po prostu trochę mu w tym pomóc, drzwiczki klatki otworzywszy trochę postukać, pomachać, pohałasować z drugiej strony, wtedy łatwiej mu podjąć decyzję.
Aaaaa, zapomniałabym, wcześniej, zdecydowanie PRZED otwarciem klatki upewniamy się bardzo dokładnie, czy wszystkie okna w pokoju są zamknięte, radziłabym także zamknięcie drzwi do sąsiednich pomieszczeń, chyba że ucieszy Was perspektywa wielogodzinnych poszukiwań i w konsekwencji odsuwanie kuchennego kredensu, gdzie akurat Kubuś się zamelinował.
O tych oknach pamiętajcie koniecznie, bo tak, jak niechętnie Kubuś da się z klatki wypłoszyć – tak bezbłędnie i natychmiastowo znajdzie drogę nawet do leciutko uchylonego lufcika, uwierzcie na słowo.
Jasne, to latanie po pokoju skutkować będzie koniecznością czyszczenia cifem mebli, które Kubuś uznał za klozecik, ale nic to, sztuka wymaga ofiar, a o sztuczki Kubusiowe wszak chodzi.
Kiedy kanarek przyzwyczai się już, że wyjście z klatki jest fajne, a latanie jeszcze fajniejsze, że o sraniu, gdzie tylko zechce, nie wspomnę – przechodzimy do drugiego etapu szkolenia.
Z góry uprzedzam – wskazówki zabrzmią idiotycznie, ale to działa.
Poważnie, z moim Kubusiem działało jak w zegarku.

uuyks.jpg

Nie mam pojęcia, czy kanarki skłonne są wykonywać inne sztuczki, ale do jednego je ciągnie jakby samo przez się, może mają to w ptasich genach?
Tak czy owak, bardzo chętnie, podczas tego latania po pokoju i srania gdzie popadnie siadają – uwaga – na głowie właściciela.
Nie mogę stwierdzić z całą pewnością, czy to zależy od fryzury, na ile zachęca je kolor a na ile nastroszona grzywka, tak czy owak mój Kubuś natychmiast zmieniał tor lotu i pędził ku mojej fryzurze, szczególnie, kiedy przykryłam ją jakąś jasną szmatką, chusteczką do nosa czy coś.
Mościł się na niej potem, uroczo drepcząc i gruchając, zdarzało się też, że zaczynał swoje kanarkowe melodyjne tryle.
Fakt, czułam się z ptakiem na głowie (ani słowa!!!) jak debil, ale na postronnych świadkach wrażenie to robiło.
Czasem, kiedy otwierałam drzwiczki klatki już z łbem nakrytym tą kretyńską chusteczką – Kubuś rezygnował z osbsrywania okolicznych parapetów, pianina i biurka z książkami – i od razu hop hop na nią i dawaj uskuteczniać te pieśni miłości i szczęścia z rozwartym dziobem i oczami wzniesionymi do niebu.
Po tygodniach prób nie potrzebowałam już tej ozdoby na fryzurze, zaraz po wypuszczeniu na wolność Kubuś wskakiwał mi na fryz, dziobał w przedziałek i zalotnie ćwierkał… czasem polatał chwilę, zataczał kółko nad pianinem i lądował mi na głowie wprawnie obniżając lot i wystawiając łapki jak samolot przy podchodzeniu do pasa na lotnisku.
Gdyby nie mój wyjazd z Tarnowa do miasta stołecznego Krk na studia – to kto wie, może nauczyłabym kanarka aportować, podawać łapę czy pokazywać „zdechł kanarek”, ale może Wam się uda….
Czekam na Wasze opowieści, drodzy czytelnicy 🙂

PS. Te kolorowe ślicznoty na zdjęciach to Biduś i Peszek właśnie, fotek użyczyła Belisia ❤ i to jej dedykuję powyższą pisaninę :*