Tagi

Ostatnia edycja DANSE MACABRE † GOTHIC PARTY † odbyła się 12 kwietnia, i zgodnie z zapowiedziami na FB, z racji daty, „poświęcono trochę czasu Type o Negative, ale nie obyło się też bez misz-maszu klasycznego gitarowego grania, zimnofalowych doznań jak i psychobilly”.

Owe smakowite dania serwowali:

Paul Vunurt
Kchild
Till
i S.

I z wielką radością donoszę, że nowe twarze na liście didżejskiej wniosły świeży oddech w imprezowe brzmienia.
Moją osobistą opinię potwierdzają rozmowy z innymi uczestnikami eventu – jak również ich wpisy na tablicy, już te niedzielne, na gorąco – tuż po zwleczeniu się łóżek i na słaniających się nogach.
Mnie prócz tego słaniania dolega teraz mnóstwo innych dolegliwości, jak choćby taka pod tytułem „nie mogę ruszać rękami, nie mogę ruszać nogami, w ogóle nie mogę się ruszać, wszystko mnie boli, ratunku!!!” 😀 Najgorszy jest chyba ból karku i ramion, pierwsze po machaniu włosami, drugie po uprawianiu parkietowego tańca synchronicznego w rodzaju „Jezioro łabędzie” – ale takie elektroniczne, nie Czajkowskiego 😉
Bo chyba nigdy w życiu nie wygłupiałam się tak na parkiecie – to chyba pod wpływem popularnego ostatnio rosyjskiego filmiku „26 rodzajów tańca”, a dokładniej podczas próby udowodnienia – że jest znacznie więcej. Ale to wina Deitha – który mnie podpuszczał i zachęcająco prowokował, i mojego dzikiego humoru – stan taki od lat w moich kręgach bywa nazywany „przycipem nocnym” i jak sama nazwa wskazuje pojawia się on niezależnie od pory dnia, zależy raczej od stopnia zmęczenia i umysłowego wyeksploatowania… czasem wystarczy jedynie pojawienie się jakiejś konkretnej osoby w promieniu kilku metrów – a już następuje wybuch, przycip eksploduje, a jego fala zalewa wszystkich wokoło niezależnie od ich woli, są po prostu narażeni na atak przycipu, mogą go albo zaakceptować, albo uciekać.
W sobotę na szczęście nikt nie uciekał, choć kiedy piszę te słowa to moja pewność co do tego „na szczęście” maleje do zera, bo przypominam sobie, że chyba parę osób fociło dansflor, z moim przycipem włącznie, wypowiem się więc w kwestii tego szczęścia po przejrzeniu nowości na YT …
Szalałam więc na parkiecie i na poważnie i na „przycipowo” do: (tu wielkie dzięki dla Eleny ❤ , która swoją świetną pamięcią wsparła moją niepamięć, zresztą kolejny już raz) Rammstein, Wolfsheim, Editors, The Cuts, Diorama (matko, z moim ukochanym „Synthesize me” ❤ ) , Type o Negative, Blutengel, The Cure, VNV Nation, Diary of Dreams, Moonspell, Tiamat, Sisters of Mercy, Apoptygma Berzerk, XIII Stoleti, New Order, The Birthday Massacre, Covenant.
Tu kolejne szczere wyznanie – kocham Tilla, za całokształt, a za sobotnią setlistę szczególnie 🙂
Już wchodząc do KotaKarola zdejmowałam w biegu płaszcz – żeby zdążyć na parkiet, bo dobiegły mnie pierwsze dźwięki Lacrimosy:

i nie była to jedyna Lacrimosa tego wieczora…

ale to nie wszystko… Tillu zaskoczył mnie kompletnie utworem Deine Lakeien – którego po prostu nie znałam:

i zajebistą przytulanką Editors (a ja sądziłam, że nie spodoba mi się nic, prócz szalonego, kultowego „Papillon”)

Nie dziwcie się więc, iż mój sobotni, nocny przycip – zmusił mnie do czynności, której nie robiłam chyba z 30 lat, i nie, nie jest to wcale to, o czym myślicie, zboki jedne…. chodzi o tańce na stole, które uprawiałam wraz z Scarlett i Lillyan, podczas setu S.. Zostałyśmy na tym niecnym uczynku przyłapane przez Kocią Mamę, ale po wyznaniu, jak bardzo podobają mi się jej tatuaże i cały mroczny całokształt – zostałam przebaczająco zaciągnięta na parkiet, gdzie zatańczyłyśmy wspólnie do końcówki „Lipstick on the glass” Maanamu:

Impreza stała nie tylko pod znakiem fantastycznych brzmień – ale także 2 niezależnych imprez urodzinowych.
Uroczystość ukończenia 18 wiosen (po raz kolejny) obchodziły Gosia Cz. i S. – były więc rytualne pieśni, wręczanie prezentów i składanie życzeń wraz z całusami.
Pisząca te słowa obżerała się serowymi ciasteczkami, wyprodukowanymi przez Mamę Gosi i tortem biszkoptowym z masą kakaową, made Mama S..
Gosia została obdarowana dodatkowo maską p/gaz z demobilu, sprawną, z filtrem i całym potrzebnym ustrojstwem z poleceniem wypróbowania w warunkach bojowych – znaczy w KocieKarola podczas kolejnej imprezy. Jeśli maska zda egzamin – zakupimy sobie je wszyscy i klimatycznie oraz nastrojowo uzupełnimy swój eventowy design, bo to, kurna, chyba jedyna metoda na przetrwanie w warunkach kompletnego imprezowego zadymienia, które, niestety, urosło do stałego punktu programu pod tym adresem.
Podobnie jak nieczynna toaleta, którą szczegółowo opisałam w relacji z poprzedniej edycji Danse Macabre:

31. Danse Macabre, 8 marca, KotKarola, Kraków.

12 kwietnia w tym zabytku klasy zerowej zmieniło się jedynie to, iż zerwano zabezpieczającą taśmę klejącą i, zapewne w ramach niespodzianki a także spotęgowania klimatu – wyłączono światło.
Tak więc, jak donoszą świadkowie – i co ja sama widziałam na własne oczy, kabinkę z zatkaną muszlą, wypełnioną po brzegi (bądźmy tym razem eleganccy) nieczystościami – co rusz nawiedzał jakiś niecierpliwy imprezowicz i robił w niej to, co zazwyczaj się w toalecie robi, ze względu na ten panujący mroczny nastrój nieświadomy sytuacji.
Parę razy zdążyłam ostrzec zagapionego imprezowicza, żeby lepiej zrezygnował i poczekał, aż zwolni się inny przybytek rozkoszy, bo w tym ryzykuje, ekhem, zabrudzenie… raz nawet ostrzegłam jakichś angoli w ich trudnym narzeczu „ej, noł, noł, it is brołken” – i wycofali się dziękując, więc chyba zrozumieli – choć Deith marudził potem, że należało powiedzieć jakoś inaczej, już zapomniałam, jak….
Nie próżnował, jak sądzę, ten tajemniczy artysta, który i poprzednim razem postanowił zmierzyć się z trudnym zadaniem stworzenia własnego, konkurencyjnego dzieła.
W otworze odpływowym muszli w sąsiedniej kabince umieścił, tym razem – szczotkę klozetową, wraz z pojemnikiem-podstawką.
I jak poprzednio zatkał tę rurę kupą, zapewne własną – tym razem użył estetycznego plastiku, doskonale komponującego się z kolorem, kształtem i fakturą porcelany.
Jestem pełna uznania i podziwu dla tego postępu i rozwoju jego kunsztu, brawo!!!!
Sporo radości dostarczył nam też pewien chłopak o mocno chwiejnym kroku – ale o niespożytej energii i fantazji, jego stan bowiem nie przeszkadzał mu w szalonym baunsowaniu, ani we wdrapaniu się na didżejkę i kontynuowaniu elektronicznych wygibasów na podwyższeniu, od prawej do lewej, i od ściany do ściany….
Nieco później przysiadł się on do naszego stolika i przy pomocy dość zawiłego wywodu próbował nas przekonać do podarowania mu paru groszy na piwo… i tu Gosia Cz. odrzekła, że jeśli chodzi o podarunki, to owszem, możemy darować mu życie, chętnie – ale to tyle.
Zachwycony ripostą chłopak odparł, że och i jejku, ale zajebisty tekst, godny mistrza Tarantino, i że kocha Tarantino, a w ogóle to studiuje w Szkole Filmowej, i nic co filmowe nie jest mu obce, zna wszystkie filmy mistrza, i teksty… (i tu chyba jakoś stracił rezon na widok nas, pokładających się na stole ze śmiechu)
Żeby jednak nie było tak całkiem zabawnie muszę dodać dla porządku, iż pod koniec imprezy Nasza Kochana Jubilatka po powrocie z parkietu do stolika nie mogła odnaleźć swojego piwa, ledwo co nadpitego, co stawia wyżej opisanego gostka na czele listy podejrzanych, w sumie na równi z nadgorliwym (?) szklankowym.
Oczywiście – nie obyło się też bez rytualnego macania cycków, dzięki S. 😀 Tym razem niemal nie doszło do przełomu i do wzbogacenia tego rytuału o pierwiastki płciowo-mieszane…. niestety, nie mogliśmy dojść z Karolem do porozumienia w kwestii – kto komu ma sprawiać przyjemność i na skutek tego braku konsensusu (w każdej poważnej relacji muszą pojawić się jakieś trudne słowa) entuzjazm Karola w sprawie moich cycków pozostał jedynie werbalny.
Rozmowy przystolikowe tym razem tyczyły matematyki, fizyki – ze szczególnym uwzględnieniem, jak wygląda typowy student fizyki (sugerowałam, że tłuste włosy, pryszczaty i ogólnie niedomyty, sweter w romby, workowate sztruksy i niechcący oldschoolowe czarne plastikowe okulary – ale Krzyś wyprowadził mnie z błędu.
Z nim też, już nad ranem, odkryliśmy wielce obiecującą niszę rynkową i mamy zamiar zbić na niej fortunę, zakładając firmę świadczącą usługi taksówkowe „Full Service”, jak tylko znajdziemy odpowiednią ilość taksówkarzy chętnych na te usługi dodatkowe – czyli wynoszenie klienta z auta, wnoszenie po schodach do mieszkania, przebieranie w piżamkę, okrywanie kołderką i wycofywanie się na paluszkach do drzwi wejściowych, z dokładnym ich zamknięciem włącznie.
Wymyśliliśmy też zabawę, wykorzystującą doskonale widoczne z okolic naszego stolika kreskówki na klubowym monitorze, mianowicie wymyślanie nowych dialogów na żywo – czyli tworzenie zupełnie nowej listy dialogowej do obrazu, a vista. Mam jednak wrażenie, że na podobny pomysł wpadł Mieciu i grał w nią z sąsiadującymi mu chłopakami, bo w pewnym momencie wszyscy ryczeli ze śmiechu patrząc na ekran i coś dopowiadając…
A z tymi, co z Norwegii – omawiałam specyfikę polsko-norweskich różnic w mentalności i wyglądzie….
Oczywiście nie mogło też zabraknąć jakichś kosmicznych, niespodziankowych spotkań, tym razem zaskoczono mnie w kibelku, poprawiającą sobie fryzurę przed lustrem.
Usłyszałam więc „a pani to mnie uczyła matematyki” i zobaczyłam śliczną dziewczynę w burzy miedzianych loków.
Najpierw ustaliłyśmy, że ma na imię Lila i że parę tygodni zeszłego roku spędziłyśmy na przygotowaniach do matury.
Potem usłyszałam od jej koleżanki, że mam śliczny wisiorek (tak zgadzam się, zajebisty :))
I jeszcze sobie porozmawiałyśmy o jej studiach i z racji ich kierunku – o niepełnosprawnych i o stereotypach w postrzeganiu ich samych i ich potrzeb.
Kiedy już, padając na pysk, po 4 rano żegnałam się z wszystkimi – usłyszałam od nieznanej mi dziewczyny, że co prawda się nie znamy, ale dobranoc i że jestem zajebista.
Dzięki wielkie, Angeliko 🙂

A wysiadając z Deithowego autka (dzięki !!!!) z rozrzewnieniem myślałam o Krzyśkowym projekcie, ach, z jaką radością bym wtedy z tego taksówkowego „Full Service’u” skorzystała….

PS.
No dobra, było jeszcze parę zdarzeń, których opis opuszczę litując się nad naciągniętymi na maksa granicami Waszej cierpliwości, bo nie tylko Pan F. ale i Wy, moi naprawdę wyrozumiali czytelnicy, zaczniecie narzekać…

https://www.facebook.com/events/1472146376334050/