Tagi

plakat DM.jpg

Będzie krótko, na temat i w punktach, bom poimprezowo zmachana wielce, (jak zapewne cała reszta uczestników) i na elaboraty sił brak.

Po pierwsze – czyli co było zajebiste:

A więc – muzyczna zawartość setów.
Udało mi się dotrzeć dopiero po 23ciej, niestety, (ale dla równowagi bawiłam się gdzieś do czwartej nad ranem, czyli niemal do końca) moja więc wypowiedź tyczy tego, czego byłam świadkiem – naocznym, nausznym i każdym innym. Podobała mi się spora różnorodność klimatów, tempa i wszelkich muzycznych barw – którą zapewnił ciekawy zestaw didżejów płci obojga, wielkie brawa, tym bardziej, że – o ile wiem, był to ich debiut za konsolą. A osobiście, tak całkiem prywatnie i ze swojego małego wrażliwego serduszka dziękuję za Lacrimosę, za moje ukochane „Verloren” z ostatniej płyty „Revolution” (czy przedostatniej raczej, bo wydali w grudniu EPkę „Heute Nacht”, co niektórym wzięło i umkło 😉 )

I za wzruszające do łez „Illusion” VNV Nation:

Za solidną, przedkoncertową porcję Fieldsów. I za utwory i klimaty – zaskakujące, jak dla mnie – bo albo kompletnie mi nieznane, albo takie, do których nigdy w życiu nie tańczyłam i, że zatańczę, nie spodziewałabym się.
Mówię tu przede wszystkim o secie S. Rany, dziewczyno – te francuskie przytulanki z kobiecym wokalem – janiemogę. Czy widziałaś – co działo się na parkiecie? Erotyzm jak mgła unosił się nad dansflorem, wszyscy przytulali się do wszystkich, nawet sami do siebie, a dłonie tych, którzy dorwali partnera/partnerkę, wędrowały po jego/jej ciele, usta przyklejały się do ust, o matko 😉
Nastrój udzielił się także piszącej te słowa, co wyznaje teraz ze wstydem… był więc nie tylko konkurs gładkości ud (jurorem/macantką byłam oczywiście JA) ale Przyśpieszony Kurs Głaskania Po Cyckach – czyli co lubią kobiety. Uczestniczki kursu ochoczo prezentowały owe głaski zarówno na własnych krągłościach jak i sąsiadek przystolikowych, no, pięknie było 😉
Seksualny klimat zdominował też moje rozmowy z Nomadem – dzieliliśmy się doświadczeniami i refleksjami na temat naszego uczestnictwa w Pewnej Fejsowej Grupie, której nazwy nie zdradzę, dodam tylko, iż jest sprośna nie tylko z tej nazwy 😉
A po wydaniu z siebie zwyczajowych pisków i po rytualnych podskokach w misiowym uścisku z Tillem, nie widzianym ponad 2 lata, po wzruszających wspomnieniach z Uwagi i Notabene (kto nie zna, nie zrozumie) kolejnego miśka wzbogaciłam o pocieranie się torsami i prawie udało mi się na to namówić także Katarzynę HerDarkness, Till wyglądał na zadowolonego 😉

Wracając do seta S.: pomysł z Ciechowskim – rewelka !!! Do dziś słyszę w myślach i podśpiewuję pod nosem „Bikini! Bikini! Bikini!” a nogi rwą się do podskoków.

Zajebiście było też spotkać dawno nie widzianych znajomych, a że po zmysłowej atmosfera stała się nostalgiczną – naszło nas na przystolikowe wspomnienia na temat dobranocek z dzieciństwa, te wszystkie Dajmosy, Czarodziejki z Księżyca, Kolargole i Misie Uszatki…. potem także Teleranki, Zaginione Miasta, Tsubasy…. a skąd taki temat?
A stąd, że w sali wejściowej, na monitorze obsługa (?) KotaKarola zapuściła jakiś kanał, gdzie po czeskim Kreciku niepodziewanie pojawiły się … hentaje, co zauważyłam z niejakim opóźnieniem, zerkając na ekran od czasu do czasu jedynie … no i okazało się, ku mojemu kompletnemu zadziwieniu, że domniemany Tsubasa (kreska była identyczna) ujeżdża jakąś animową pannę od tyłu, a to, co ona ma w ustach – to wcale nie banan, jak sądziłam początkowo.

Cieszyło towarzystwo Scarlett (ach ta czerwona sukienka mmmm…. ) i towarzyszącego jej Andrzeja, którego angielski zaczęłam rozumieć jeszcze przed skończeniem pierwszego piwa 😉 Gosia wymieniła krawat w kolorowe kondomy na cudne delikatne czarne rękawiczki kościotrupa ;), Lilyan zachwycała fioletem włosów, gratki za pomysłowość dla dziewczyny w ślicznych kocich uszkach święcących brokatowo.

Udał się także w stu procentach debiut mojej stylówy:
– torebeczka-gorset, prezent od Alex, doskonale zdała egzamin, prezentując się cudnie i mieszcząc wszystko co potrzeba kobiecie – kosmetyczkę, paczkę chusteczek, portfel, klucze do domu i komórkę, niestety grzebień nijak zmieścić się nie chciał, więc przechowywałam go w kieszeni płaszcza i chyba ze 3 razy negocjowałam z panem szatniarzem, coby pozwolił mi do niej sięgnąć i poprawić fryzurę, nie było problemu, dzięki 🙂
– bluzka z koronką, w której dzielna Miyu wycięła trójkąt w podszewce, coby mój dekolt wyraźniej się manifestował
– płaszcz gotycki, z wiązaniem gorsetowym i buraczkową koronką, przerobiony przez tę samą Nieocenioną Krawcową – z … męskiego szlafroka z lumpexu
– kolia, wygrana w październikowej „rozdawajce” Biżuterii Gotyckiej…

A co było średnio zajebiste?
Tak, tak, napiszę i o tym, przecież z wiekiem staję się coraz bardziej wredną suką 😉
Więc pety.
Już wiecie, ococho, prawda? Brak palarni a więc petowy smród, nie jakiś zabijający, ale jednak. To – że pod koniec imprezy niektórzy palacze baunsowali z petami w łapach przeszkadzało mi najbardziej.
Ale spoko – żyję, ciuchy w praniu, ja po prysznicu, płaszcz się wietrzy.

I, jak zwykle, klub przesadził z ogrzewaniem; rozumiem, że dba, cobyśmy nie pozamarzali, w końcu mamy styczeń 😉 ale jak ten styczeń taki, jak widać, to może by moc grzania dostosować do dodatniej temperatury na dworze?

No i jeszcze zapach żarcia, dręczący moją umęczoną duszę … znajomi objadali się frytkami a ja śliniłam się jak pies Pawłowa, bo na liście posiłków dozwolonych przez moją dietę frytek niet 😦
Nomad – jak mogłeś …. wiesz, ile wysiłku mnie kosztowało, aby nie rzucić się na parującą zawartość Twojej tacki i nie pożreć jej razem z tą tacką? 😦

No i gdzie zwyczajowa kontrola, ja się pytam? Gdzie wizytacja Pana F., no co to za upadek obyczajów?
FOCH.

😉

Kończąc, niniejszym dementuję również pogłoski, które zapewne będzie rozsiewał Elvin: nie, to nie ja mierzwiłam mu z zaskoczenia włosy, stukałam w ramię i ogólnie zaczepiałam przez całą imprezę, to był ktoś inny, zupełnie 😉
I dziękuję Deithowi, nieocenionemu w swojej łaskawości, niech mu nagroda z nieba dana będzie – za podwózkę pod sam dom.
Mało, że podwózka. Sam mnie odnalazł gdzieś koło 4 rano i zakomunikował, że zbiera się do domu i czy mnie nie odwieźć.
Złote serce, no. 🙂
Dziękuję również Magdzie J. za wszystkie wyrazy wdzięczności i całą Jej serdeczność, no kurczę, zawstydziłaś mnie 😉

fita1.jpg

Powyżej: ja na fotce, lekko przeze mnie stuningowanej, reszta zdjęć z imprezy – na fb klubu.