Tagi

,

AG (październik 2013.)

Od kilku dni siedzę na AG i kopiuję, kopiuję, kopiuję…

Skopiowałam całą swoją pisaninę, blogi, arty, „własne” wątki… zaczęłam kopiować inne – choćby te z cytatami co celniejszych wypowiedzi czy dialogów, wlazłam w bardzo osobiste tematy rozmów w dark-roomie… ale przy okazji też je przecież czytam i czuję, jak mnie to pochłania, jak wciąga, i zaczynam czytać wszystko po kolei, przypominam sobie rzeczy o jakich zapomniałam, jakbym czytała swój pamiętnik… i… ludzie, kurna – chciałabym zapisać WSZYSTKO… 😦
Tu, na AG, jest zapisane całe moje życie, wszystkie jego wątki i odsłony – w tych rozmowach, postach, blogach, artykułach – notki na fb to tylko wyimki z niego, bez AG mało czytelne.
Ale wiem – że nie mogę zapisać wszystkiego – nie ma takiej możliwości, po prostu nie dam rady, nie zdążę… muszę pogodzić się z faktem – że to wszystko zniknie, zginie w odmętach jakiejś czarnej dziury neta… więc muszę zaakceptować to – że zapomnę.
Te sprawy mniej i bardziej ważne, niezapisane – ulecą z pamięci.
I myślę, że zapominanie jest chyba nieuniknione, te pierdolone łzy w deszczu, ech, to jakieś kurwa fatum, to przyjdzie czy nam się podoba czy nie.
Może nie fatum – po prostu nieubłagana kolejność rzeczy. Może powinnam zrozumieć, że to, kurwa, tak właśnie jest.
Zawsze.
Coś jest, coś kochasz, uważasz za stały element Twojego życia – ale się nie przyzwyczajaj, bo…
Kiedy to zaakceptuję – będę mogła zrobić krok do przodu i żyć dalej.
Póki co – tkwię w zawieszeniu.
Dziś jeszcze nie stać mnie na ten krok.

Kiedyś, jeden ze swoich felietonów na AG zakończyłam słowami:

„Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu”, powiedział kiedyś pewien android, po nim powtórzył Tomek B., ja powtarzam po nich obu – mając na myśli zupełnie inne chwile, ale sens pozostaje taki sam.
Bo wszystko to istnieje tylko w mojej pamięci i zniknie wraz ze mną, nawet – jeśli Wam o tym opowiem.
Ale póki co – jeszcze tu, kurna, jestem.”

Ale wtedy istniało owe TU.

Był rok 2011 i istnienie Altergothic wydawało się pewne jak jakiś wieczny aksjomat. Moja naiwna wizja świata nie dopuszczała ewentualności, że miejsce, gdzie istnieję, gdzie zapisuję te chwile warte zapisania – przepadnie. A wraz z miejscem przepadnie jego magia, ten cud, który dział się od 2 lat i wydawało się, że tak będzie ZAWSZE.
Wiem, że będę musiała zbudować sobie nowe TU. Ale myśl o tym jakoś mnie nie rajcuje, wszelki plany wydają się zastępcze i kalekie.
Bo nawet – jeśli wpadnę na jakiś zajebisty pomysł, jeśli to moje nowe TU stanie się popularne, czytane i ogólnie jakoś tam ważne, jeśli nawet je polubię – to i tak.
Strata pozostanie stratą, a pustka pustką.
I żadne nowe TU jej nie wypełni.
To wariackie kopiowanie, to poczucie – że muszę, że muszę zapisać WSZYSTKO – uświadomiło mi – jak wiele tracę.
Jak kurewsko ważną, piękną rzecz tracimy bezpowrotnie.
I nie – nie szukam przyczyn, nie wskazuję winnych, nie chcę, żeby jeszcze bardziej bolało.
Po prostu – planów i marzeń czasem nie sposób zrealizować, bo mimo starań daleko nam do ideałów, słabi, leniwi, poddajemy się emocjom a piękne idee po zdjęciu różowych okularów okazują się utopijne i nierealne…
A czasem winny jest czas i zmiany, jakie niesie jego nieubłagany upływ.
Albo jeszcze coś innego – czego w swoim rozżaleniu nie potrafię dostrzec.
Niezależnie od przyczyn czuję, że umieram.
Tak samo umierałam, kiedy dowiedziałam się o śmierci Tomka B.
Pamiętacie moje słowa w reportażu Irka Białka „Romantycy muzyki rockowej”, te słowa na „finał”?
Cytuję je z pamięci, więc zapewne niedokładnie:

Pytasz – co dalej?
Z moimi pustymi wieczorami sobotnio-niedzielnymi, których staram się nie zauważać, i zapełniać sobie jakimiś głupotami – żeby nie myśleć?
Nie mam pojęcia.
Ja wiem – że nic tego nie zastąpi.
Zupełnie nie wiem – co ja z tym zrobię.

I teraz też nie wiem. Nie mam pojęcia – jak sobie z tym poradzę.
Ale wiem, że muszę, żeby móc żyć dalej.

* * * * * * *
PS.

To mój post, odszukany na portalu Altergothic, w wątku zatytyłowanym „TAK !!!”, z sierpnia 2009:

myślę sobie o burzy… fale rozbijają się o burty okrętu, łamią maszty, woda wlewa się na pokład.
Nie wiem jak Wy – ale ja głosuję za wylewaniem wody, dyżurami przy żaglach, łataniem dziur w poszyciu.
Nie mam zamiaru dociekać dlaczego ja dostałam większe wiadro a inny pasażer mopa i czy to wina majtka, co zaspał, czy pierwszego oficera, a może moja.
Teraz po prostu wylewam wodę.
i zupełnie nie interesuje mnie – czy są jeszcze miejsca w szalupach ratunkowych.
będę wylewać tę pieprzoną wodę i nie mam zamiaru zejść z pokładu.

cholernie lubię ten okręt.

dlatego ten post jest w tym wątku – TAK dla okrętu.

PS – oczywiście nikogo nie chcę urazić, niczyich działań nie oceniam- piszę tylko, jak bardzo okręt dla mnie jest ważny.
Przenośnia jest oczywiście niedosłowna i niedoskonała.

Okręt zatonął.