Tagi

AG ( grudzień 2010.)

Nie, to nie tak.
Moje ideały nie uległy rozmyciu.
Muzyka Tomka B. jest wciąż we mnie.
I pozostaje tą moją również.

Tyle – że dziś nie mogłabym już słuchać takiej muzyki.
Sporej części z niej.
Nie sama – może, trzymając kogoś bliskiego za rękę, czując jego bliską i ciepłą obecność – to tak.
Ale samotnie – w pustym mieszkaniu…. to by mnie zabiło.
Wzruszenie i ból rozerwały by moją z trudem poskładaną duszę.
Może więc to nie jest tak, że stałam się silniejsza dzięki metalowi i elektro, może te brzmienia są jedynie bandażem na połamania i taśmą klejącą trzymającą mnie w kupie.
Może ta moja wygodna postawa to jedynie tchórzostwo, może boję się prawdziwego życia bez plastrów i z krwawiącymi ranami na wierzchu.
Może mój wybór nie jest zwycięstwem a wręcz przeciwnie, poddaniem się?
Ale jedno jest pewne – ja bardzo chcę żyć, to mnie od Tomka różni.
Czepiam się każdej niemal okazji – żeby wynaleźć sobie jakiś cel, żeby odkryć sens – nawet, jeśli nikt wokoło tego sensu i celu nie zobaczy.
Jeśli uzna te moje – za durne, płytkie i łatwe.
Od lat buduję w sobie pewne postawy, które dają mi poczucie bezpieczeństwa.
Wokół siebie nie mur może – ale wystarczający płotek.
Na siebie wdziewam pancerz – z tych wszystkich właśnie Apoptysiów, Dark Funeralów i Eluveitiów.
Z njublekmetalu i harszelektrocośtam.
Do rocka progresywnego wrócę, na pewno – tylko niech mnie tylko obejmie mocno Ktoś, mój własny Ktoś – bez Niego nie dam rady.
Ale wtedy wrócę do FOTN.
I Camel.
Siostrzyczek. UFO. Marillion. Tindersticks. Bauhaus. Barclay James Harvest.
i „Jeanne D’Arc” Eloy….
Całej tej muzyki – która rozrywa mi serce.