Tagi


https://www.facebook.com/events/1579184918979774/?ref=2&ref_dashboard_filter=past

Kiedy się ma tyle lat, co ja – obchody kolejnych urodzin powoli przekształcają się w święto rodzaju „jeszcze, kurwa, żyję”…. w moim jednak przypadku to pokazywaniu światu, że żyję, odbywa się z pierdolnięciem, takim solidnym, imprezowym.
Tak się akurat złożyło, że kolejną odsłonę imprezy o nazwie Danse Macabre zaplanowano na dzień 3 stycznia 2015 w Pubie Pod Ziemią, czyli już od północy… ale nie uprzedzajmy wypadków 🙂
Zacznijmy oficjalnie, od przypomnienia muzycznego profilu eventu:
„Kolejna odsłona zimnofalowych doznań i nie tylko, każde gotyckie serduszko powinno ucieszonym być. Przybywajcie tłumnie bawić się do The Cure, NIN, SoM, Joy division, Rammsteina ale i nutka elektroniki też gdzieś zaistnieje.”
I było tak dokładnie, nawet jeszcze bardziej 🙂
Bo to chyba w prezencie urodzinowym dostałam piękną porcję Diary of Dreams

(jejuuuu, „The Curse” ❤ )
I Dioramę z rozrywającym serce hiciorem „Synthesize me”, Theriona z „To mega… „ i Dimmu Borgir z ….(tu piękna rozmowa z Michałem M, tego od przewracania mnie na dansflorze… będzie o nim i jego kumplu więcej, ale cierpliwości 😉
Więc chwilowo odpoczywa, zalegając przy stoliku w pozycji horyzontalnej, słyszę Dimmu, więc nachylam się do jego ucha: „ej, co to teraz leci?” pytam mając na myśli tytuł kawałka …. i słyszę błyskotliwą odpowiedź: „no Dimmu Borgir ha ha, brawo za precyzję 😀
Były też moje ukochane „Czerwone krzaki” (pozdro Lakers, gdziekolwiek jesteś)

I takie momenty, kiedy prosiłam Paula V.„błagam, puść coś chujowego, muszę zejść z parkietu i odpocząć…” a on puszczał kolejny utwór, który mi na to nie pozwalał 🙂
I to jest jeden z powodów, dla których praktycznie nigdy nie korzystam z możliwości requestów, nie zamawiam wcześniej, nie zanudzam, nie truję dupy didżejom o jakiś mój ukochany kawałek.
Po prostu wychodzę z założenia, że na imprezach, na których bywam, ZAWSZE są jakieś moje ukochane kawałki, nie te to 34 inne. Nie ma więc powodu, żeby wcinać się ze swoimi propozycjami w jakąś zaplanowaną wizję układu utworów… poza tym, gdyby do tych super-moich, które i tak usłyszę dodać jakieś kolejne, przeze mnie zamówione – to trzeba by chyba mnie zmieść z parkietu przy pomocy miotły i szufelki, rozsypałabym się na tysiąc kawałeczków – z emocji, wzruszeń i zmęczenia 🙂
A że porcja metalowego grania była naprawdę obfita, to i okazji do poskakania i potrzepania włosami też nadarzyło się sporo.

I do tańca figurowego na dansflorze także 😉
Do headbangingu czy regularnego pogo, co kto woli.
I tu pojawi się opowieść o chłopakach, o Michale M. i Darku, o naszym dansflorowym konflikcie w temacie co-kto-wolenia 😉
Bo ja to sobie włosami pokręcę – ale generalnie rozbijać się na parkiecie nie lubię, no wiecie, w moim wieku, w tych tiulach i koronkach …. 😉
A chłopaki młode, numetalowe – czyli pogo jak najbardziej.
Szaleli tak, że zrobienie im foty było po prostu niemożliwe, albo uciekali mi z kadru albo wychodziła mi jakieś jedno wielkie zamazane CUŚ

Jednak pozostawała kwestia – jak mają to szaleństwo na parkiecie robić, żeby nikogo przy okazji nie zabić/nie uszkodzić/nie przewrócić?
A my tu akurat, z Miyu i świeżo do stolika zaproszoną Agnieszką miałyśmy się ochotę pogibać i pomachać – ale tak, żeby bezpiecznie było.
Bez groźby utraty życia/oka, a nawet równowagi 😉

powyżej Miyu taka elfia, jeju ❤









Na 2 ostatnich gibię się ja, czy raczej dostępuję wpiekłowstąpienia, sama nie wiem, fotki cyknęła Miyu 🙂
Więc przy pierwszej okazji do solidnego popogowania Michał grzecznie uprzedził „teraz my przejmujemy parkiet”, więc zadekowałyśmy się na tym scenicznym podwyższeniu, trochę ciasno, bo miejsce ograniczały 2 stoliki, ale jakoś dałyśmy radę.
I tak było za każdym razem, słyszałyśmy okrzyk „uciekać dziewczyny, parkiet jest nasz!!!” i czmychałyśmy gibać się i machać na scenie.
Wszystko odbywało się zgodnie, elegancko i z częstym żółwikiem do końca imprezy, znaczy prawie, bo w pewnym momencie obudził się we mnie demon szaleństwa i przy kolejnej próbie przejęcia parkietu postanowiłam zerwać umowę i powalczyć o nasze dziewczyńskie prawa 😉 Chyba po prostu nabrałam ochoty na synchroniczne pomachanie włosami z Deithem i Miyu do „Nymphetamine” Kredek – w kółeczku, na parkiecie, nie gdzieś-tam w kąciku 😉

Zawołałam „O nie. NIE!!!!” i pokazałam paluchem – o tu, tu jest linia, tu bawimy się my, tu Wy i potrąć mnie tylko – to wpierdol!!!”
(Oczywiście wszystko żartobliwie, ze śmiechem – nie serio).
Ale chłopaki nie odpuszczały.
Skoro tak – to poleciało w ich kierunku „spierdalaj mi tu zaraz”, ale takie cieplutkie, słodkie i przytulaśne, najczulsze spierdalaj na świecie 😀
„To Ty spierdalaj!!!” odparł Michał, cały w heheszkach i w przerwie między jednym pognięciem a drugim 😛
Więc ja, niemal płacząc ze śmiechu – „nie, to Ty …”
Ale po tej wymianie uprzejmości okazało się – że jednak się da, zresztą, co tu dużo mówić – nawet weteranom dansflorowym powoli sił zbrakło….

Tym bardziej, że Darek, bidula, coś sobie w plecki zrobił – naciągnął mięsień, podrażnił czy uszkodził… i nie uwierzycie – pogował na parkiecie krzywiąc się z bólu.
Dopadłam go, kiedy próbował łapać oddech i po przeprowadzeniu szczegółowego wywiadu medycznego ustaliłam, że ma jakoweś zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa… zaproponowałam logiczny w tej sytuacji powrót do domu, ale zostałam zbesztana, że jakie do domu, jakie do domu, impreza jest, jeszcze nie jasno… dobra, odnalazłam źródło bólu (mięsień twardy jak kamień), wykonałam coś w rodzaju krótkiego masażu, ja, doświadczony 😉 masażysta …
Darek, przypominam – Voltaren, najlepiej Voltaren Max, i wcierać masując kilka razy dziennie.
I do jakiegoś neurologa, za młody jesteś na takie problemy 🙂

Muszę jednak dodać uczciwie, że ani zmęczenie pobaunsowe, ani cierpienie fizyczne nie przeszkadzało Darkowi w nabraniu dość niespodziewanych w tej sytuacji ochot.
Może to ten ból właśnie wyzwolił w nim jakieś takie niezwykle romantyczne, wręcz czułe nastawienie do świata, trzeba jednak przyznać – że świat trwał niewzruszony i czułościom niechętny, (wzdych).
Takżetego, spoko, i nie trzeba za Darka przepraszać, dobra, parę razy przewróciło się krzesło, zachwiał stolik – ale to tak przecie bywa na metalowych imprezach, c’nie? 😉
Zresztą, jak widać niżej, agresywny taniec to nie domena Michała i Darka jedynie… 😀


A niektórzy/niektóre tak pięknie zapozowali mi do foty, mmmmm…. 🙂





A teraz, uwaga, jest sprawa:

Uprzejmie prosimy o kontakt do widocznego na powyższym zdjęciu Kuby, ktoś prosi 🙂

Wracając do północy 🙂
Uzbrojona w tacę szocików i Deitha, który ją dzierżył w dłoniach oraz przedzierał się do najdalszych kątków pubu – ruszyłam do boju, znaczy – rozdałam chętnym (i mało chętnym też, ale dali się przekonać 😉 ) narzędzia, coby okrzyk „szable w dłoń” nabrał materialnego wymiaru 😀
Więc szable zostały wzniesione, toasty spełnione, nieco fałszywe – lecz radosne i szczere „sto lat” popłynęło w Kazimierz….
I oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie sprowokowała zabawy w zgadywanie wieku 🙂
Bo znalazł się jeden, całkiem smaczny długowłosiasty, co się dopytywać zaczął, że dobra, urodziny, fajnie – ale które….
Najpierw oceniłam organoleptycznie jego stan trzeźwości, bo wygrywać z osłabionym przeciwnikiem to żadna przyjemność 😉 oki, nadawał się, więc poleciłam: najpierw mnie dobrze obejrzyj, masz 3 podejścia.
Mówi, że widział co trza, i że 30.
Ja na to, że buahahaha, i że pomylił się bardzo i bardzo.
Ten nieśmiało, że może 35….
Się ze śmiechu obsmarkałam, a on się chyba lekko speszył i poddał bez walki… no to wyjaśniłam, jak na matematyka przystało ha ha, że to moje ostatnie urodziny z piątką na początku….
Rany – ten wysiłek umysłowy, to natężenie myśli na jego twarzy… i totalna bezradność, bo wynik nie chciał mu się zgodzić chyba.
Chyba 3 razy pytał, czy aby na pewno, mnie i osoby towarzyszące mi przy stoliku, ja nawet przeszukałam plecak, ale nie zabrałam ze sobą żadnego dokumentu z datą urodzenia.
Ale uroczyście potwierdzam: tak, kochani moi – to moje 59te urodziny, kurde no 😀


Na zakończenie trochę prywaty: Oficjalna Uroczystość Urodzinowa odbędzie się 23go stycznia w Carycy, podczas imprezy

80s 90s Party

A na razie – dziękuję S. i Paulowi V. za doskonały wybór muzyki.


Dzięki dla Joasi Sierpińskiej – za sprawną i miłą pomoc w zorganizowaniu urodzinowego toastu 🙂
Dzięki dla wszystkich, którzy toast spełnili – włączając bezalkolowców, oczywiście :*
Za wszystkie chóralne „Sto lat” i rozmowy i przytulasy 🙂
Dzięki za życzenia, te na imprezie, smsowe, telefoniczne i fejsowe. I na serwisie VK – po rosyjsku i angielsku ❤
Chyba najmocniej wzruszyły mnie te, które świadczyły o tym, jak dobrze mnie znacie, jak uważnie czytacie notki blogowe i wywnętrzanie się na fejsie.
I generalnie pamiętacie świetnie, o czym rozmawiały(li)śmy, nawet, jeśli to było dawno 🙂
A Belit dziękuję bardzo specjalnie, za całokształt, i za najpiękniejsze wierszowane życzenia świata 😀

By fiutki które zobaczysz były długie jak szyny,
By zawsze Ci zazdrościły inne dziewczyny,
By zabawa nimi napawała radością,
Rób to zawsze z wielką namiętnością.
Bądź sobą, nie baw się w żadne role,
Bo taką Cię kocham jak ja pierdole.

Belit – jestem Twoja na wieki ❤
I obiecuję, rzecz jasna, życzenia wypełnić co do joty, tak mi dopomóż Szmatan 😉

PS.
I jak zwykle, prośba 🙂
Jeśli spodoba Ci się tu zamieszczone, a wykonane przeze mnie zdjęcie, tekst – albo jego fragment i chcesz je wykorzystać – na fejsie, swojej stronie, blogu itp, to dołącz plis link z adresem artykułu, z którego pochodzi, albo z adresem tego bloga. Natomiast wycinanie mojej sygnatury, dowolne kadrowanie/ciachanie zdjęcia spotka się z moim dożywotnim fochem i okrutną klątwą, a wcześniej złamie mi serce, poważnie….
Dzięki !!!!!