Tagi

AG (kwiecień 2011.)

Do napisania poniższego tekstu natchnęła mnie wymiana zdań na forum AG, tyczyła co prawda zespołu The National, ale sądzę, że nasze rozważania można by rozszerzyć.
Padło bowiem stwierdzenie, iż zespół (cytuję) „należy do kategorii, która nigdy nie zazna większego wsparcia mediów. Niestety to nie jest muzyka dla młodych grzecznych gniewnych”.
I to rozumiem.
Muzyki The National co prawda nie znam, ale zapewne nie jest to muzyka lekka, łatwa i przyjemna, nic z szeroko rozumianego popu, nic z migotliwej papki, jaka serwuje nam MTV, być może nawet – nie ma chwytliwych i wpadających w ucho melodyjek, dzięki czemu miałaby szansę trafić na listy przebojów.
Zapewne jest to muzyka w jakimś sensie niszowa, mająca niewielką grupę wielbicieli czy choćby słuchaczy.
Natomiast następne zdanie, że „to muza grana przez dojrzałych facetów dla raczej dojrzałych ludzi” już zastanowiło mnie nieco.
Rozumiem – że jego autorowi nie chodziło o dojrzałość metrykalną – przeciwko czemu ostro bym protestowała.
Myślę – że zależność między upodobaniami muzycznymi a wiekiem jest niewielka, przynajmniej nie działa to w tę stronę.
Mam na myśli fakt, że być może statystycznie rzec biorąc, większość moich rówieśników słucha muzyki klasycznej, poważnej, jazzu albo łagodnego rocka z lat 70-80, lat swojej młodości (przynajmniej na to wskazują moje liczne doświadczenia na wiadomym portalu 🙂 )
Ale – czy można stwierdzić na pewno – jaką grupę słuchaczy zgromadzi na koncercie określony zespół?
Jaki jest przekrój wiekowy miłośników tej czy innej kapeli czy gatunku muzycznego?
To chyba nie działa tak prosto.
Oczywiście – spodziewam się, że wśród słuchaczy młodego zespołu blacmetalowego rozrzut wiekowy będzie niewielki raczej (moja obecność zepsuje nieco tę statystykę :p ), w porównaniu do np. U2 czy Rammsteina, koncerty których gromadzą ludzi w różnym wieku, całe rodziny od kilku – do pięćdziesięciolatków.
Ale nawet na koncertach zespołów mniej znanych czy wręcz niszowych można zauważyć ludzi w bardzo różnym wieku.
Może Lacrimosa najlepszym przykładem nie jest, bo do niszowych raczej nie należy – ale z pewnością nie jest to grupa z pierwszych miejsc list przebojów czy popularna jakoś super szczególnie.
I z tego co wiem wynika jasno, że miłośnicy lacrimosowej muzyki to ludzie w przeróżnym wieku, od gimnazjalistów do moich rówieśników, wielu przecież z nas, fanów Tilo i Anne, może się przyznać – iż nasi rodzice również z przyjemnością ich słuchają.
Podobnie ma się rzecz z jazzem, płyty z muzyką tego gatunku kupują tak nastolatki – jak ich dziadkowie.
A na Szalom na Szerokiej, Festiwalu Kultury Żydowskiej bawią się i dzieciaki i dorośli… i rodzice tych dorosłych też 🙂
Podobnie jest z miłośnikami muzyki filmowej – przykłady można by mnożyć.

Może więc jest raczej tak – że istnieje muzyka dla „szerokich mas” żeby nie rzec wręcz „plebsu” – i inna, dla słuchacza dojrzałego, wyrobionego muzycznie, smakosza i intelektualisty.
Ale czy na pewno?
Tu również byłabym ostrożna z uogólnianiem, bowiem wszystko zależy raczej od tego – kto czego w muzyce szuka – a nie – kim jest.
Czy potrzebuje wyciszenia, ukojenia i uspokojenia po męczącym dniu – czy wręcz przeciwnie, szuka mocnych wrażeń, gęstych emocji.
Czy odbiera muzykę sercem – czy rozumem.
Czy pragnie się wzruszać – czy wykrzyczeć, poddać nostalgii i melancholii – czy dostać zastrzyk energii, sił i wiary w lepsze jutro i swoje możliwości.
Czy jego skołatane serce potrzebuje w danym momencie prostych, równiutkich jak marsz, wyciszonych kompozycji klawesynowych baroku, pozwalających wierzyć, iż świat jest podobnie poukładany i uporządkowany…
Czy woli poddać się wzruszeniom czy wręcz dzikim emocjom muzyki wielkich romantyków, poprzeżywać choćby „2 Rapsodię Węgierską” Liszta – ale i dramatyzmowi „Saving Us” Serja Tankiana, we mnie na przykład oba utwory wywołują podobny rodzaj emocji i przeżyć.
Dlatego nie zachwyci mnie logiczna, niemal matematyczna harmonia Bacha, OK – może i zachwyci – ale ja takiej muzyki nie potrzebuję, wiec jej nie słucham.
Dlatego solówki jazzowe skwituję wzruszeniem ramion – OK i super, facet wymiata na tym klarnecie czy pianinie – ale mnie to jakoś nie rusza.
Nie wywołuje emocji.
Wolę – jak wymiata na gitarze i do wtóru macha długimi-wiecie-czym 😉
Jazz – nawet gdy słucham porywających dla innych solówek – dla mnie pozostaje chłodny i zdystansowany, a więc – nie dla mnie 🙂
To – czego szukam w muzyce, odnajduję w utworach Griega, Bizeta i Dworzaka – ale i w doom metalu.
W niepokojąco łamiącej się harmonii melodii, tworzonych przez Mahlera, w atonalności „Księżycowego Pierrota” („Pierrot lunaire”) Schönberga, ale podobnie drapie moją duszę growl death czy blackmetalu.
Do łez wzrusza mnie ballada Judas Priest „Before the Dawn” – ale i walc Chopina z opusu 69 nr.2

Mam nadzieję, że z powodu takich właśnie gustów i wyborów nikt nie nazwie mnie muzycznie niedojrzałą – czy wręcz prostakiem 😉

PS:

Nie mam pojęcia – czy muzycy piszą pod konkretnego odbiorcę, nie wiem – czy The National ma jakąś swoja grupę docelową – myślę, że mogliby się zdziwić, kto kupuje ich płyty. Nie zgadzam się też absolutnie z poglądem – że przeciętny nastolatek lubi wykop i energię – przekrój gustów znanych mi nastolatków zdecydowanie temu przeczy.
Wiem – bo zawsze gadam o tym z uczniami, o dziwo większość słucha właśnie takiego spokojnego rocka. Jedyną osobą – która słuchała techno – chodziła na koncerty itp – to była maturzystka z tzw dobrego domu, zawsze niezwykle elegancko i ze smakiem ubrana, wiecie – torebeczka, tweedowy płaszczyk, czółenka na obcasiku itp.
A wiecznie rozczochrany, niechlujny nieco gimnazjalista okazał się miłośnikiem muzyki klasycznej – oper w szczególności, a jego kolega wymógł nawet na rodzicach wyjazd na koncert U2.
Nie powiecie mi – że na zajęcia do mnie przychodzą jakieś szczególne – wyselekcjonowane dzieciaki, bo reprezentują przeróżne środowiska społeczne – aż po niziny, zapewniam.
Po prostu nie zgadzam się ze stereotypami, że – jak nastolatek – to słucha hałaśliwej prostej muzyki, na opery chodzą wyłącznie dziadki a płyty jazzowe kupują intelektualiści i geje 😉
Cytując : ” Słuchanie takiego a nie innego gatunku, pewnej stylistyki mówi bardzo dużo o człowieku.”

Ja w swoim felietoniku próbuję właśnie odpowiedzieć na pytanie, co konkretnie mówi – choć chyba łatwiej jest mi sprecyzować – czego nie mówi.
Na pewno w oczywisty sposób nie określa jego wrażliwości ani inteligencji, wiedzy o świecie itp ale raczej jego potrzeby.
Oczywiście – może wynikać z prostego faktu ograniczonego dostępu do różnych gatunków, do muzyki w ogóle…. a co do tego adresowania przekazu – wciąż nie wiem.
I czasem zadziwia mnie fakt kompletnej inności takiego adresata… patrzę np na innego fana Lacrimosy i na pierwszy rzut oka nie znajduję w nim nic mi pokrewnego – jego wiek to 1/3 mojego, jego cechy charakteru stoją w sprzeczności z moimi… poznałam także takiego, którego moja wrodzona elegancja i delikatność nie pozwoli nazwać bucem, prostakiem i debilem, choć powinnam 😉
Ciągle więc nie odnajduję prostej odpowiedzi na to – jak ta zależność działa.