Tagi

Na tej imprezie miało mnie nie być.
Jak wiecie, jestem kobietą z zasadami, a jedna z nich mówi, że jedna impreza na tydzień to w sam raz, zupełnie.
Jeśli wybieram się gdzieś w sobotę, to oznacza – że w piątek siedzę grzecznie w domu, więc na ostatni piątek zaplanowałam odkurzanie, taniec z mopem i inne takie 😉
Ale, jak widać – planowanie planowaniem, a życie życiem, czasem wystarczy jedna wiadomość na fejsie (dzięki, BB🙂 że jest akcja i wypada wziąć w niej udział…
No i wzięłam udział 🙂 I, oczywiście, to była świetna decyzja 🙂


impreza powolutku się rozkręca…



niektórzy sączą piwo, rozglądając się rozpoznawczo i ustalając plan działań….



…. żeby po badawczym oblookaniu przystolikowych sąsiadów….



…przypieczętować świeżo upieczoną przyjaźń piwnym stuknięciem. (to w plastiku to je moje 😉 )



a na parkiecie chłopaki przeżywają….



… i dziewczyny także się dały porwać….



a chłopaki jeszcze bardziej – widzicie ten wyskok? widzicie tych dwóch w powietrzu ?



no to dziewczyny nie pozostają dłużne…



powiewają rude loki i rdzawa spódnica…



coraz mocniej i mocniej….



akcja przenosi się poza dansflor….



emocje sięgają baru…



następuje męsko-damskie zbratanie parkietowe….



muzyka, światła, Kornik na didżejce i parkietowa taneczna więź….



i nie tylko parkietowa….



z lewej – szał zmysłów i ekscytacji… po prawej grupowa kontemplacja.



urzeczenie, trans i ekstaza….



światła i ogień egzaltacji…



nie po oczach tym fleszem, nie po oczach 😉



a nimfa na dansflorze, tańczy 🙂



A. na kanapie, wypoczywa 🙂



a my chętnie uśmiechniemy się do aparatu 🙂 dzięki 🙂



a ja pokażę, jak się zajebiście bawię 🙂



i nie mam lęku wysokości !!!



wdzięk i uroda razy dwa 🙂



i kolejny facet w locie… i blond fryzura także 🙂


Co jeszcze?
Lemur gubił i znajdował „sunglasy, takie rowerowe, z decathlonu…”, tak parę razy pod rząd 🙂
Pewien Nieznajomy zaczepił mnie pytaniem, czy mam coś do wciągnięcia….
JA.
Do wciągnięcia 😀
Więc najpierw umarłam ze śmiechu, potem zapytałam, czy antyastmatyczne Miflonide pasi – ale nie pasiło. Mimo to zagadywanie mnie w temacie prochów powtórzyło się jeszcze kilka razy – ku mojej dzikiej radości, bo kto jak kto, ale ja to na dilera nie wyglądam raczej, chyba że ostatnio lepiej się maskują 😀
Wywiad środowiskowy doniósł mi później, iż Pan kontynuował ów abstrakcyjny sondaż wśród reszty zgromadzonych i tak przestałam się czuć wyróżniona, ech …

Późną piątkową nocą miało miejsce jeszcze jedno wydarzenie, którego śladu nie ma na fotach, ale muszę Wam o nim opowiedzieć, ponieważ ma dla mnie spore znaczenie.
Otóż – siedzę ja sobie przed Carycą na ławeczce, znajomi ćmią pety, ja się chłodzę piwem i słyszę wypowiadane tuż obok moje imię i nazwisko, z „pani” na początku, tonem pytającym.
No to odwracam się i potwierdzam, że tak, ja to ja – i widzę chłopaka i rozpoznaję, jasne, że rozpoznaję – ale jestem w szoku i zmieszaniu tak wielkim, że mnie zatyka i czekam na jego ruch… a on podaje swoje imię, wiedziałam, że K. i dodaje, że przychodził do mnie na zajęcia i że „rozstaliśmy się w takich niefajnych okolicznościach” – i zakłopotanie mija jak ręką odjął i mówimy jeden przez drugiego, przerzucając się wyjaśnieniami.
Bo pamiętam oczywiście te okoliczności, to one były powodem mojej konsternacji i wielokrotnie wracałam do nich myślami przez ostatnie 6 lat, od czasu, kiedy się to wydarzyło.
Zajęcia z K. wypadły w niezwykle burzliwym okresie mojego życia. I zdarzyło się raz, że przyszedł na lekcje dokładnie w dzień huraganu, kiedy mój kontakt z rzeczywistością był, delikatnie mówiąc, ograniczony … gdzieś po kwadransie, kiedy dotarło do mnie, że nie słyszę, co chłopak do mnie mówi, w głowie mam pustkę i problem z wykonaniem działań na ułamkach w postaci dziesiętnej – w jednym zdaniu wytłumaczyłam, co się stało i że sory, ale lepiej, żeby wrócił do domu, bo dziś to niczego się nie nauczymy.
I tu K. wykazał się niesamowitą dojrzałością i powagą, zawsze będę o tym pamiętać, zapewnił, że doskonale rozumie i jestem pewna, że tak było rzeczywiście.
Przy następnej okazji podziękowałam mu za to, oględnie wyjaśniłam, że jest już ze mną lepiej i że korki będą odbywać się bez przeszkód.
Jednak, nieświadomie, mijałam się z prawdą, w środku mnie wciąż huczała burza emocji i próbowałam ją uspokoić na wszelkie możliwe sposoby. Teraz, z dystansu tych 6lat, jestem to w stanie dostrzec.
Starałam się więc jak najwięcej wychodzić, nie siedzieć samotnie w domu, byłam na wszystkich chyba możliwych koncertach i imprezach w klimacie, latałam do kina, na wernisaże …i wszystko super, jednak w takiej ilości i natężeniu nieco mi to dezorganizowało życie, przykładanie się do obowiązków, a więc pracy i korepetycji – także.
Zwieńczeniem tego procesu było wydarzenie, w którym pierwszy i jedyny raz w życiu chyba zachowałam się nieprofesjonalnie, a K. był na tyle inteligentny i śmiały – że mi to wytknął.
Grzecznie i elegancko – ale wytknął.
A ja, durna, potraktowałam go jak smarkacza, z góry, i walnęłam focha, na zasadzie – jak się nie podoba to do widzenia.
Bardzo się tego wstydzę, minęło 6 lat a mnie wciąż jest z tego powodu głupio.
A głupio tym bardziej, że kto jak kto – ale K. zasługiwał na moją uczciwą reakcję, na podejście pełne szacunku. A poczęstowałam go czymś kompletnie innym.
Trudno więc się dziwić, że K. więcej się u mnie nie pokazał.
Ale mnie wciąż to gnębiło – facet zachował się wobec mnie na poziomie a ja…. ech.
Trudno więc się dziwić, że tak bardzo uradowało mnie wczorajsze spotkanie, to – że K. sam podszedł i że nie ma pretensji, że w ogóle „to było dawno i nieważne” .
Obok czekała cierpliwie jego towarzyszka, więc nasze wzajemne przeprosiny i wyjaśnienia odbywały się nieco skrótowo i chaotycznie, ale obiecaliśmy sobie, że wrócimy do tego, na spokojnie, przy innej okazji. I pogadaliśmy już na luzie – o urokach Carycy, muzyki i w ogóle 🙂
K. – jeśli to czytasz – gorące i serdeczne pozdro.
I przepraszam – powiem to jeszcze raz i wyraźnie.

Na zakończenie, gdzieś tak koło czwartej rano, chyba, wyściskałam wszystkich pożegnawczo…. ze szczególnym nieśmiałym zachwytem podeszłam do Pewnego Nieznajomego, ale nie tego od prochów, o nie – ten kurwa był cudny jak z obrazka, długowłosy brunet jak z kapeli metalowej – z tymi czarnymi lokami do pasa przypominał Vidala z Therion albo może Holopainena – tylko jeszcze śliczniejszy, i młodszy, oczywiście – młodszy 🙂
Podczas imprezy non stop zahaczałam o niego wzrokiem, całkiem przypadkowo, rzecz jasna, teraz zebrałam się na odwagę i podeszłam się pożegnać.
Bez zdziwienia wyciągnął łapy w moja stronę, a kiedy wydukałam „rany, muszę ci to powiedzieć, jesteś tak śliczny, że aż dech zapiera” albo coś równie kompromitującego – to po prostu wyściskał mnie po misiowemu – ale tak ciepło i serdecznie, i długo i w ogóle 🙂

Dlatego gorąco przepraszam, że zawiodłam jako fotograf, zjebałam kilka fantastycznych ujęć – ale jak widać sporo było spraw i osób, które rozproszyły skutecznie moją koncentrację 🙂
Jest szansa, że się poprawię 😉

EDIT.

Zapomniałam !!!!
1.Caryca w piątek pogrążona była w gotyckich ciemnościach – przydział prądu, transfer elektryki czy jak kto tam chce, wymuszał wybór: albo didżejka, albo wentylator i światło w kibelku.
Didżejka pracowała więc pełną parą – wentylator stał jak… znaczy – wisiał smętnie…. no dobra – nie działał, może tak.
A w kibelku królowały świece – pewnie dlatego kolejka do siusiania i innych czynności była chyba dłuższa niż zwykle 😉
2. Kilka tekstów wieczoru – Łukasz, zdaje się, do kolegi, z którym zdążył się już przywitać: „My się już macaliśmy”
Scarlett opowiada mrożącą krew w żyłach historię o komórce, która wpadła do kibelka „ale on na nią nie szczał”
3. I rękę Scarlett zostały uczynione poniższe foty – wrodzona skromność nie pozwala mi ich szerzej skomentować, możecie zrobić to własnoustnie 😉

rozmawiamy sobie 😉



i nie jest prawdą, że Lemur zagląda mi w dekolt…



za bardzo się śmiałam, żeby buzi wyglądało na jakieś bardziej konkretne 😉



ja robię dziubek, Lemur … dobra, zostawmy to 😉

Gorące dzięki dla baru za karteczkę i długopis, następnym razem zaopatrzę się w notesik, coby mi nic nie umkło 😉
Dopiero teraz doczytałam, z czego Najmilszy Pan Barman oderwał tę niezbędną mi fiszkę, tym większe dzięki 😀
PS. Karteczkę zachowam na pamiątkę 😉 😉 😉

PS.PS.
I ponawiam prośbę 🙂
Jeśli spodoba Ci się tu zamieszczone, a wykonane przeze mnie zdjęcie, tekst, czy jego fragment i chcesz je wykorzystać – na fejsie, swojej stronie, blogu itp, to dołącz plis link z adresem artykułu, z którego pochodzi, albo z adresem tego bloga.
Dzięki !!!!!

https://www.facebook.com/events/686042448129735/?ref=22