Tagi

Jak wiecie rozłożyła mnie grypa.
Ale tak na poważnie, żaden tam katarek, kaszelek i 37,5 w porywach – tylko kurwa 39 z haczkiem i w kaszlu wypluwam płuca.
A najgorszy chyba to ten typowo wirusowy ból całej mnie – biodra, ramiona, plecy, nawet dłonie, strzykanie w czaszce…. chyba nawet czubki uszu mnie bolą.
Wczoraj padłam zaraz po 22giej, ja, Drzo, nocny zwierz, zapętliłam sobie gotyckie plumkanie na winampie, dowlokłam się do wyra o 22:07 i …. film się urwał. Do przytomności wracałam jednak co godzinę, dwie i piłam mineralkę jak dzika.
Dziś jest trochę lepiej, gorączka spadła, strzykanie w kościach ustępuje – ale słabość ogólna sięgnęła zenitu.
Ja pierdolę, normalnie nie mogę ustać, zrobienie kroku jest wysiłkiem porównywalnym z wdrapaniem się na Everest.
Słabości ciała towarzyszy słabość umysłu – mam nadzieję, że do najbliższych lekcji minie 😉
Bo wczoraj i chyba już w piątek, kiedy choroba szykowała się do ataku a temperatura to spadała do 35 to podnosiła się do 37,5 – słabość umysłu miała się doskonale. Na tyle – że kompletnie zapomniałam, że na Carycową imprezę przyjedzie Viljar, znajomy jeszcze z czasów Altergothic, z Wrocka przyjedzie, więc sami rozumiecie.
Kiedy polegując już w łóżku sobotniego wieczora odczytałam smsa z pytaniem o dokładny adres Carycy – dopiero wtedy do mnie dotarło.
Rany, przecież się umówiliśmy, będzie 2 tygodnie temu już – na tę imprezę.
No i przyjedzie i co? Sam, obce miasto, nieznany klub, obcy ludzie, chujowo.
Napisałam więc na stronie imprezy, jest taka sytuacja, 180cm, blondyn z krótkimi niestety, z wyglądu spoko koleś, kocha VNV Nation i, tu zaskoczenie – zapewne będzie ubrany na czarno 😉
I dziewczyny obiecały, że będą wypatrywać a jak wypatrzą to się zajmą.
Nie miałam zbytnich nadziei – bo rozpoznać kogoś po tak ogólnikowym opisie – to kurde musiałby być cud.
Ale cud się zdarzył 😀
Wiem o tym z relacji Belisi, ale to nie ona go wypatrzyła – a Karmelek.
Wypatrzył cudem nieziemskim i poleciał tekstem, który niniejszym nominuję jako kandydaturę do tekstu roku:


„o ten wygląda na z Wrocławia”

😀 😀 😀

Pewnie nigdy się nie dowiem, jakimi meandrami dedukcji biegły Kornisiowe myśli, w jaki sposób pokojarzył fakty i połączył wrażenia w swoim niemal szpiegowskim rozumowaniu – ale to był strzał w dziesiątkę 🙂
No i kochana Beliś podeszła i zagadała i Vil został przyjaźnie „zagospodarowany” 😉
A ja mogę sobie spokojnie chorować dalej 🙂
Dla Belisi i Karmelka szacun i rispekt oraz ogromne dzięki za udaną detektywistyczną akcję!!!! :* :* :*