Tagi

,

Ech, R., mam wrażenie, że ilość słabo przemyślanych opinii, jakimi w emocjach zapełniasz ostatnio swoją fejsową tablicę – przekroczyła IMO zjadliwy poziom.
Łykałam te okołowyborcze, z trudem, ale łykałam – wczoraj jednak przepełniła się czara.
Nie wiem, o jakiej dokładnie pomocy Ukrainie napisałeś i tak naprawdę to nie miałam okazji rozważać kwestii, czy naszemu sąsiadowi cokolwiek się od Polski, jako kraju, „należy” czy „nie należy”, nie w tym rzecz.
Jeśli jednak – to użyłabym raczej słowa „powinniśmy”.
Wiem oczywiście, kim byli wymienieni przez Ciebie Bandera i Dirlewanger, choć muszę dodać, iż moje zdanie/wiedza na temat tego pierwszego są taka se… jasne – wiem o tych 100 tysiącach polskich ofiar, choć inaczej mówiono na ten temat u mnie w domu, innej „prawdy” uczyłam się w szkole, jeszcze inną odnajduję dziś w gazetach, w zasadzie – to można znaleźć w nich każdą, w zależności od grupy politycznej/narodowościowej, z którą jest związana.
Lecz niezależnie od tego – kim byli, co uczynili Polakom, kiedy i czyimi rękami – to nazywanie „skurwieniem” pomaganie krajowi w którym się „ich czci” – jest, delikatnie mówiąc – brednią, i to podłą.
Bo, przepraszam – kto czci?
Czy Ukraina ma to czczenie wpisane do konstytucji czy jak?
A nawet gdyby miała, załóżmy tak przez chwilę i podywagujmy teoretycznie – czy jej obywatelom nie należała by się nasza pomoc, mimo to?
Taka – jak człowiek człowiekowi, brat bratu?
To co piszesz brzmi dokładnie tak samo sensownie, jakbyś odmówił pomocy uchodźcom z faszystowskich Niemiec (polecam lekturę Remarqua „Łuk triumfalny”).
A przecież nikt nie mówi o wspieraniu czy popieraniu ugrupowań, nastawionych do Polaków/Polski agresywnie, że tak to ujmę, ale o możliwości azylu dla ludzi, zwykłych ludzi, Ukraińców, którzy cierpią represje w swoim kraju, którzy są zmuszeni do opuszczenia go.
Sama znam takie przypadki i sama brałam udział w organizowaniu im pomocy.
Gdyby przyjęli kasę – też bym dała, ale ich wysokie poczucie honoru nie zezwoliło na to.
Gdyby było trzeba – nadstawiłabym, jak piszesz, „za nich dupę przed Rosją”, oczywiście przed Putinowską Rosją, Rosją-agresorem, nie krajem w ogóle – bo zdecydowanie należałoby to rozróżnić (w tym, co piszesz roi się od uproszczeń i uogólnień.) Mam oczywiście nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby – ale w tym konflikcie moje stanowisko jest klarowne.
Myślę zresztą, że to „nadstawienie dupy za Ukrainę” leży też w interesie Polski, ze względów strategicznych i myślę, że wiesz, o czym mówię.
Uderza mnie jednak użycie przez Ciebie określenia „my” – czy raczej nadużycie…. bo od Ciebie/nas osobiście to chyba nikt tego nadstawiania dupy nie wymaga, prawda?
Ale brzmi ładnie, mocno, zapewne o to Ci chodziło.
A jeśli to „my” miało znaczyć „my, Polacy” – to jako osoba, zaliczająca się do tej grupy muszę zaprotestować – nikt mi w twarz nie pluje, jak twierdzisz, a na pewno nie ten, komu byłabym skłonna pomóc.
Rozumiesz?
Ja rozróżniam i oddzielam wrzaski ekstremy, oszołomskie hasła i żądania jakichś-tam grup, które zawsze się znajdą i tylko czekają, żeby się z tymi hasłami i wrzaskami przed kamery dopchać – od rzeczywistych działań, poglądów i potrzeb szarych, skrzywdzonych ludzi.
A żeby wyjaśnić ostatecznie – na naszej wschodniej granicy i w okolicach często źle się działo, że tak to ujmę eufemistycznie.
I to na przestrzeni dziesiątków lat, albo i setek.
I żadna ze stron nie jest bez winy.
Po akcji z jednej strony – następował odwet z drugiej, i tak bez końca.
Ale – oczywiście, była „rzeź wołyńska”, po polskiej stronie zginęło mnóstwo bezbronnych i niewinnych ludzi, rodzin, kobiet i dzieci. Jasne.
Podobno i Twoich krewnych.
Moich także.
Więc jeśli chcesz – możemy liczyć ofiary po każdej ze stron, zmierzyć i zważyć ogrom nieszczęść, dramatów i tragedii, jasne. Nawet możemy się zdobyć na próbę porównania – ilościowa i jakościową.
Ale przecież mówiąc o pomocy Ukrainie nie mówimy o pomocy sprawcom tych nieszczęść – prawda?
Nie sądzisz też chyba, że ktoś na Ukrainie „czci” faktycznych ówczesnych morderców Polaków i napawa się dramatem z początku lat 40tych zeszłego wieku – raczej traktuje go jako tragiczny i wstydliwy epizod podczas próby wybijania się Ukrainy na niepodległość, epizod potworny, nieludzki, bezsensowny.
Jeśli więc ktoś na Ukrainie widzi w Banderze bohatera narodowego – z pewnością próbuje skupić się na jego dążeniach niepodległościowych a stara się umniejszyć jego odpowiedzialność za powyższe zbrodnie. Gdzie przebiega granica między jednym a drugim, między faktami a zafałszowaniami, jak było rzeczywiście – nie mam pojęcia, o to do dziś spierają się i polscy i ukraińscy historycy.
I naprawdę nie o to chodzi.
Chodzi o to, że znam, i to blisko, sporo Ukraińców – z Charkowa, Kijowa, Ługańska, Lwowa. Bardzo sobie cenię te znajomości i tych ludzi, rozumiem ich dążenia i to, że chcą żyć w wolnym kraju.
Szanuję i podziwiam ich gotowość do obrony tych marzeń z bronią w ręce.
Gdyby którykolwiek z nich stanął w moich drzwiach prosząc o pomoc – to zaproszę go do domu i zapytam raczej, czy nie jest głodny, a nie – co sądzi o Banderze.
R., jesteś dorosły i powinieneś ponosić konsekwencje swoich działań i wypowiadanych opinii.
A ja – powiem to wprost – nie chcę mieć wśród znajomych na fejsie osoby, która w swoim statusie napisała „Śmierć Ukrainie!!!” i tę całą resztę na temat godnej naśladowania polityki Stalina z Wielkim Głodem na czele i o rozszarpywaniu czy starciu na proch.
Tak że wiesz.