Tagi

http://wineandbowties.com/art/the-full-body-project-by-leonard-nimoy/

Pod tym artykułem, który w necie zalinkowała doskonale znana miłośniczkom dobrej bielizny pani Ewa Effuniak Michalak rozpętała się dyskusja.
Jedna z pań skwitowała zdjęcie słowem „okropność”.
Że artykuł gloryfikuje tuszę i myślenie w rodzaju „zamiast zadbać o swoje zdrowie i schudnąć – należy sobie wmawiać, że tak znaczna nadwaga jest czymś pięknym”.
A ja myślę – jaka tam okropność.
Spójrzmy prawdzie w oczy: tak właśnie wyglądamy, my, „normalne” kobiety, niektóre nawet poniżej trzydziestki, ale bez photoshopa i innych sztuczek.
Bo najczęściej nie jesteśmy modelkami, i nie wyglądamy jak modelki.
Bo chorowałyśmy, rodziłyśmy dzieci, miałyśmy operacje, chudłyśmy i tyłyśmy na zmianę. I często mamy te „zwisające zwoje tłuszczu.”
I mimo to jesteśmy piękne.
Mam 59 lat i patrzę w lustro bez obrzydzenia. Może i nie wyglądam na swój wiek, jak twierdzą niektórzy, ale moje ciało nie jest takie jak 20 lat temu.
Jest ciałem starej kobiety.
W każdym razie – w wieku dużo bardziej niż średnim.
I to jest normalne i nie budzi we mnie buntu.
Nie mam ambicji ani potrzeby porównywać się z młodszymi koleżankami w tym względzie, lubię na nie patrzeć i robię to z przyjemnością – ale ich jędrna, gładka skóra i zgrabne ciało nie budzi we mnie zawiści.
Nie narzekam i nie cierpię z tego powodu – że ja już tak nie wyglądam, już nie.
To normalna kolej rzeczy i byłabym głupia, buntując się przeciw naturze.
Operacja plastyczna? No bez jaj.
Nie mam też zamiaru tracić czasu na morderczy trening czy na godziny ćwiczeń – jeśli, to tyle, ile wymaga mój chory kręgosłup
Natomiast nie mam kompleksów i nie chodzę z workiem na głowie ani gdzie indziej.
Nie wstydzę się swojego ciała, nie przeraża mnie moja nagość.
I myślę, że to właśnie artykuł ma na celu.
Nie chodzi w nim o to, żeby „w ramach samoakceptacji stawać na golasa przed obiektywem aparatu a później puszczać swoje intymne foty w internet”, nikt do tego w artykule nie namawia.
Nie chodzi o to – że „trzeba do tego stopnia obnażać się publicznie”
Ta profesjonalna sesja nie jest promocją zaniedbania, cellulitu, otyłości – mówi o czymś zupełnie innym.
I chyba jedna z dyskutantek, nieświadomie, trafiła w sedno.
Użyła bowiem słów „musi” , „trzeba” , „powinny też się lekko okryć”.
Rzecz w tym – że nic nie „powinny”. Nic nie „musimy”.
Tak jak autor artykułu uważam, że powyższe zdjęcia kwestionują ogólnie przyjęte pojęcie piękna i polemizują z nim – momentami w zabawny i uroczy sposób.
Mówią o tym – że dobrze jest mieć własne standardy, nasz własny zestaw wartości.
Jasne, telewizja i czasopisma kreują je dla nas – ale to my sami je umacniamy.
Jednak czy musimy przestrzegać „ich” definicji?
Wcale nie musimy ulegać trendom, możemy je tworzyć.
Autor pisze wprost „bądźmy szczęśliwi z powodu tego, kim jesteśmy, a jeśli nie, weźmy na siebie odpowiedzialność, aby zmienić. Mamy jedno życie i jedno ciało. Much love to the big girls, the small girls and everyone in between. „
I dokładnie w tym rzecz.
Parafrazując wypowiedź pani Ewy – jesteśmy takie i TAKIE.
I drobniutkie chudzinki – i wręcz przeciwnie 😉
A ja jeszcze dodam – i wszystkie się zestarzejemy.
Ja już jestem „in progress” – dyskutantki z fejsa za 20 albo 40 lat, ale „problem” tyczy nas wszystkich.
Wszystkie z nas spotka.
I będziemy miały te zwisy, zwały albo cellulit, wyschną nam cycki albo będą sięgały pasa…. choć temu ostatniemu można zapobiec, w dużej mierze zapobiec, używając porządnej bielizny a nie staników z bazaru za dychę, ale to już temat na osobny artykuł.
Gorące pozdrowienia, pani Ewo, z podziękowaniami za wszystko, co Pani robi dla nas, kobitek 🙂