Tagi

1. Echoes from Beyond
2. Dreamworld
3. Universal Law
4. Mad Architect
5. Transitions: Part 1
6. Sailing Away
7. Floating
8. Strange Machine

skład grupy:

SNOWY SHAW – śpiew
MAGNUS DAUN – gitara
ERIK FERENTINOS gitara basowa
ZVEN LINDSTEN – perkusja
JORGEN OSCARSSON – klawisze

Nie wiem, czy to ja powinnam płacić jakiś ryczałt panu Januszowi Merzowi z Radia Heavy Metal Attack za nieustanne antenowe podsuwanie mi muzyki do słuchania i recenzowania, (zawsze interesującej, często urzekającej – ale czasem wręcz powalającej na kolana), czy to raczej on mnie – za ustawiczną, ale najszczerszą reklamę jego radia, playlisty, a także jego osoby 😉
Oto kolejny raz zdarzyło się, że dwa utwory puszczone w eter zachwyciły mnie do tego stopnia, iż odszukałam w necie informacje o kapeli a na Chomiku całą płytę, z której pochodziły.
I z każdym przesłuchaniem nabierałam pewności, że muszę o niej napisać, a w myślach układały mi się już słowa recenzji…
Pogrzebałam więc tu i tam, a tłumacz google wyjaśnił mi, że MAD ARCHITECT powołano do życia w 2011 w Göteborgu w Szwecji, i że to „mroczny power metal” ze Snowy Shaw’em na wokalu. (tu jeszcze zero reakcji, żadnego olśnienia… )
OK, więc czytałam spokojnie dalej, że gitarzysta i założyciel Magnus Daun, i że razem z perkusistą Svenem Lindstenem, do tego niezrównany Snowy Shaw (SABATON , Therion , KING DIAMOND) (dalej nic … )
Ich pierwsza próba to epka Dreamworld , wydana w 2012, zmasterowana przez Gorana Finnberga (In Flames , MESHUGGAH) , i jeszcze Jorgen Oscarsson z atmosferą z jego złowrogich klawiatur !
Dobra, łyknęłam te złowrogie klawiatury , ale zaraz, jak to Therion i ta cała reszta, chwila !!!!!
No i wiki podpowiedziała, ku mojemu osłupieniu, że tak, że SNOWY SHAW robił za wokalistę mojej ukochanej grupy Therion (Gothic Kabbalah (2007), Live Gothic (2008) Sitra Ahra (2010) ) – to stąd wzięło się to moje przemożne uczucie wokalnego déjà vu podczas odsłuchu „JOURNEY TO MADNESS”….
Totalnie mnie zamurowało – z oczami jak pięciozłotówki doczytywałam, że perkusista w Sabatonie, a kiedyś w King Diamond i Mercyful Fate i innych….
Ale – kurna – to TEN tenor w Therion !!!!!
Nawet na ostatnim CD ( Les Fleurs du Mal) można było go usłyszeć w „Initials B.B.” i „Dis-moi Poupee”…
Ok, do rozpływania się nad wokalem Snowy Shawa wrócę za moment – jeszcze chwila oddechu, czyli reszta informacji o zespole i płycie:
W 2013 roku do grupy dołączył amerykański basista Erik Ferentinos (STEPHEN Pearcy BAND) zamykając skład na debiutanckim albumie „JOURNEY TO MADNESS”.
Mix i mastering – Andy La Rocque (King Diamond) latem tego roku.

Muzyka MAD ARCHITEKT bywa opisywana jako upiorny power metal , albo heavy metal z elementami progresywnymi i gotyckimi nastrojami czy fakturami, melodyjny i nieco ekstremalny.
I tu się zgodzę – fenomenalny wokal Shawa bywa upiorny, jego doskonale rozpoznawalna barwa mieni się mnóstwem odcieni – ale żadnego nie nazwałabym anielskim, raczej 😉
Jego śpiew jest podszyty grozą, z akcentem chrapliwym i porażającym – brzmi to trochę tak, jakby to nieco screemowe brzmienie było naturalne i stanowiło jego integralny element.
Czasem bywa ono włączane mocniej – czasem jawi się jako jedynie cień cienia, ale jest obecne stale i tworzy niezrównany koloryt, oryginalny i niepowtarzalny, niemożliwy do powielenia.

Jak sugeruje tytuł albumu, rycina na okładce i sama warstwa muzyczna – jest on faktycznie podróżą w głąb szalonego umysłu.
Rozpoczyna się ona półtora-minutowym, płaczliwie melodyjnym, gitarowym intro, nieco oldscoolowym i leciutko przesterowanym, o ile mnie ucho nie myli… ten wstęp prowadzi nas wprost w objęcia „Dreamworld” (to jeden z tych super-hiciorów, poznanych dzięki Radiu HMA) – objęcia mocne i zdecydowane, powiedziałabym też – że zadziorne, dzięki magii wokalu Snowy Shawa.
Nie wiem, jak Was – ale mnie ten kawałek zahipnotyzował już podczas pierwszej prezentacji na antenie – klarownie i pewnie poprowadzona linia melodyczna, wyrazisty perkusyjny rytm, śpiewne gitarowe solo w środku – ale to pęd perkusji, jej nieubłagany tętent (złagodzony przedłużonym legato keyboardu) i niesamowita, skrzypiąca i zgrzytliwa barwa głosu Shawa nadają charakter tej kompozycji.
Niezwykle dynamiczny utwór łapie nas za gardło już pierwszym kopnięciem perkusji i trzyma aż do finałowego uderzenia gitar, jego tekst zaś ostrzega, że życie jest tylko złudzeniem, żyjemy bowiem w świecie snów, gdzie nic nie jest prawdziwe….
Jest pięknie, ale czujemy, ze upiory nadchodzą.
Wyczuwamy ich obecność już w „Universal Law ” – najdłuższej na albumie, najbardziej rozbudowanej i zróżnicowanej kompozycji, ze środkową, wolniejszą częścią i chrapliwym, dobitnym szeptem Shawa…. to po niej dopiero, słuchacza zwiedzionego pierwszymi trzema, nieco beztroskimi minutami utworu – otacza i wciąga w mętną kipiel rzeka mrocznych dźwięków, wręcz demonicznych i szatańskich, jeśli weźmie się pod uwagę, co wokalista wyprawia przy pomocy swojego głosu – czasami bulgocze, chrypi, rzęzi, beka, charczy…. a melodia i tak zachwyca, szczególnie ten ostatni, trzyminutowy wątek…
Podobnie magnetyzuje utwór kolejny – odnoszę wrażenie, iż bezwolną i odurzoną wiedzie ten upiorny wokal – ale także zmiany dynamiki…
Nie umiem tego lepiej wytłumaczyć – to zjawisko zahacza o magię, jakby utwory miały moc rzucania uroku – a mechanizm działania rytmu kojarzy mi się z wprowadzającymi w trans uderzeniami bębnów, choć nie ma tu przecież żadnego brzmieniowego podobieństwa – ale skutek jest podobny. Z każdym zwrotem tempa, przyśpieszeniem czy zwolnieniem, nieważne – moja dusza popada w coraz mocniejsze zniewolenie, czuję jak zaciskają się sidła – i nie chcę się bronić, poddaję się, przechodzę na drugą stronę….
Moją decyzję nagradza półminutowe, przepiękne akustyczne „Transitions – part 1”.
I jestem już we władzy Szalonego Architekta – bezbronna, ale bez strachu : płynę razem z wartkim strumieniem „Sailing Away”, z rytmem perkusji, w miękkim płaszczu klawiszy…. unoszę się, kołysząc się wolno w majestatycznym „Floating” , głaskana melodią i tulona śpiewem Shawa – jakże łagodnym, czystym, delikatnym tym razem.
I nie boję się już niczego – nawet, gdy niespodziewanie wybudzona z głębokiego snu zauważam – że koszmar staje się rzeczywistością…
i ból zakwita – potworna maszyna dokonuje rzezi, jej koła zębate spływają krwią chętnych ofiar…. żarłoczny drapieżnik odrywa ciało od kości, rozszarpuje mięso… w rytualnej ceremonii ofiary kruszy kości i wysysa szpik – nie spocznie, póki nie zostanie już nic.

Ale ja nie czuję strachu.
Już nie.