Tagi

Przyznaję szczerze i bez bicia, że twórczości szczecińskiego Quo Vadis nie znam zbyt dobrze.
Co prawda moje ulubione Radio HMA zapuszcza ich kawałki dość często (nazwa kapeli pojawia się nawet w radiowym jinglu), patronuje ich poczynaniom, promuje płyty i koncerty, szczególnie, gdy rok temu obchodzili 25lecie działalności.
Nie zmienia to jednak faktu, że death/trash/progresiv, wykonywany przez Quo Vadis to jednak nie jest mój ukochany typ brzmień, łapiący za serce, czy zwalający z nóg.
Do tej pory nie przekonał mnie ani sposób budowania melodii czy harmonia, ani, tym bardziej – aranż.
Nie wzbudził mojego zachwytu wokal w żadnym ze swoich odcieni – ani gdy Tomasz „SKAYA” Skuza śpiewa czystym, pełnym głosem, ani gdy krzyczy chrapliwie, ani gdy szepce.
No nie. Jakoś – nie.
Aż tu nagle i niespodziewanie (matko, ileż niezwykłych odkryć i fajnych zwrotów akcji w moim życiu zaczyna się od tych przysłówków), zupełnie przypadkowo i w ramach dygresji, Pewna Bardzo Sympatyczna Osoba pyta mnie, czy słyszałam najbardziej depresyjny numer w historii Polskiej muzyki? No i odpal na you tube Quo Vadis – „Fenix”.
Znacie mnie – rekomendacja tego rodzaju po prostu MUSIAŁA mnie zachęcić 🙂
Odpaliłam więc i… i oszalałam dla tego kawałka.

Historia tego utworu jest niezwykła i – jak pisze Skaya na stronie www grupy – naprawdę długa.
Sięga czasów, gdy wraz z Marcinem „BALOO” Balem grali w doom-gothyckim ATHANORZE.
Maksimum efektu uzyskano przy użyciu minimalistycznego, ascetycznego aranżu: fortepian plus wokal, w końcówce trochę elektroniki… ostatnie uderzenia serca i ten przejmujący dźwięk, gasnący sygnał życia.
Tylko tyle – ale w 100% wystarczająco.
Chciałam napisać o doskonale wykorzystanej pierwszoplanowej roli fortepianu, o cudownej harmonii dźwięków, jaką buduje… chciałam napisać o swobodzie, z jaką Skaya, luźnym splotem wielogłosu, tworzy urzekające wariacje wokół prościutkiej linii melodycznej, opartej praktycznie na 3, no może 4 akordach … o mistrzowskiej roli pauz, konstruujących napięcie i wzruszenie…. o sile, jaką posiada ta skromna konstrukcja, ale szloch dławi mnie tak mocno, że coraz mi trudniej pisać coś mądrego – posłużę się więc wklejką:

ALBUM: BABEL (2007)
Muzyka: M. Bal
Słowa: T. Skaya

Mój płomień jak świeca dopala się
Na drugą stronę snu przeprawiam się
Cofa się film ostatni widzę już kadr
Zapadam się

Gdy serce me zgaśnie przestanie bić
Gdy wieko zatrzasną jak stare drzwi
Gdy ciało już ostygnie mi
Wtedy je podpal

Unoszę się lekko jak powiew mgły
Na twarzach mych bliskich widzę łzy
A ciało już ostygło mi
Więc teraz je podpal

A prochy rozsypiesz w ogrodzie swym
Tam róże zakwitną i przypomną Ci
A nocą ja jak Feniks pojawię się
Z popiołu powstanę

Mój płomień jak świeca dopalił się
Na drugą stronę snu przeprawiłem się
Cofnął się film ostatni minął już kadr
Zamykam oczy

Nie ma ani słowa o Bogu, nawet jakiegoś pośredniego czy dalekiego odniesienia – ale ja i tak czuję jego obecność.
Skaya bardzo sugestywnie opisał ten szczególny moment, przy pomocy prostych słów skonstruował niesamowitą, uduchowioną atmosferę.
I nie wiem, może się mylę, może to, co czuję, ten obraz, jaki słowa wraz z warstwą muzyczną konstruują w moim umyśle i sercu – to nadinterpretacja.
Może chodzi wyłącznie o śmierć i o pamięć o tym, kto odszedł.
O prochy rozsypane w ogrodzie i o wspomnienie, jakie budzić będzie róża, wyrosła w tym miejscu.
Za każdym razem, kiedy na nią popatrzysz – wspomnienie ożyje, zmarły powróci – jak Feniks.
Ale może to coś więcej.
Nie potrafię tego nazwać, nawet nie próbuję, ale czuję dotknięcie Tajemnicy.
Nie umiem i nie chcę stawiać mu oporu.
Poddaję się więc – i pozwalam płynąć łzom.

Dziękuję, Ad.

https://www.youtube.com/watch?v=uIETblquTGg&list=PLEEB98F8545FFE51A link do całego albumu na YT
http://www.quovadis.metal.pl/