Tagi

Cóż – trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, choćby była nieprzyjemna, bolesna i wstydliwa, a ta właśnie taka jest, niestety: otóż, ja się starzeję.
Na nic przed-imprezowe wielogodzinne zabiegi prasowania zmarszczek, masaże, maseczki, okłady, gimnastyka…. ludowa mądrość mówi, że duch ochoczy, ale ciało mdłe, metryki się nie przeskoczy – i chuj, że zacytuję wieszcza 😉
Ja wczoraj w Carycy próbowałam jednak przeskoczyć tę metrykę niemal do 4 rano, przeskoczyć w większości na parkiecie, bo nie dało się spokojnie posiedzieć przy piwie, no kurna nie dało.
A tak liczyłam na poważne przy-stolikowe rozmowy o życiu, miłościach i przyjaźniach i dlaczego nasze marzenia nie zawsze się spełniają i jak szukać nowych… rozmowy oczywiście były, ale w rozmiarze niewielkim, tak na moje oko XS – bo resztę czasu przeskakałam na parkiecie, walcząc ze słabością ciała.
Wzmacniałam się piwem (w ilościach umiarkowanych) i mniamniuśnymi muffinkami z czekoladą, orzeszkami, cukierkowymi koralikami i Szmatan wie, czym jeszcze….
Szalenie mi się podobają Carycowe kulinarne pomysły a ten wczorajszy szczególnie, ponieważ po całym dniu kopiowania i niekończących się poprawkach w moim przyszłym blogu byłam głodna, jak stado wilków, a o kolacji w domu jakoś zapomniałam – muffinki uratowały mi życie, dzięki !!!!!!
A w przy-stolikowych i kibelkowych rozmowach wypytywano mnie o postępy w pracach nad blogiem i o zamknięcie AG i jak daję radę – rany, dziękuję Wam, kochani moi, to szalenie fajne i takie ciepłe 🙂
Do tej pory czuję jeszcze Wasze szczere zainteresowanie i wzruszającą serdeczność 🙂
A czemu rozmów niewiele i co od nich odrywało i ciągnęło na dansflor?
No kurna – muzyka.
Nie dość – że nagłośnienie jakoś złośliwie nie chciało szwankować (przynajmniej od mojego pojawienia się w Carycy) to jeszcze Nasze Kochane Szafy Grające w sposób wyrafinowany i podły zapuszczały takie kawałki – że moje wypasione creepersy same biegły na parkiet i nawet miały siłę pociągnąć za sobą całe 73 kilo mojego boskiego ciała 😉
Jasne, próbowałam się bronić i stawiałam czynny opór – ale Scooter wygrywał ….. i wszystkie te, liczne utwory – które rozpoznaję już nie od pierwszego taktu – ale pierwszego dźwięku, do których wraz z połową parkietu skaczę z rękami w górze, macham włosami czy wykonuje inne skomplikowane ewolucje.
I naprawdę nie ma znaczenia IMO – że nie pamiętam nazw tych kapel, bo tańcząc jestem w stanie śpiewać większość refrenów… i nieistotne – że tytuły też wyleciały mi z głowy, Wy je pamiętacie i zapewne wyliczycie bez pudła 🙂 To takie bardzo NASZE utwory, one – i nasze wspólne parkietowe działania sprawiają, że na parkiecie i poza nim także – czuję, że gdzieś należę, że jesteśmy sobie bliscy jak rodzina… a podkreślają to też nasze przywitania i pożegnania, żadnego tam sztywnego podania dłoni czy zdawkowego kiwnięcia głową – zawsze jest to ciepły i serdeczny uścisk z przytuleniem.
Kurde – od zawsze wzruszają mnie te miśki powitalne i pożegnalne, to dla mnie czarująca nowość, bo wcześniej nie miałam tego w zwyczaju – ani ja, ani krąg moich znajomych.
Zabrzmi to patetycznie i głupio, wiem – ale wszystko to, plus atmosfera pozbawiona dystansu, pełna otwartości na drugiego człowieka, przyjazna i braterska, to, że interesujecie się żywo moimi sprawami i wspieracie, a także sami opowiadacie mi o swoich problemach, radzicie się i zwierzacie – to wszystko sprawia, że czuję się wśród Was jak wśród swoich.
To jest właśnie społeczność, do której należę, to jest moja rodzina.
Dobra, to tera o sprawach mniej wzniosłych a równie istotnych, bo stanowiących o charakterze miejsca i imprezy: dziękuję Kochanym Panom Barmanom za natychmiastową reakcję na moją prośbę o włączenie wiatraka, ale chyba jeszcze bardziej za wyjaśnienie, że to nie ja, ślepudra stara, nie widzę obracających się śmigieł, tylko faktycznie coś się spsuło i wentylator nie działa… to – że Pan Barman osobiście i z własnej nieprzymuszonej woli pofatygował się do mojego stolika, żeby mi ową informację przekazać jest kolejnym dowodem na to, iż w Carycy klienta traktuje się uprzejmie i z szacunkiem 🙂
A z wydarzeń ekstremalnych?
Miała miejsce próba przeciągnięcia mnie przez otwory siatki odgradzającej dansflor – w wykonaniu Katariny, tak, wiem, jestem winna, zaczepiałam i straszyłam pazurami 😉
Tak, był seks w kibelku, był, i to chyba niejeden, nadejście jesieni sprzyja chyba erupcji tych no… a… uczuć 😀
U mnie chyba też wzięły i wybuchnęły całkiem niespodziewanie i znienacka, do czego przyznaję się z rumieńcem wstydu, (wzdych) ….
Otóż chyba pierwszy raz w moim długim życiu zdarzyło mi się ulec magii zapachu – ale ulec absolutnie i bez granic, w skali kosmicznej.
Mianowicie gdzieś po drugiej w nocy poczułam na dansflorze zapach – mocy średniej, ale dość wyrafinowany, elegancki i zniewalający.
Cały czas gibiąc się tanecznie przeprowadziłam śledztwo, czy raczej uczynił to mój nos, i znalazłam sprawcę mojego zachwytu – był nim niepozorny chłopak, całkiem spoza klimatu jak sądzę, tańczył nieszczególnie, jakieś niebiesko-szare wdzianko, żadnych długich włosów czy coś – ale pachniał tak, że ….
omatko, poleciałam do stolika i przepytałam Kasię w temacie feromonów, bo właśnie nabrałam pewności, że gdyby gostek złapał za te moje tiule i koronki, pociągnął mnie wraz z nimi w stronę kibelka ze słowami ” chodź babo będę Cię używał” to poszłabym, wręcz pofrunęłabym w podskokach 😉
Szczęśliwie chłopakowi ani w głowie było łapać mnie, ciągnąć i używać, jego uwaga skupiła się raczej na jednej z moich o 30 lat młodszych koleżanek, zresztą bez skutku i odzewu… gdyby nie to, to kto wie, jakie historie opowiadałabym Wam dzisiaj …. 😉
Były też slitfocie – takie pozowane i takie z zaskoczenia, nie wiem, których boję się bardziej…

kolia1.jpg

prezentuję koliowy mix autorstwa Lukra 🙂

całas.jpg

wdzięczę się do obiektywu 😉

asychyn.jpg

a wyżej wdzięczymy się razem z Sychym 🙂

autorka fotek: Cień Euforii, tuning mój.