Tagi

AG ( lipiec 2010)

Nie mam zwyczaju grzebania w internecie.
Nie zaczynam dnia od sprawdzenia, czym mnie dziś zaskoczy, czy choćby zaciekawi onet.
Nie czytuję blogów, bashów, joemonsterów…
Może dlatego – że wciąż w jakimś sensie jestem na tym polu nowicjuszem, korzystam z ograniczonych możliwości, bo pozostałych po prostu nie znam, nie wiem jak i gdzie ich szukać.
Podejrzewam – że nie znam nawet nazw połowy z nich.
Może też dlatego, że i tak czuję się uwiedziona, zniewolona i niewolniczo przywiązana do komputera, staram się więc stawiać sobie jakieś bariery, jakieś ograniczenia, jak alkoholik wierzący, że jeśli sięgnie po kieliszek dopiero po 22-giej, nie wcześniej, albo ograniczy się do 3 piw dziennie i tego limitu nie przekroczy – to znaczy, że to nie nałóg, że nad tym panuje.
Dlatego więc – żadnych wędrówek na ślepo, nic zbliżonego nawet do serfowania, zagłębiania się w demotywatory, blogownie, wierszowiska, wrzuty…
Ale mam WAS.
Wy – czyli AG.
Wszechświat w pigułce, kosmiczny rozrzut poglądów, postaw, zainteresowań.
Wasze dyskusje polityczno-historyczne… po co mi onet, starczy że poczytam polemiki Pina z Wertherem, Vilem, Alekiem…
Rzadko biorę w nich udział, nie mam zwyczaju zabierać głosu w materii obcej i nieznanej, nie wypowiadam się w tematach, gdzie zwyczajnie brakuje mi wiedzy – ale zawsze śledzę je bacznie, czytam bardzo uważnie.
Artykuły pracowicie linkowane przez Cold, jak choćby te ostatnie, odsłaniające kulisy wydarzeń sprzed 70 lat, niesamowite wojenne historie, niecodzienne, zaskakujące, wzruszające.
Nigdy nie miałam okazji zapytać Cold, w jaki sposób znajduje takie perełki, jak się to dzieje – że tak doskonale trafia, że każda z linkowanych opowieści jeśli nawet nie wywoła szalonej dyskusji, to zawsze poruszy.
Demoty wybrane przez Scarlett – cud miód i orzeszki.
Kolejowo-morskie historie Vila…
Obyczajowe Eleganta … krajoznawcze Sierry…
filmowe, książkowe, muzyczne….
OK – teraz robię krok do tyłu i zaczynam postrzegać sprawy szerzej. Widzę njusy, recenzje, zapowiedzi, musicbox, nową szatę graficzną made łapki Kroghula, filmowe opowieści Siadeh, książkowe Lukra – i całą tę wielką, gigantyczną pracę Pina.
Zaczynam dostrzegać, jak skomplikowaną konstrukcję tworzymy, jaką symbiozę wypracował ten nasz układ, takie wielowymiarowe puzzle,a wszystko podlane muzyką Arachny.
I popijając mineralkę wzmocnioną piwem zaczynam się zastanawiać, jak bardzo na tej symbiozie korzystam – i martwić, że sama za mało daję.
Że te moje marne wierszyki, pisanina blogowa, opowieści o koncertach i nie tylko, że to tak niewiele.
Tym bardziej – że ta symbioza ma znacznie głębsze dno, że skutkuje poczuciem niesamowitej wręcz więzi.
Nigdy Wam nie zapomnę – jak licznie, serdecznie i solidarnie trzymaliście kciuki za te moje nieszczęsne ale pełne nadziei randki.
I to – że się nie udało – przeżywaliście chyba mocniej ode mnie, nigdy Wam tego nie zapomnę, tego wsparcia, dziewczyny, Cold, Vania i wszyscy.
I to dzięki wam wszystkim zaczynam dzień od włączenia kompa – i AG.
Portal randkowy obczajam w dalszej kolejności .

PS.

Tę notkę zainspirowały artykuły linkowane przez Cold – i chciałam jej jedynie za nie podziękować…
ale nie wiem, czy upał, czy jakieś spowodowane moim statecznym wiekiem rozmarzenie skłoniło mnie do większych uogólnień i natchło do takich bez-okazyjnych podsumowań.
Wiem – że jako podsumowanie jest bardzo wyrywkowe i pobieżne, przepraszam więc tych o których nie wspomniałam, a powinnam.
Ale wiecie – wiek.
I upał.