Tagi

Gdzieś w sierpniu mój ex, który lata temu podpisywał umowę z Tauronem o dostawę prądu na oba mieszkania, jego i moje (mieszka przez ścianę) napomknął mi przy okazji, że jest jakaś promocja, że zadzwonili i namówili go na jakąś korzystniejszą ofertę opłat.
Ucieszyłam się, bo moje rachunki za prąd są skurwysyńsko wysokie, ogrzewam za jego pomocą mieszkanie w miesiącach chłodnych i wodę cały rok.
Jasne, oszczędzam – żadnych kąpieli, jedynie szybki prysznic, wodę podgrzewam bezpośrednio przed nim i do temperatury ledwie wystarczającej… chłód w mieszkaniu lubię ale moi uczniowie zimą zakładają dodatkowe swetry. Dodajmy jeszcze, że mam tzw nocną taryfę, gdzie stawka za zużycie energii jest niemal o połowę niższa, wtedy automatycznie włącza mi się bojler i piece zimą, nawet pranie robię w tych „tańszych” godzinach. Poza tym po wyprowadzce Mojego Dziecka prowizorycznie izoluję całe pięterko, zanim nadejdą chłody i nie ogrzewam w ogóle, tak więc zdecydowanie niższe rachunki za prąd w ciągu ostatniego roku (czy więcej) niespecjalnie mnie dziwiły, co nie zmienia faktu, że i tak wynosiły przeciętnie ok. 300 w miesiącach letnich i jakieś 600 w zimowych.
No i wczoraj znajduję wśród poczty wielką pakę z papierami, żaden tam polecony – gdyby nie pani M. która zwróciła uwagę na wypchaną po brzegi skrzynkę, i to od kilku dni – to pewnie listu nie odebrałabym na czas.
Czemu na czas – zaraz się wyjaśni.
Zanoszę do ex, otwieramy, czytamy – i tak zaczął się właśnie najbardziej zjebany wtorek mojego życia.
Raz – że papierów w tym kopercisku było tyle, że cholerę nie mogliśmy się połapać – co z czym i do czego.
Wszystko bez tytułów, oczywiście – więc znalezienie blankietu tej nowej umowy stanowiło wyzwanie.
Ha ha, jaki blankiet – to jakaś kurwa książka, z całą inżyniersko-fizyczną teorią, z mnóstwem tabelek i wzorów zawierającymi przyrost jednej wielkości do przyrostu drugiej, no po prostu ilorazy różnicowe, szeregi liczbowe, tangensy kąta fi, jeszcze pomnożyć, dodać i spotęgować, z tego pierwiastek i fchuj przeróżnych działań i indeksów.


Jak się okazało – większość tych matematyczno-fizyczno-elektrycznych info to dla lansu i zmylenia przeciwnika jedynie, natomiast odszukać rzetelny i czytelny zapis, na czym polega różnica, gdzie ta stawka promocyjna – a to nie, tego widać nie było wcale.
Oszczędzę Wam opisu naszych długich kwadransów kurwowania, przewracania kartkami tej sterty, przeglądania druków i arkuszy, formatu A4 – luzem, część podwójna, cześć poskładana w harmonijkę, dla zabawy chyba.

Dobra, gdzieś po godzinie – jest.
Literkami jak maczek, w jakiejś tabelce, jednej z parunastu tak na oko – ale jest.
I to jest dopiero początek akcji.
Bo raz, że dla zmylenia przeciwnika, dla utrudnienia połapania się i ogarnięcia zmian – taryfa nocna jest teraz nazywana strefą 2 a dzienna – strefą 1.
Matko, ileśmy stracili czasu i nerwów, żeby w ogóle wymyślić, że wprowadzono nowe nazwy i co one oznaczają – w tym galimatiasie wzorów, punktów, zestawień i rubryk.

A dwa – po tym mistrzowskim ogarnięciu sprawy patrzymy i oczom nie wierzymy, bo stoi tam wyraźnie, że stawka za kWh w taryfie dziennej zmniejszy się, taaaaa, jasne, że zmniejszy… zmaleje z 0,3156 zeta na 0,2916 , czyli o 7,6% za każdy kWh)…… no różnica jak chuj.
Ale za to, dla równowagi chyba, cena za taryfę nocną podnosi się, podskakuje o 1/4 czyli o 25% – bo z 0,16 na 0,20 zł w przybliżeniu za każdy kWh.

tu rozliczenie wcześniejsze



a tu – w tej nowej, super-ofercie promocyjnej
Zwróćcie uwagę na czytelność informacji, o zestawieniu i porównaniu stawek oczywiście nie ma co marzyć, musisz zagryźć zęby i przebić się przez cały ten arkuszowy burdel.
Najważniejsze jednak, że trzeba wziąć pod uwagę, iż kilowaty nabija przede wszystkim właśnie ta nocna taryfa, nawet w miesiącach letnich ilość kWh w nocnej potrafi być 5 razy większa niż w dziennej taryfie, a zimą, kiedy do bojlera dołączają piece akumulacyjne i żrą prąd jak opętane – to już w ogóle, pogorszenie się warunków umowy jest więc w stanie zobaczyć każdy, kto ogarnia ułamki.
Ale oferta nazywa się promocyjną, dla zmylenia przeciwnika.
I to nie wszystko. Tę zasraną „promocyjną” umowę podpisujesz na 3 lata.
Jak nie doczytasz, nie poświęcisz godziny na przegrzebanie przysłanych papierów i porównanie stawek (oczywiście takiego zestawienia w górze druków niet, musisz sięgnąć do własnych, wcześniejszych rachunków) to dupa zbita. Bo umowa, po tej wielce ogólnikowej rozmowie telefonicznej mojego ex, zawierana jest jednostronnie, przysyłają i obowiązuje, chyba że odnajdziesz w tej pieprzonej stercie papierzysk jeden malutki karteluszek z „odstąpieniem od umowy”, wypełnisz i odeślesz albo zaniesiesz osobiście do siedziby firmy Tauron.
Masz na to 10 dni od jej otrzymania.
I tu się zaczynają schody pierwszego rodzaju – bo to był zwykły list wciśnięty do skrzynki, nie przesyłka polecona, żadnej daty odbioru czy coś.
Jak udokumentować, jak udowodnić, że termin jeszcze nie minął?
Ale to nie wszystko, kurwa, nie wszystko.
Bo koperta zawierała stertę rachunków, one rzuciły się nam w oczy od razu i to one zjebały nam wtorkowy humor totalnie.
I to od nich powinnam zacząć – ale chciałam stopniować napięcie 😉
Te rachunki mnie po prostu zabiły.
Po czerwcowym odczycie licznika moje płatności miały, o ile pamiętam, wyglądać następująco: ze względu na sporą nadpłatę (z poprzedniego okresu) w lipcu i sierpniu – zero, we wrześniu – 87 zeta , w październiku i listopadzie – po 281. A tu, ni z tego, ni z owego, w kopercie z tymi papierzyskami tyczącymi nowej umowy nowe rachunki, kilka kartek a na nich fchuj tabelek.
I kurwa oczom nie wierzę, bo w jednej powtórzona ta kalkulacja na jesień, ale pod spodem te kwoty do zapłaty – „wyminusowane”.
I są nowe rachunki na następne 3 miechy, z tym – że na wrzesień aż 2.
Powiedzieć, że kwoty są na nich wyższe – to nic nie powiedzieć.
Bo jednym – do zapłaty prawie 5 stówek, na drugim po równo na wrzesień, październik i listopad – po 311 zeta.
I to na już, bo do 10tego września, czyli do dziś – do zapłacenia w sumie prawie 800 (to 480+311).
Zero wyjaśnień.
No i główkujemy z ex (bo w jego rachunkach podobne zmiany) – ococho?
Może coś pomyliliśmy i zapomnieliśmy o opłatach ze energię elektryczną? Może mamy niedopłatę i te kwoty z kosmosu to jakieś wyrównanie?
Ja dzwonię do Mojego Dziecka, bo to on przechowuje i płaci rachunki za prąd, taki mamy układ.
Moje Dziecko z dziewczyną za 2 dni wyjeżdża do Gruzji, na 2 tygodnie, oboje są u szczytu przygotowań i pakowania, ale spoko, szuka rachunków – nie ma. W ustawieniach opłat bankowych – też. Teraz mój syn telefonuje do dziewczyny, która jest w domu, i ona szuka – i nie ma, żadnego śladu rachunków za prąd, moje kochane dziecko jest mistrzem gubienia „papierków”.
No i do osób denerwujących się dołączają 2 kolejne – mój syn i jego dziewczyna. Ja co prawda pocieszam, że dam sobie uciąć głowę za wysokość tych kwot, a na pewno za to, że w lipcu i sierpniu – zero. Poza tym – jeśli to my zalegamy z opłatą – to jak wytłumaczyć tę zwiększoną kwotę u mojego ex?
Moje kochane dziecko przypomina sobie, że podobno grasują jacyś oszuści, podający się za pracowników Tauronu i każe nam sprawdzić pieczątki na kopertach i inne dane…
Nie no, wszystko się zgadza, pieczątki, numery konta i inne takie.
Dobra więc – mamy kolejny pomysł, może zwiększone tak mocno opłaty wynikają z tej nowej umowy? Jasne, jest chujowa, promocji w niej nie ma żadnej, poza tą w nazwie – ale żeby tak podniosła wysokość rachunków?
Dobra – decydujemy się dzwonić na infolinię.
I zaczyna się kolejny akt dramatu.
Dodzwaniamy się po jakichś 3 kwadransach, odbiera babeczka.
Tu żałuję, że tego nie nagrywaliśmy. Rozmowa zajęła ponad 2 godziny.Wypełniały ją w dużej mierze oczekiwania mojego ex na babkę, która się konsultowała.
Zaczęło się miło, grzecznie i profesjonalnie – mój ex przedstawiał problem skupiając się na pytaniu: proszę mi wyjaśnić, na czym polega promocja, gdzie te korzyści.
-no przecież ma pan umowę, wszystko tam jest…..
No i mąż klaruje lasce, jakie zmiany znalazł, na którym miejscu po przecinku i pyta, czy to jedyna zmiana, czy może nie doczytał czegoś…
(przerwa na konsultacje)
– ale przecież jest korzyść, ta cena za prąd dzienny jest mniejsza…..
Tu następuje wykład mojego ex na temat porównywania ułamków.
(pani się konsultuje)
– ale ta stawka zwiększona to przecież tylko w nocy….
Tu następuje wykład mojego ex o taryfie nocnej, kiedy i jak działa, i co wtedy bywa włączone, i w związku z tym – na temat mnożenia ułamków przez liczbę większą lub mniejszą i porównywania wyników….
(pani się konsultuje i zachęca do dokładnego zapoznania się z tą nową umową, bo naprawdę jest korzystna)
Widzę, bo znamy się 40 lat, jak mojemu ex podnosi się trochę ciśnienie.
-Jak może być korzystna, jeśli otrzymaliśmy nowe rachunki ze znacznie zwiększonymi opłatami? Czy może to pani jakoś wyjaśnić?
(pani konsultuje się naprawdę długo)
Kiedy wraca – następuje dłuższy, niezwykle bezładny fragment rozmowy, nie słyszę, co mówi pani, jej słowotok usiłuje przerwać mój ex, prosząc, by go dopuściła do słowa i żeby nie podnosiła głosu.
Żeby była uprzejma udzielić mu wyjaśnień, że jak to…. (zupełnie nie rozumiem, o co chodzi)… padają słowa „korekta prognozy” i mój ex strasznie się denerwuje dopytując, jak to możliwe i skąd taka zmiana. Skąd takie kwoty. Jak je zapłacić, czy nie ma odwołania i czy można rozłożyć na raty.
Kiedy pani konsultuje się po raz kolejny – mój ex rzuca mi w pośpiechu: poszukaj w tych tabelkach nagłówka „korekta prognozy”… oni się pomylili w kalkulacjach zużycia prądu, skalkulowali za mało i teraz mamy to wyrównać…
Pani po konsultacjach znowu pojawia się na linii, mój ex ustala z nią, w jaki sposób dopełnić formalności odstąpienia od tej gównianej promocji, ja szukam w niezliczonych tabelkach tej korekty… szukam, szukam, szukam – w końcu znajduję.
Na jednym z rachunków, tam gdzie te poprzednie kwoty „wyminusowano”, w jednej z mnóstwa tabelek jedna z kolumn nosi nazwę „nr korekty prognozy”, czyli pozwala się domyślać, iż taka korekta nastąpiła. Oczywiście – ani słowa o jej przyczynach.

Kolejny telefon od mojego syna, jemu też Tauron zjebał popołudnie, więc relacjonuję przebieg wydarzeń na gorąco.
Tłumaczę – że są 2 sprawy, przysłane w 1 kopercie bez słowa wyjaśnienia – ale osobne i niezależne.
Jedna – to jakaś kosmiczna pomyłka Tauronu w kalkulacjach opłat i konieczność wyrównania. Więc niech się bidok nie martwi – nawet, jak zgubił gdzieś ten rachunek, to i tak już nieważne, do zapłacenia będą inne kwoty, wyższe niestety.
Dwa – to ta chujowa „promocja”, od której raczej odstąpimy.
Tu moje dziecko, że mu się przypomło, że ma kumpla, który pracuje w Tauronie, że do niego zadzwoni i wypyta o tę „super-ofertę”.
W międzyczasie mój eks kończy rozmowę z infolinią, kiedy odkłada telefon wygląda tak, że proponuję mu wodę albo piwo albo coś.
Jeszcze dyskutujemy, bo on namawia mnie na przeniesienie części tych jesiennych kwot na na nowy rok, podobno jest taka opcja – jednak za wrzesień muszę zapłacić od razu.
Ja oponuję, wolę nie powiększać opłat „zimowych”, już z natury wyższych – bo ich wysokość mogłaby wtedy przekroczyć moje możliwości finansowe, IMO lepiej rozłożyć to jakoś równomiernie.
Dobra, czas na podsumowania – jest wieczór, pół dnia spędziłam z Tauronem, plany na jedyny wolny dzień w tygodniu poszły się jebać a mój stan konta właśnie zmniejszył się o 8 stówek.
Bo Tauron się pomylił, źle skalkulował prognozowane zużycie prądu, podobno.
Wracam do mieszkania i z wściekłości biorę się za sprzątanie, czyli wiecie – odkurzacz, mop, ścierki i wybłyszczone kafelki łazienkowe.
Od razu zaczyna napieprzać mi kręgosłup – ale ból przynajmniej odwraca moją uwagę od rachunków za prąd i tej pieprzonej super-promocji.

Dziś dostaję info od mojego dziecka – jego kumpel potwierdza, że ta promocja to syf i żeby odstąpić.
Ex zanosi świstek o odstąpieniu od umowy, gdzie trza, na wszelki wypadek wszystko kseruje. A ja z ciekawości wpisuję w wyszukiwarkę „korekta prognozy Tauron” i powoli zaczynam rozumieć.
To, co się zdarzyło – to nie jest wcale jakaś wyjątkowa sytuacja, przytrafia się często innym osobom i innym spółkom, to wręcz popularna praktyka.
Prognozy z sufitu, zaniżone skutkują gigant wyrównaniami, masakrującymi klienta…. a analiza zawyżonych już w 1 linku:

http://supermarket.blox.pl/2011/12/Sprawdz-czy-nie-finansujesz-swojej-elektrowni.html
http://forumprawne.org/prawo-cywilne/435206-tauron-promocja-gwaramtowana-cena.html
http://forum.gazeta.pl/forum/w,65,131861755,131861755,Tauron_nie_lubi_sie_tlumaczyc.html?wv.x=1
http://www.grupy.senior.pl/dostawca-energii-inny-niz-Tauron-z-sensowna-obsluga-przez-www,t,385947,8.html

A jak czytam o przypadkach, gdzie „korekta prognozy” wynosiła kilka tysięcy – to ten wczorajszy wtorek zaczyna mi się wręcz podobać.