Tagi

,

AG (listopad 2009)

W połowie grudnia 1999 ostatni raz udało mi się zobaczyć Tomka Beksińskiego – na tydzień przed jego śmiercią…. było to w Krakowie na koncercie Petera Hammilla.
Wpadliśmy na siebie w holu Związkowca, gdzie koncert się odbywał – i gdybym nie była tak zaaferowana, nie śpieszyła się tak – zauważyłabym jego zastanawiającą reakcję na mój wybuch radości… ja zasypywałam go potokiem słów – że jakże się cieszę, że tak dawno się nie widzieliśmy i że wreszcie i że super wygląda….
a on tylko patrzył i jakoś się tak dziwnie uśmiechał…
dopiero po koncercie, już w domu udało mi się rozszyfrować ten jego wyraz twarzy – wydał mi się wzruszony i jakiś taki uroczysty….
ale stwierdziłam – że chyba źle to zapamiętałam – no bo skąd wzruszenie? nie byłam dla Tomka nikim szczególnym – ot, napalona słuchaczka – jedna z wielu…
Dopiero po wieści o jego śmierci do mnie dotarło – że on już wiedział.
Wiedział , że to nasze ostatnie spotkanie i wzruszyła go moja głupia radość.
Wiedział, że nie zobaczymy się więcej, bo wszystko miał już zaplanowane.
Pożyczone od ludzi płyty/kasety opatrzone karteczkami – komu oddać …. oddaniem tych „długów” zajmował się później jego ojciec i tak niektórym udało się poznać wielkiego malarza….
A czytaliście jego ostatni artykuł w „Tylko rocku” ? Ten z jego zakamuflowanym „testamentem” – w którym niby żartobliwie żegna się ze słuchaczami i podsumowuje swoje życie??
ciekawa jestem – ile osób zna jego pełną historię….

Ja też mam ten egzemplarz „Tylko Rocka” i wszystkie inne…
W każdym razie historia tego artykułu jest niesamowita….
Po tym koncercie w Krakowie moi znajomi z różnych rozgłośni radiowych, wracający razem z Tomkiem do Wawy pociągiem postanowili umilić sobie podróż przeglądając w przedziale świeżo zakupionego „Tylko rocka”…. odnaleźli art Tomka i zaczęły się wygłupy – ach ten Tomkowy czarny humor , on jak zwykle … (i nikt nie potraktował tego poważnie – aż do… )
jakież było ich zdziwienie – gdy Tomek przerywając ich żarty po prostu dostał ataku złości… wściekał się na redakcję, że obiecano mu – iż miesięcznik na pewno nie ukaże się przed Świętami….nikt nie rozumiał powodów Tomkowego wściekania się – aż do feralnej Wigilii – kiedy okazało się, że ukazanie się artykułu w odpowiednim momencie było dokładnie przez Beksę zaplanowane…

I myślę – że z odejściem Tomka skończyło się radio.
Możecie mnie za te słowa zlinczować – ale ja wiem co mówię.
Ja sama miałam świadomość, jak wiele jego śmierć zmieni w moim życiu już wtedy …. już na przełomie wieków – kiedy się zabił … a teraz to się potwierdza.
Nie tylko w moim życiu – w ogóle świat się zmienił.
I to nie tylko ja przestałam słuchać radia – to nowe pokolenie, które po Tomku dorosło również radia nie słucha.
I teraz to już naprawdę nie jestem w stanie stwierdzić – czy to źle…
bo ja też się zmieniłam…. i radzę sobie w tym nowym świecie – mam kompa i internet …. fakt – że brakuje mi w tym świecie takiego przewodnika, jakim był Tomek … nikt mi niczego nie proponuje/nie zachęca/nie daje wskazówek/nie prowadzi…
mam dostęp do ogromu muzyki (nieporównywalnie większy niż kiedyś), ale muszę się z tym uporać sama…
więc nie ma takich facetów – ani takiego radia – ani takiego świata.
Mnie udało się do niego przystosować – on się przed tym bronił…
może dlatego – ja żyję….