Tagi

AG (październik 2009)

Ten pierwszy mój, niejako dziewiczy felietonik jest wynikiem skojarzeń i przemyśleń po dramatycznych wydarzeniach w domu Div, po zuchwałym włamaniu i o stratach – jaki poniosła jej rodzina. Podkreślaliśmy jej utratę poczucia bezpieczeństwa, zbezczeszczenie ciepłego miejsca/spokojnego azylu – jakim jawił się jej dom. Mówiliśmy o tym, co mogło jeszcze wydarzyć się złego, snuliśmy dramatyczne przypuszczenia i pocieszaliśmy „jak dobrze, że TO was jednak ominęło”.
Jak dobrze – bo straty materialne można odrobić, na rzeczy utracone na nowo zapracować, odzyskać..
Jest jednak zupełnie inna strona medalu, inny aspekt, skojarzenie może nie bezpośrednie – ale istotne i dlatego o tym piszę.
Chodzi mi o to – jak traktujemy własność i ludzi – którzy mają od nas więcej, szczególnie, kiedy to, co posiadają nie spadło im z nieba a dorobili się dzięki ciężkiej pracy i wyrzeczeniom.
Wydaje mi się – że ciągle w nas pokutuje przeświadczenie, że posiadanie pieniędzy/domu/eleganckiego samochodu jest rzeczą wstydliwą… że pachnie przekrętem i jako takie powinno pozostać tematem tabu …
Niewiele osób stać na wyraźne stwierdzenie – tak, dorobiłem się, trafiłem na rynkową niszę/miałem super pomysł, po prostu dziko harowałem itp.
Zapewne unikają zazdrości i zawiści bliskich i dalekich, uszczypliwych uwag „to na wakacje tym razem gdzie? bo ileż można na tę Majorkę, nie? hehehe .. „
Żeby stać się przedmiotem zawiści i złośliwości czasem wystarczy mieć (śmiechu warte) ćwierć maleńkiej rozwalającej się kamieniczki, która nie przynosi żadnych dochodów – wręcz przeciwnie, pochłania niebotyczne sumy na nieustające remonty i reperacje…
albo zaparkować pod blokiem samochodem pół klasy lepszym od pozostałych…
Czasem odnoszę wrażenie – że kiedy narzekamy – że znowu zabrakło nam do pierwszego, że musimy zrezygnować z jakiegoś wymarzonego zakupu – to natychmiast znajdujemy zrozumienie i pocieszenie…. popatrzmy jednak na miny i reakcje niektórych, kiedy z radością opowiadamy o jakimś udanym interesie/zakupie/wyprawie…
Ileż niechęci, zawiści i złośliwości kryje się czasem w krótkim stwierdzeniu „tobie to dobrze”…
Jakby to czyjąś „winą ” było – że ciężko pracuje/miał pomysł i potrafił go zrealizować.
A już obrzydliwe masakrycznie stają się reakcje niektórych, kiedy w tym nieszczęsnym, nieco lepszym niż inne aucie ktoś powybija szyby pod osłoną nocy albo splądruje dom.
Zdarza się wtedy słyszeć obrzydliwe uwagi typu „na biednego nie trafiło”… albo dowcipne „co to dla Ciebie, przecież masz drugie tyle”….
To idiotyczne – ale nawet mnie (a uważam się za osobę tylko trochę bogatszą od kościelnej myszy) spotkały podobne reakcje i podobne słowa po jakiejś spektakularnej IMO kradzieży.
Piszę o tym – żeby absolutnie jasnymi się stały moje słowa „to tylko pieniądze”.
„Tylko” – bo przecież to nie cel – a środek pomagający realizować marzenia…
„tylko” – bo chyba łatwiej znieść utratę kasy – niż wymarzonych/wychodzonych/wybranych po wielu godzinach rozterek przedmiotów, które zdążylibyśmy już pokochać, drogocennych pamiątek…
tylko” – bo przecież można niestety stracić o wiele więcej… i to słowo „tylko” jest tak na pocieszenie, dla zamydlenia oczu, odwrócenia uwagi – a nie z braku szacunku/lekceważenia dorobku być może całego życia.