Tagi

Część zdjęć zrobiłam przed wycinką drzew, przed zrównaniem z ziemią krzaczorów i krzaczków, trawy, kwiatów i zarośli.
Kiedy przez dziki ogród przeszła „porządkowa” zawierucha – zielony gąszcz ostał się tylko na jego obrzeżu i te żałosne niedobitki sfociłam, starając się pokazać je tak, jakby były częścią większej całości, jakby zaraz obok nie ziała pustka wyrw i zeschłego ścierniska, naznaczona gdzieniegdzie jeszcze świeżymi ranami pniaków.


Tej pięknej jabłoni już nie ma…. wszystkie jabłonki i grusze, ciężkie od niezebranych owoców, padły pod uderzeniami siekier, zginęły wśród jazgotu pił mechanicznych…. ale spójrzcie na te krzewy, drzewa i chaszcze, które chwilowo uniknęły ich losu…

za tą cienką warstwą naturalnego ogrodzenia rozciąga się obszar jak po katastrofie: zryta ziemia, połamany i wdeptany w te bruzdy maliniak, umierające resztki krzewów pozbawionych korzeni i uschniętych drobnych roślinek…





jednak wciąż spacerują tam okoliczni mieszkańcy z psami, czasem biegają dzieci…

jak co roku owocuje czarny bez i czeremcha, nie wiedząc, że następnego razu nie będzie….


i jak co roku szaleje nawłoć …..




kolorowy i gęsty kwiatowy dywan….





są miejsca, gdzie ściana dzikiego wina wciąż strzeże wejścia….

a od strony nieba rozłożyste korony kilku jeszcze pozostawionych drzew….

czuwają nawet nocą…..


ale nikt nie wie, co dzieje się w mroku…