Tagi


Pierwszy Ogólnopolski Zlot Fanów Therion
miał miejsce w sobotę, 21 lutego, w Black Gallery na Mikołajskiej, w Krakowie.
Określenie „Ogólnopolski” nie jest wcale na wyrost, gościliśmy delegację z Elbląga, Warszawy, Śląska i wszystkiego, co po drodze 😉
Biorąc pod uwagę, iż strona na fb liczy zaledwie rok i jedynie 310 użytkowników – plany były naprawdę imponujące, o ich szczegółach można poczytać

tutaj.

Tym większa więc chwała organizatorkom i organizatorom, szacun i rispekt na dzielni, że mimo (przeważnie) bardzo młodego wieku i kompletnego braku doświadczenia w ogarnianiu tego typu przedsięwzięć udało się zrealizować naprawdę wiele, przede wszystkim nakręcić (także przy skromnym udziale piszącej te słowa) sporo materiałów do fanowskiego clipu i oby Szmatan pozwolił skręcić to wszystko pięknie do kupy 😉
Nie wiem jednak, czy tych materiałów wystarczy, nie odbył się też konkurs rozpoznawania utworów Naszej Ukochanej Kapeli z bardzo prozaicznego powodu: tych utworów wysłuchaliśmy w klubie bardzo, ale to bardzo mało.
Tak jak wspomniałam, zlot organizowały osoby w większości bardzo młode – fantastyczne i cudowne, pełne niesamowitego zapału, przepełnione pozytywną energią i entuzjazmem, zakochane w muzyce grupy – ale z pewnością bez praktyki w podobnych sytuacjach.
Ten brak doświadczenia – ale także niezwykle pozytywne nastawienie do ludzi i załatwiania z nimi wszelkich spraw, pełne zaufanie przy dokonywaniu wszystkich ustaleń – zaufanie do drugiej strony jako rzeczowego i uczciwego partnera – zaowocowało w sobotę pewnymi niedociągnięciami, z nieprzyjemną a przy okazji absurdalną sytuacją pod koniec imprezy.
Niedomówienia tyczyły sfery muzycznej.
Dokonaliśmy rezerwacji na określoną ilość osób, czas do „symbolicznego rana” i określiliśmy charakter imprezy – że Zlot Fanów Therion, a DJ prowadzący w klubie regularne karaoke miał zapewnić i zapewnił 1,5 GB muzyki tego zespołu.
Naiwnie i prostodusznie sądziliśmy, że to wystarczy.
Nikt z nas nie wpadł na to, że w interesach nie ma żadnego „rozumie się samo przez się”, że należało jasno i wyraźnie dogadać, ILE tego Theriona ma być.
W rezultacie dostaliśmy chyba 2-3 (poprawcie mnie, jeśli się mylę) hiciory z „To Mega Therion” na czele i 3 utwory z „Of Darkness”.
Tyle.
Tyle, kurna na ponad 9 godzin Zlotu.
Oczywiście, co chwilę ponawialiśmy prośby o „naszą muzykę” – i słyszeliśmy, że zaraz, że już, że za 3 utwory … i pojawiał się 1 kawałek Therion, a potem znowu Kult czy inne balkano-disco.
Jednak to, co zdarzyło się pod koniec imprezy wykracza znacznie poza ramy „niedogadania się” czy „nieporozumienia”.
Gdzieś po godzinie drugiej zostaliśmy wyrzuceni z lokalu.
Dosłownie wyproszeni w sposób niezmiernie niegrzeczny, teatralnie nieelegancki, pozbawiony cienia uprzejmości w stosunku do klienta, o ewent. szacunku ze względu na mój i Artura wiek – nie wspomnę.
Podniesionym tonem i z wulgaryzmami.
Przyznam, że do tej pory jestem w szoku, bo w wielu imprezach brałam udział, działy się tam różne hardkorowe szaleństwa – ale nikt, nigdy, nie potraktował w podobny sposób ani mnie, ani moich znajomych.
Właściciel klubu zarzucił nam, ni mniej ni więcej – iż nie rozróżniamy popielniczek od podstawek pod świeczki, w zasadzie to zrugał nas ostro z absurdalnym „czy to są popielniczki? No? No? Czy to wygląda na popielniczkę?” i z podtykaniem nam pod nos szklanych okrągłych przedmiotów, wypełnionych po brzegi petami oraz łupkami po orzechach arachidowych.
Następnie odbyło się porównanie z Popielniczką Właściwą, wykazanie różnic, dowodzenie, że to MY jesteśmy sprawcami przestępstwa – choć popielniczki, tfu, podstawki pod świece, zostały przyniesione skądinąd, w zasadzie to nie wiemy, skąd wzięły się w rękach Pana Właściciela… a potem udowadnianie, gdzie kto siedział i kto widział/kto jadł orzechy arachidowe w łupinach (my nie).
Kajetan, miły i grzeczny młody człowiek, zaczął coś nieśmiało tłumaczyć zwracając się Właściciela per pan, nie uwierzycie – nawet za to został zrugany, co za pan, jaki pan……
Sytuacja jak z Barei, ja, przyznam się – wciąż miałam nadzieję, że to jakiś kawał, jakiś dowcip – i że zaraz Pan Krzysiek roześmieje się i padnie jakaś puenta.
Jednak nic z tych rzeczy, Pan Krzysiek (wciąż pozwalam sobie tak go nazywać, bo przecież na wstępie imprezy przedstawiliśmy się sobie miło i nic nie zapowiadało takiego rozwoju sytuacji) zamiast zgrabnej konkluzji rzucił nieoczekiwanie i jeszcze mniej grzecznie „dobra – słyszycie jakąś muzykę? nie? ja też nie, bo od dłuższego czasu już nic nie gra, więc może zbierzecie swoje rzeczy i wyniesiecie się stąd….”
Sprzątaliśmy stoliki bardzo dokładnie, wciąż w szoku …. kompletnie nie wiedziałam, co się dzieje, postanowiłam więc wyjaśnić sprawę u źródła.
Kiedy zbliżałam się do baru usłyszałam wybuchy śmiechu, zobaczyłam barmankę, która wcześniej wielokrotnie gościła przy naszym stoliku, zbierała szkło i generalnie była szalenie miła, nawet sami pomagaliśmy usuwać zebrane na stolikach manele – żeby było jej łatwiej i wtedy nie sygnalizowała, że coś przy stoliku dzieje się nie tak – teraz szybko odwróciła wzrok….
Podeszłam do Pana Krzyśka, wciąż z uczuciem, że dzieje się jakiś Matrix – i z chęcią wyjaśnienia sytuacji.
Zaczęłam, że mi strasznie głupio i że kompletnie nie rozumiem, dlaczego napadł nas słownie i o co chodzi…
No i wtedy się dowiedziałam – że wcale nie chodzi tylko o te nieszczęsne popielniczki-nie-popielniczki.
Ale o to, że mieliśmy swój alkohol i żarcie.
ŻE CO?
Tu umarłam po raz drugi.
Bo o czipsy i orzeszki pytał Artur, wychodząc do sklepu w trakcie imprezy.
Sporo osób przyjechało na zlot i to z drugiego końca Polski – więc to, że zgłodnieją, było raczej oczywiste.
Artur zagadnął więc miłą barmankę o jakieś przegryzki, także o możliwość podgrzania piwa, ale niestety, mikrofala była raczej nieużywana, więc nic z tego…. na kupienie czegoś do jedzenia dostał przyzwolenie od Pana Krzyśka.
Ale jasne – jest nasze słowo przeciw „ich” słowu, choć, jak sądzę – to nam należałoby udowodnić przestępstwo, a nie – my wykazać swoją niewinność, prawda?
Jeszcze lepszy był zarzut tyczący alkoholu – usłyszałam bowiem, że Julka tańczyła ze swoim, przyniesionym drinkiem.
Matko jedyna – z jakim znowu swoim drinkiem? Nawet na fotach jest z piwem, z butelką kasztelana bodajże.
Nie, miała swój alkohol – wykrzyczał Pan Krzysiek.
Dowodu oczywiście żadnego.
Na dodatek zarzuty tyczyły sytuacji, która miała mieć miejsce wcześniej, dużo wcześniej, a jakoś wtedy, kiedy niby się to miało dziać – nie było żadnej reakcji, nikt nie zwrócił nam uwagi, nic.
Nie – dopiero na odchodnym, kiedy o udowodnieniu jak było naprawdę, kto z czym tańczył godzinę czy 4 temu – nie było mowy.
Podobnie nie było żadnych uwag, kiedy miła barmanka sprzątała z naszego czy okolicznych stolików, nikt nie zagadnął wtedy o te leżące przecież na widoku puszki orzeszków czy chrupki, dostaliśmy zjebkę, całkiem abstrakcyjnie, na sam koniec.
Zjebkę bardzo niegrzeczną, upstrzoną wulgaryzmami.
Dawno, kurde – chyba nigdy w moim długim życiu nikt mnie tak nie potraktował, i to mężczyzna tak na oko w wieku mojego syna, lub nawet młodszy.
Nieuprzejmie – to mało powiedziane. Po prostu zjechał mnie z góry na dół i to za niewinność.
No ale jak wykażę czarno na białym – że przyzwolenie na przyniesienie własnego jedzonka jednak było?
Jak udowodnię, że Julka nie miała żadnego własnego drinka?
A poza tym myślę sobie tak cichutko, że JEŚLI nawet coś zostało niedogadane, coś źle zrozumieliśmy – nawet GDYBY, choć z tego, co wiem – sprawa była jasna i dogadana, to czy w takiej sytuacji nie należałoby upomnieć nas grzecznie i kulturalnie? I to najlepiej w trakcie łamania zasad – a nie po kilku godzinach od domniemanego wykroczenia?
Do dziś, do teraz nie rozumiem – co i dlaczego się wydarzyło, skąd te absurdalne zarzuty, skąd ta napastliwość i agresja….

Ale wróćmy do wydarzeń, tych fajnych, miłych i zabawnych.
Na początek zdjęcia z aparatu Julki, autora, czy autorów, jak sama twierdzi, trudno ustalić – wiele osób „dorwało się” do dokumentowania imprezy 🙂
Większość z fotek „poprawiałam” w niewielkim stopniu, jedynie w paru wypadkach nie oparłam się pokusie filtrów i przeróbek 😉

Przedstawmy więc uczestników zlotu:

Julka, cudowna i szalona Pani Admin 😀



Admin Artur i Monika, czyli popatrz jaką mam wypasioną komórkę 😉



oto ja, mistrz min wszelakich 😛




Admin Kajetan w kapeluszu 🙂



Kajetan bez kapelusza 😛



Sebastian F. i jedna z jego słynnych min, tym razem „sceptyczny chomik”





niby siedzą, niby gadają, ale włosy się rwą do tańca….




Monika solo 🙂








Tak, to my, poważni, stateczni i poukładani:


natychmiast oddaj, oddaj to co masz w buzi!!!!



To mua, a w tle okrzyk Sebastiana„ja tym kurna jem !!!!” 😀




och ach, jak mnie ten nóż podnieca….



Kilka ujęć podczas kręcenia clipu:





i oto bratanie się aktorów z widzami 🙂


Tańce i szaleństwa dansflorowe jednak się odbyły, a jakże, do tych raptem 5 Therionowych utworów, ale także do Omnii i Kultu, o ile mnie pamięć nie myli:

















Cóż za taneczny duet, mmmm:


Trochę zdjęć od Artura, jakości komórkowej, ale niektóre po prostu MUSIAŁY się tu znaleźć 🙂


Julka z flagą, po prostu kult ❤





odbyła się też walka na śmierć i życie, oczywiście zwyciężyłam 😀



i walka o kiełbaskę 😛



niektórzy zwariowali na punkcie pewnego noża….

a niektórzy zupełnie nie …. 😛



Dziubek i najcieplusiejsze pozdrówki z causkami dla kochanej Belisi, która baaardzo chciała z nami być, ale pokonał ją zastrzyk i skutki uboczne iniekcji (ale znam trudne słowa, ho ho ho 😛 )


Niżej fotki cyknięte przeze mnie, tu trochę bardziej poszalałam z tuningiem 🙂

Niezależnie od wszelkich okoliczności i chwil, tych poważnych, tych muzycznych czy tych niefortunnych – pierwszy zlot miłośników muzyki Therion okazał się być spotkaniem cudownych świrów, słodkich i kochanych wariatów.




Ludzi przefajnych a zarazem zdrowo i słusznie walniętych.








Akcje, które miały miejsce sobotniej nocy, te niesamowite teksty – gotowi kandydaci na memy – zapamiętam na zawsze.
Wielkie dzięki dla Julki, ona to, jak rasowa Pani Admin, przygotowała się na wszelkie ewentualności i w odpowiednim momencie użyczyła mi kartki i pisadełka, to dzięki niej udało mi się zanotować dla potomności co celniejsze stwierdzenia wieczoru.


A więc: „rytualne wkładanie kiełbaski do buzi”….

„bo to jest mozarella pokoju!!!!”

„ona gra dobrze na flecie” (tu sardoniczny śmiech…) chodziło oczywiście o talent muzyczny Moniki 🙂


Opowieść o Julce i jej kulinarnych preferencjach: „i zrobiła se loda”….

„I tyle wejdzie najgłębiej” – podczas przymierzania kapelusza? przy innej okazji?

Opowieści Sebastiana F. o niezapomnianych przeżyciach podczas kolonoskopii: „i wsadzili mi 2,5 metra kamery w dupę” (dziki śmiech) „ale za to mam zdjęcia !!!!”

„Celowanie tyłkiem to podstawowa umiejętność w toalecie”
(w momencie, kiedy Juleczka nadziała się dolną częścią odwłoka na końcówkę metalowego oparcia naszej kanapy, dwukrotnie zresztą 😛 )

I Artur podpowiadający mi podczas notatek, w dbałości o rzetelność zapisu: „napisz, że użyłem 3/5 słowa „kurwa”…taaaa, dobrze robisz, że piszesz, dzięki temu wiadomo, że potrafisz”

„Czasem mi się zdarza kogoś przedmuchać” w kontekście dmuchania dymem papierosowym? Kto przypomni?

No i nie wiem, czy minął kwadrans spotkania, może mniej – gdy poczułam, że oto spotkałam swoją drugą połówkę 🙂 Swoje drugie ja 😀
Że moje stare serce ulega jej urokowi i charyzmie, że jej porywające i słodkie szaleństwo wzięło to moje serce szturmem.

Panowie i panie, poznajcie moją nową narzeczoną:

😀

A poważniej – Julki nie da się nie kochać, to wulkan energii i ocean słodyczy w sam raz do uwielbiania 😀
Kiedy żartobliwie ustawiłyśmy statusy na fejsie, że zaręczone – dostałam (prócz gratulacji oczywiście 😉 ) kilka zabawnych wiadomości i komentarzy, a mój ukochany przyjaciel zapytał dowcipnie „ale serio? Bo po Tobie się można wszystkiego spodziewać 😛 „
😀
I tym radosnym akcentem chciałabym zakończyć – bo co, kurna, jest tak naprawdę ważne?
Co tak naprawdę się liczy?
Liczy się muzyka, nasze plany i nasze marzenia, i że niektórym chciało się przejechać pół Polski, żeby spędzić razem tę Therionową noc.
Wszystkim Wam gorąco dziękujemy – za te plany, za marzenia, za miłość do muzyki i za to, że się Wam chce.









Bo liczą się nasze serca, nasze piękne dusze, (u niektórych także ciała 😛 ), liczy się THERION – a co do reszty… na pohybel tej reszcie 😉

A kolejny zlot już się powoli szykuje.

Drżyjcie 😀


PS.
I jak zwykle, prośba 🙂
Jeśli spodoba Ci się tu zamieszczone zdjęcie czy tekst – albo jego fragment i chcesz je wykorzystać – na fejsie, swojej stronie, blogu itp, to dołącz plis link z adresem artykułu, z którego pochodzi, albo z adresem tego bloga. Natomiast wycinanie mojej sygnatury, dowolne kadrowanie/ciachanie zdjęcia spotka się z moim dożywotnim fochem i okrutną klątwą, a wcześniej złamie mi serce, poważnie….
Dzięki !!!!!