Tagi

AG (listopad 2012.)

Natrafiłam na fb na 2 ciekawe felietony.
Pierwszy analizuje zmiany mentalno-obyczajowe tyczące małżeństw i związków w ogóle, stawiając pytania o ich przyszłość i o zasięg tych zmian.
Podkreśla budującą się powoli pozycję społecznych „singli” i jako przykład/symbol tego nowego podejścia podaje „wakacje z opcją pokoju dla jednej osoby „.
Wskazuje na nowe, wieloosobowe modele związków i układy rodzinne, akcentuje konieczność przedefiniowania choćby relacji z dziećmi i niebezpieczeństwa, kiedy do takiej pełnej wolności do swobody obyczajowej dorwie się mentalne dresiarstwo…. wspomina o czynniku dyscyplinującym, jaki jednak mają, nie dopuszczając do społecznej anarchii – instytucje.

Drugi, lżejszy w tonie i temacie – tyczy polskiej bolączki chodnikowej – psich kup, których właściciele czworonogów nie sprzątają i jakby w ogóle nie zauważają….
Oba arty skomentowałam na fejsie, jak to zwykle czynię – obszernie i dogłębnie, ale pomyślałam sobie, że kurde – szkoda, żeby takie dobre teksty „marnowały” się i przepadły gdzieś w morzu innych komentów… więc po niewielkich przeróbkach – voilà !!! 🙂
Publikuję je pod wspólnym tytułem – bo w jakimś sensie tyczą pokrewnych zjawisk: zmian, jakie się dokonują w naszym otoczeniu, również oporu przed tymi zmianami i koniecznej przy budowaniu tego „nowego” – mądrości i dojrzałości życiowej ….
Małżeństwo i związki partnerskie, segregacja śmieci i psie kupy – duży rozrzut tematyczny, ale jest wspólny mianownik – zmiany, zmiany zmiany…. 🙂 oto moje spojrzenie na nie i ich tempo :

1.
Związki.

To – że mentalne dresiarstwo nie ma kompletnie nic wspólnego z faktycznym IQ, że życiowymi prostakami i kombinatorami, usiłującymi wykręcić się od odpowiedzialności, okazują się często ludzie z wyższym wykształceniem i tytułami naukowymi – to dla większości jasne i niestety w naszym otoczeniu częste, każdy zna jakieś przykłady …
Ale problem chyba leży głębiej…
Bo w sytuacji ostrego konfliktu, kiedy górę biorą emocje, kiedy rzeczywisty obraz i odbiór sytuacji bywa przez nie mocno zafałszowany – taki „czynnik dyscyplinujący” czy inna smycz jest zwyczajnie niezbędna.
I przyda się zarówno emocjonalnemu prostakowi jak i elegantowi, świętemu i skurwysynowi.
To może być oczywiście jakaś inna forma umowy, różna od małżeństwa – ale z mocą prawa…
Natomiast – obserwując świat zapewne nieco dłużej, niż autor felietonu ( 🙂 ) pozwolę sobie postawić tezę, że IMO instytucja małżeństwa za te 30 lat będzie się miała jeszcze całkiem dobrze….
Opisane tendencje faktycznie mają miejsce, ale moim zdaniem – nie są aż tak liczne, nie przeważają, a „opozycja” jest wciąż niezwykle silna… a ja wciąż obserwuję wśród moich 20-30letnich znajomych kolejne pary wiążące się ślubem czy planujące go w najbliższej przyszłości ( ostatnio wręcz wysyp przedmałżeńskich przygotowań 🙂 ) … a wśród singli marzenie o stałym związku wcale nie jest rzadkie…
Ale jest jedna wyraźna zmiana na przestrzeni 20-30 lat – znacznie więcej osób jasno i bez kompleksów przyznaje się do pewnych dodatkowych, rzeczowych ustaleń z partnerem – spisywania intercyz majątkowych choćby i świadomej rezygnacji z posiadania dzieci.
„Nie chcę/ nie chcemy dzieci, mamy inne marzenia i plany, chcemy się realizować w odmienny sposób” – to słyszę znacznie częściej, niż kiedyś. Natomiast ten symboliczny wakacyjny jednoosobowy pokój odebrałabym raczej jako sygnał dostrzeżenia potrzeby istniejącej już znacznie wcześniej, solidnego i przemyślanego marketingu – a nie oznakę, że potrzeba ta jakoś specjalnie się ostatnio zwielokrotniła….
Myślę też, że ludzie, szczególnie młodzi, zawsze będą marzyć o miłości po grób i związkach/małżeństwie ” na zawsze” – to tylko takie stare pryki jak ja/my widzą i mają odwagę wyartykułować – że to niestety generalnie nie chce tak działać…. więc te patchworkowe rodzinne układanki powstawać będą nadal – ale czy zanosi się tu na jakąś rewolucję ilościową?
Nie sądzę. A dzisiejsze przedszkolaki z rodzeństwem kompletowanym przez rodziców z różnymi osobami – mogą równie dobrze postawić w przyszłości na tradycyjny związek, próbować udowodnić swoim życiem, że jednak się da ( sama znam takie przypadki)
Zgadzam się w kwestii wyraźnych zmian – jeśli chodzi o malejącą rolę kościoła i rosnącą z kolei ilość rozwodów – ale „tradycyjny model – chodzenie ze sobą, miłość, małżeństwo, dzieci i takie tam” chyba wciąż będzie docelowym ideałem.

2.
Śmieci i psie kupy.

Śmiem twierdzić, że zwyczaj segregowania śmieci i zbierania psich odchodów z ulicy – zaczął wprowadzać w Krk mój kumpel – i to dużo wcześniej, zanim zrobiła się na to „moda” czy też w ogóle pojawiły się na ten temat pierwsze nieśmiałe wzmianki… żeby utrzymać rodzinę wyjechał, jak się to wtedy mówiło „na Saksy” do pracy i stamtąd, już w latach 80/90 zeszłego wieku, przywoził przeróżne nowinki obyczajowe…
ze śmieciami był problem, bo o odpowiednich pojemnikach jeszcze nikt u nas nie słyszał, ale z psimi kupami było łatwiej – wystarczała mała reklamówka/woreczek foliowy, wcale nie żaden specjalny, a całkiem zwyczajny, po jakimś produkcie spożywczym.
Tak więc już ponad 20 lat temu on i jego nieliczni naśladowcy wywoływali niemałe zainteresowanie na ulicach Krakowa, kiedy pochylali się nad tym, co właśnie wyprodukowała ich psina, dłonią w folii sprytnie łapali to z góry, zawijali do środka, wyrzucali do śmietnika – i już !!!
Zdarzały się głośne komentarze w rodzaju „rany, co on robi z tą kupą?!
Jeszcze większą sensację wzbudzał mój kolega, niewidomy, kiedy jego pies-przewodnik nieszczęśliwie ominął wyznaczony kawałek trawniczka pod latarnią na osiedlu…. wysiłkom, żeby kupkę zebrać, ale najpierw oczywiście odnaleźć, często kibicowali sąsiedzi i uczynnie podpowiadali ” troszkę w prawo, panie Irku, troszkę w prawo !! „ – kiedy usiłował ją „zmacać” 🙂
A segregowanie odpadów pozwoliło na 3krotne obniżenie opłat za wywóz śmieci w mojej kamienicy – tak więc razem ze sprzątaniem po swoim czworonożnym ulubieńcu jest dla mnie oczywistą oczywistością.
Niestety nie dla wszystkich.
Lecz kilka dni temu wzruszyła mnie jakaś elegancka paniusia, co mikroskopijną kupkę swojego yorka pedantycznie i skrupulatnie wyzbierała z klombu, gdzie moim zdaniem spokojnie mogła pozostać, użyźniając ziemię pod kwiatki – po czym pozawijała dokładnie, jak jakiś materiał żrący – i wyrzuciła do śmietnika…
Więc może idzie nowe?

PS. Pełny tekst felietonów, do których się odnoszę, do odnalezienia na facebooku pod adresem „dekadenci.pl” .