Tagi

Nie jestem Krakuską z urodzenia – ja wybrałam to miasto, w pełni świadomie i celowo.
Wybrałam je z miłości.
Pochodzę z odległego o 80 km Tarnowa, dziś naprawdę pięknego, a całkiem niczego sobie już w latach, kiedy tam mieszkałam… lecz odkąd pamiętam – marzyłam, żeby mieszkać, żyć, być TUTAJ..
Tu – znaczy w Krakowie, już nie myślę o sobie jak o tarnowiance, jestem stąd, z Krakowa.
Ale zanim się tak stało- zadowalałam się wyjazdami, choć na chwilę, choć na parę godzin…. wracałam potem zachwycona i pełna nadziei.
Doskonale pamiętam, jak będąc nastolatką włóczyłam się ulicami Krakowa, popatrywałam na ludzi, na domy, sklepy, zaułki i podwórka – i uparcie powtarzałam sobie w myślach „będę tu mieszkać, muszę tu mieszkać choćby nie wiem co”
I udało się.
Trochę w tym mojej determinacji, ale także trochę szczęścia, przyznaję.

Nigdy też – ani wtedy, ani później, nie zastanawiałam się, które miasto z wszystkich znanych mi wydaje się najpiękniejsze.
Nie zadawałam sobie podobnych pytań.
Tak jak zawsze skutecznie broniłam się przed „listą 10 najbardziej ukochanych filmów” czy „20 książek, które zmieniły moje życie” – tak też nigdy nie sporządziłam podobnego wykazu miast, pod względem ich urody.
Bo co to niby jest – to PIĘKNO?
Czy zależy od ilości zabytkowych kamienic na metr kwadratowy?
Od liczby uznanych skarbów architektury światowej?
Czy od poczucia, że gdziekolwiek pójdziesz, znajdziesz miejsca, które Cię zachwycą, do których będziesz wciąż wracał, by napawać się ich widokiem i aurą.
Czy i na ile ten nasz ranking będzie miarodajny i znaczący dla kogoś – kto przykładowo spędzi w ocenianych przez nas miastach więcej czasu, albo trafi w inne ich zakamarki, odkryje jakieś nieznane nam rejony czy ukryte zakątki…

Jakieś miejsca owiane tajemnicą….

I nie wiem, naprawdę nie wiem, czy rzeczywiście my, Krakusy, wszystko jedno, czy rodowite czy napływowe – mamy to poczucie wyższości nad pozostałą częścią świata.
Nad Warszawą w szczególności.
Ja nie mam, no w życiu, jak wiecie, wciąż pozostaję pod urokiem Wawy, wielokrotnie pisałam o jej czarownych miejscach i niezapomnianych chwilach, jakie tam spędziłam.
W ciągu 2 lat pomieszkiwałam tam przeciętnie parę – paręnaście dni na miesiąc, nie wiem, czy to wystarczająco, żeby uznać, że miało się okazję dokładnie miasto pozwiedzać, żeby zasadnie wyrokować o jego urodzie czy jej braku – ale pozwólcie zachować mi moją zachwyconą opinię 🙂
Tak, jak więc sama nie mam „kompleksu byłej stolicy”, tak i nigdy się nie spotkałam z podobnym zjawiskiem.
I szczerze mówiąc – dziwi mnie ta opinia o Krakusach, zaskakuje i sprawia przykrość.
Bo nikt jakoś nie zabawiał mnie żarcikami o słoikach – raczej wspólnie zachwycaliśmy się Wiechem.
My, Krakusy, raczej nie liczymy mostów, kopców czy parków, nie mierzymy Plant, choć nie sądzę, żeby czyjś trawnik przed blokiem miał powierzchnię 21 ha 😉

Planty.

Ale jestem pewna, że gdyby udało mi się natknąć na jakiegoś pyszałka – który by mi wyjechał ze zdjęciami kamienic, przechwalał się i z wyższością przekonywał, że takiej cudnej jak w Krakowie nie znajdę nigdzie na świecie, więc ze mnie bidula, bo takiej u siebie nie mam…. albo zachwalał śmierdzącą latem Wisłę (choć podobno czystszą niż niegdyś) to chybabym go opluła ze śmiechu.
Sama pamiętam ten dowcip o facecie, który skoczył z mostu do Wisły w samobójczym celu.
I co?
Utopił się?
Nie, zatruł 😛
Albo jeszcze jeden, na temat picia wody z Wisły, nie przytoczę w całości, bo jest antyniemiecki 😉
Mamy więc w Krakowie kamienice przecudnej urody, miejsca czarowne pełne niezapomnianej atmosfery – ale czyż nie ma podobnie oszałamiających czy urokliwych w innych miastach?
I chyba strasznie nieelegancko poczęstować jakiegoś turystę agresywnym tekstem „tak pięknych to u was nie ma, co nie?”, to IMO chamskie i burackie słowa, niezależnie od tego – jak bardzo jesteśmy zakochani w urodzie własnego miasta.
Bo przecież mamy w Krakowie slumsy, mamy brzydkie bloki z płyty, mamy szare postkomunistyczne osiedla, jak wszędzie.
Mamy swoją chmurę smogu, mamy niszczejące dzieła architektury klasy światowej, mamy szyldy i reklamy zasłaniające te dzieła.
Mamy budowle-koszmarki, coraz mniej zieleni, a na jej miejscu apartamentowce dyskusyjnej urody.

I czasem zamykamy się w czterech ścianach i zatapiamy w komputerowym świecie.

Ale kiedy tylko tego potrzebujemy, kiedy zatęsknimy – wychodzimy z domu, skręcamy za róg i już 🙂
Mamy to swoje ukochane miasto.
Pewnie nie najpiękniejsze, z zabetonowaną dla bezpieczeństwa przed powodziami Wisłą – ale nasze, własne, najbliższe.
A prócz miejsc, o których krzyczą przewodniki – rejony mniej popularne, a kto wie, czy nie mocniej zachwycające.

Mamy kamienicę Ohrensteina.

Na mojej fotce:


I kamienicę Piekło-Niebo.

I to najbardziej na świecie czarowne podwórko przy Starowiślnej

Zdjęcia niestety nie oddają jego uroku….. nie chciałabym sprawiać przykrości autorce linkowanej notki w blogu, ale z prawej strony wejścia pamiętam prześliczną, małą, zabytkową fontannę….
A kamienice na Retoryka…

szczególnie te Teodora Tałowskiego – Pod Śpiewającą Żabą czy Festina Lente, i Pod Pająkiem, róg Batorego i Karmelickiej

Bajkowa kamienica Ekielskiego, u zbiegu ulic Piłsudskiego i Alej

Inne zdjęcia tego baśniowego miejsca

Zdjęcie nr 2.

Zdjęcie nr 3.


Przy Lubomirskiego 27 (matko, zamkną mnie za kradzież fotek z neta….)



I pałac Czapskich z gargulcami…

I wille, krakowskie wille, moje miłości – ukrywają się trochę, rozproszone po całym mieście… willa Wisła na Zwierzyńcu….willa przy Powroźniczej….

Willa (pałacyk) Zofiówka na ul Kopernika



I ta przy Barskiej


Willa Stefana Marko przy Zduńskiej

Tu więcej zdjęć willi.


Willa Mira przy Parkowej.

Zdjęcie 1.

Zdjęcie 2.


Podgórskie forty…


Krakowskie podwórka i zaułki:

Zdjęcie 1.

Zdjęcie 2.

Zdjęcie 3.

Zdjęcie 4.

Zdjęcie 5.

Zdjęcie 6.

Zdjęcie 7.


Dworek przy Zamojskiego.


Cmentarz Żydowski.


i najpiękniejszy na świecie Szkieletor:

🙂


I lokomotywa AGH:


Miejsca – gdzie czas się zatrzymał….


Zakrzówek.


Krzemionki.


Lasek Wolski z rezerwatem Panieńskie Skały.

I największa w Polsce, a jedna z największych w Europie łąka w centrum miasta


A powracając w „moje” okolice…. (z Podgórze, Kraków, strony na fejsie)

Kamienica z Jelonkiem.

kopiec Krakusa


Schody na ul.Śliskiej.


Fińska – cud natury, kawiarnia bezgotówkowa !!!!!

https://www.facebook.com/CafeFinska/photos_stream?ref=page_internal


Most Retmański


Krakowskie murale – tu ten ze smokami, znad Wisły.


Tu sporo fajnych fotek z Podgórza.



A tu najpiękniejsze na świecie zdjęcia Kazimierza, nie oparłam się pokusie, by część pokazać wyżej 🙂


… napisałam „najpiękniejsze”? no to nie wiem teraz ….. 🙂


Do tego bloga też zaglądam z powodu zdjęć – po prostu czuję, że robi je osoba, która kocha Kraków.

A tu zupełnie inne spojrzenie ….


Smocze Widowisko.

Muszę też wspomnieć o jednej z osobliwości Krakowa, której nie poznałabym nigdy, gdyby nie M.W.
To ona, ładnych parę lat temu zaprowadziła mnie do kamienicy na rogu Pędzichowa i Szlaku, brama wejściowa to Szlak 47.
Z zewnątrz wyglądała przeciętnie, jednak u szczytu schodów, na samej górze klatki schodowej, wisiała na grubym sznurze olbrzymia, szmaciana kukła, wielkości człowieka i przedstawiająca człowieka.
Robiła piorunujące wrażenie, szczególnie, kiedy zakradając się po cichu, na palcach pokonując 1 czy 2 piętra – kompletnie się jej nie spodziewałeś.
Nie wiem do dziś i nie wiedziała tego M.W. – dlaczego ktoś ją tam zawiesił i kiedy, sądzę, że była to jakaś ekstrawagancka instalacja artystyczna, bardzo ekstrawagancka, biorąc pod uwagę rozmiar (ze 2 metry) i nieco horrorystyczny dizajn….ostatnio wejście do kamienicy jest już niemożliwe, dorobiła się solidnego zamknięcia i domofonu, niestety.
Jednak, gdyby ktoś zdecydował się na wyprawę – podaję za M.W. dokładne wskazówki:
Klatka schodowa dzieli się na dwie części, do prawej można wejść, po pokonaniu domofonu, natomiast lewa (w której jest/była kukła) jest zaryglowana i nie da się jej otworzyć.


I nie mogę pominąć milczeniem Tadeusza Kantora.

Jego duch do dziś unosi się nad miastem, nad tą jedną wielką, dziwną i szaloną, a przecież jakże bliską Cricoteką

Klimat „Umarłej klasy” wciąż tu jest…

Atmosfera „Nigdy tu już nie powrócę”….
Kiedy myślę o Krakowie – na nowo przeżywam te chwile podczas spektaklu, wypełnione ekstremalnymi wrażeniami i krańcowymi emocjami

„Wielopole Wielopole”

czy „Dziś są moje urodziny”… i znowu widzę drobną, przygarbioną postać Kantora, nieodmiennie przechadzającą się między aktorami, dyrygująca nimi jak dyrygent swoją orkiestrą….

Kiedy myślę o Krakowie powraca klimat lat 70tych i teatru STU – z widowiskami, które 40 lat temu wywróciły na drugą stronę moją nieopierzoną duszę….
„Sennik Polski”


„Exodus”


Do dziś uśmiecham się smutno, mijając miejsce, gdzie kiedyś była ulubiona chińska knajpka Tomka Beksińskiego….

Więc kocham to miasto trochę tak, jak matka kocha własne dziecko: miłością bezkrytyczną i nieprzytomną – jednak dostrzegam urodę innych miejsc i brzydotę czy niewygody Krk.
Dlatego strasznie mi przykro, kiedy ktoś stwierdza stanowczo, że my, Krakowianie, jesteśmy straszliwie zadufani w sobie, że wciąż nawiązujemy do wyższości Krakowa nad Wawą – nie ma takiej wyższości, przynajmniej ja nic o tym nie wiem, nie myślę o tym, nie analizuję i generalnie mam to porównanie głęboko, i pewnie moi znajomi także mają lepsze od tego zajęcia.
Mogę to stwierdzić z pewnością – a poznałam ich w tym mieście sporo, tylu wspaniałych, serdecznych, uczciwych i po ludzku przyzwoitych ludzi.
Chętnych do pomocy, z sercem na dłoni.
Skromnych, życzliwych – zero zadzierania nosa, wywyższania się czy bezczelności.
Nie wiem, czy to nasza cecha tubylcza, nie przeprowadzałam żadnej sondy, ale tak wynika z moich licznych doświadczeń.
Więc strasznie mi przykro, kiedy ktoś stwierdza autorytatywnie, że przydałoby się nam trochę pokory.

Nie sprawdzałam także skuteczności reklamowania zabytków Krakowa, nie liczyłam ich, nie mierzyłam ich wartości, nie porównywałam z innymi miastami.
Lecz jeśli jednak faktycznie (choć wątpię) – to Kraków właśnie, a nie inne miasto w Polsce, przyciąga najwięcej turystów – to może nie z powodu tej ilości, wartości czy klasy zabytków, czy ich skutecznej reklamy.
Może przyjeżdżają oni dla atmosfery miasta, dla zaczarowanego klimatu Kazimierza, dla magicznego kolorytu…a może dla aury piwnicznych klubów i taniego, czasami nawet całkiem niezłego piwa (polecam House of Beer)
A może przyjeżdżają tu z całkiem innych przyczyn, może dla fajnych dziewczyn i interesujących chłopaków, może szukają i odnajdują w Naszym Mieście jakieś zupełnie inne wartości, może swoją młodość, wspomnienia, może marzenia…. może zachwycają się jeszcze czymś innym, specjalnym, prywatnym, i podobnie jak ja mają swoje własne powody, żeby kochać to miasto.