Tagi

AG (maj 2013)

Ostatniej nocy miałam sen – i było trochę inaczej, niż zwykle.
Bo sny przychodzą do mnie co wieczór, wystarczy, że zamknę oczy… pełne kolorów i zapachów, mają poplątane fabuły i przenoszą mnie do miejsc, znanych z przeszłości – ale zmienionych, dziwnych, odrealnionych.
Sny przygodowe, sny thrillery, romanse, horrory i sci-fi, sny – seriale i sny – cykle.
Sny o lataniu… sny o kosmitach… o niewidzialnym napastniku, pogoniach i ucieczkach, sny, w których czas się cofa.
Sny o przeprowadzkach, podróżach, wojnach, katastrofach.
Sny, w których nie potrafię odnaleźć domu.
Sny – w których się zabijam.
Sny o wszystkich tych sytuacjach, których się boję, o wydarzeniach – których unikam jak ognia.
Sny – w których czuję się zagubiona i osaczona, bezbronna w pułapce, w jaką zostałam złapana – w pułapce snu.
Kiedyś umiałabym sobie z nią poradzić.
Bo kiedy byłam mała, miewałam sny, podczas których wiedziałam, że śnię, i wtedy mogłam świadomie i celowo zmieniać fabułę, kierować opowieścią.
Potrafiłam też w dowolnym momencie obudzić się, z pełną świadomością tego, co robię i stosując, wciąż we śnie, odpowiednią technikę tego wybudzania.
Robiłam tak zawsze, ilekroć fabuła sennej opowieści mnie znudziła czy wystraszyła, kiedy chciałam ją przerwać. Takie świadome śnienie to podobno naturalna umiejętność dzieci, jednak nie ćwiczona zanika wraz z dorosłością, niestety.
Wiem to, bo wieki całe nie miałam takiego snu.
Aż do wczoraj.
Bo wczoraj śniło mi się, że wspólnie z siostrą wybieram się w podróż, obie więc, spakowane, wychodzimy z domu, choć nie wiem wcale, dokąd jadę i na jak długo – po prostu wyjeżdżam.
To częsty temat moich snów, a że z podróżowaniem wiąże się wiele moich fobii, to i sny je akcentują.
Ale nic na razie nie zapowiada kłopotów ani nieszczęść, plotkujemy sobie z siostrą radośnie, jest piękny słoneczny dzień, a my, obie w letnich, kolorowych sukienkach siedzimy na ławce przystankowej wiaty machając nogami.
Autobusu jednak nie widać, żadnego innego pojazdu zresztą też – a szosa ciągnie się w lewo i prawo aż po horyzont.
To kompletne odludzie, jedynie w oddali widnieje wielkopłytowe osiedle, ale dokoła nikogo, pusto, tylko wiatr rozwiewa piasek na ubitej żółtej glinie.
Słońce zaczyna przypiekać zbyt mocno przez szklane ściany wiaty, postanawiamy ochłodzić się w przejściu podziemnym i schodzimy tam na chwilę… wtedy przypominam sobie o pozostawionych bagażach.
Pędzimy schodami do góry przeskakując po kilka stopni na raz – wszystko jest tak samo: upał, piasek, wiata – tylko walizek nie ma.
Moja była ogniście czerwona, taki neseser na kółkach, sporej wielkości. Ale zniknęła – choć wokół nadal żywego ducha.
Z rozpaczliwą nadzieją obchodzimy wiatę dookoła – nic.
W międzyczasie podjeżdża autobus w kolorze miętowej zieleni, taki trochę jak z lat 50tych, o obłych kształtach, z małymi okienkami w żółtawych lamówkach uszczelek.
Pozbawione bagaży postanawiamy jechać mimo wszystko.
Jednak po chwili autobus skręca w boczną uliczkę, potem w wąską ścieżkę, w końcu zatrzymuje się powoli.
Kierowca – młody, długowłosy blondyn, kompletnie pijany, z trudem wytacza się z autobusu, chwiejąc się na nogach.
My wysiadamy także, ja beztrosko żartuję, że wybaczam cały incydent chłopakowi, bo długowłosy – nawet we śnie jestem dowcipna.
Tymczasem wokoło zrobiło się pusto, nieliczni pasażerowie zniknęli w zagadkowy sposób – postanawiamy więc wrócić na „nasz” przystanek, autobus nie ujechał daleko, czeka nas jedynie chwila marszu, no i może odnajdą się nasze bagaże.
Jednak kiedy trafiamy tam z powrotem – nadal ich nie ma.
Wtedy zaczynam myśleć o tej wielkiej czerwonej walizie – jakiejś takiej nie w moim stylu… i o tym, że przecież miałam tam swoje ukochane ciuchy, ulubione drobiazgi i kosmetyki, itp. a zostawiłam ją jak durna na przystanku i polazłam nie wiedzieć gdzie…
Wszystko to zaczyna mi się wydawać dziwaczne i jakieś bez sensu.
I wtedy przychodzi olśnienie, że to za bardzo do mnie niepodobne, jeszcze ten pijany kierowca – to niemożliwe, to musi być sen i ten sen mi się nie podoba.
Mówię o swoim odkryciu siostrze.
Tłumaczę, że to sen i że musimy się obudzić.
Szczegółowo instruuję ją, jak trzeba tego dokonać, uspokajam, że wiem dokładnie, co robić i jej pokażę, a ona ma tylko naśladować moje działania.
Oczywiście nie zdaję sobie sprawy, jak bardzo moje słowa i czyny są niedorzeczne, wręcz absurdalne – oznajmiam więc spokojnie, żeby się nie przejmowała niczym, że wszystko się uda, że porozmawiam z nią, jak tylko się obudzimy, a zaraz się obudzimy i wszystko będzie dobrze.
Mówię do niej całkiem tak – jakbyśmy śniły razem ten sam sen… jakby mógł być wspólny.
I teraz robię to – co zawsze w takich wypadkach, zawsze, kiedy chcę się obudzić: z całej siły, wciąż śniąc, próbuję otworzyć oczy.
Ta oczywista, narzucająca się wręcz, trywialna metoda skutkuje za każdym razem, trzeba się tylko solidnie przyłożyć.
Skupiam się więc na tej czynności, i mocno, kilkukrotnie, na przemian to podnoszę to opuszczam powieki.
I moja technika działa, udało się, bo sen znika a ja się budzę.
Budzę się w środku nocy odzyskując na moment świadomość. Wracam do realnego świata na małą chwilę, wystarczającą na uzmysłowienie sobie prawdy.
Nie porozmawiam z siostrą.
Nie dlatego, że to bez sensu, że to był tylko mój sen, tylko mój i nie muszę martwić się o nią – ale raczej dlatego, że nie martwimy się o siebie nawzajem od lat.
We śnie „zapomniałam”, że dawno temu moja siostra przestała martwić się o mnie, odsunęła od siebie to martwienie się – jak coś obrzydliwego, odsunęła się ode mnie z obrzydzeniem.
Zerwałyśmy wszelkie kontakty i nie rozmawiamy ze sobą od lat.
Już prawie od 20 lat nie wiem, co się z nią dzieje, tym bardziej – o czym śni.
Więc nie porozmawiam z nią, choć przed chwilą jej to obiecałam.
Nawet się nie dowie – że ja śniłam o niej.
Ale nie jest mi z tego powodu jakoś specjalnie smutno, może tylko odrobinę – ale nie więcej.
Ten krótki moment świadomości starcza, żebym i z tego zdała sobie sprawę… i chyba nawet nie chcę tego analizować czy roztrząsać, przynajmniej nie w tej chwili.
Bo plan został wykonany, ten głupi sen został przerwany, więc zupełnie spokojna zasypiam na nowo i śni mi się już coś innego.