Tagi

AG

Chyba nie jestem rasową kobietą – na imprezę wybrałam się w kwiecistej spódnicy, lat 5, bluzce – lat dwa ( ale założonej drugi raz dopiero, po prostu jakoś zawieruszyła się w czarnej czeluści mojej szafy, zapomniałam, że ją w ogóle mam – no i kolorystycznie wkomponowała się w tło.
I czarne glany – takie raczej codzienne.
I czarne mitenki-kabaretki…
Ale podkolanówki w koronkowe różyczki świeżo odpakowane okazały się nosić napis rozbrajający „sexy girl” czego nie zauważyłam podczas kupowania – bo skupiłam się na różyczkach.
Plus jedne z koronkowych-wiadomo-czego, również debiut na imprezie 🙂

No i już od samego wejścia było słodko 🙂
Pan ochroniarz powitał mnie ciepło i nawet nie poprosił o okazanie biletu, tylko od razu z niskim ukłonem zaprosił do środka.
Po pokonaniu krętych schodów powtórka z sytuacji – 2 przemiłe dziewczyny powitały mnie jak starą znajomą ( cholera, może znałyśmy się z widzenia, tylko to nierozpoznanie wynikło z braku okularów, no bo kto zabiera okulary na sylwestrowe harce? )
i wręczyły identyfikator – na żółtym tle księżyc, zarys cmentarnych grobów i oczywiście nietoperki, napis,że Sylwester 2010 Kazamaty – i mój nick+nazwisko.
„Drzoanna Kolago” – zajebiście brzmi.
A w połączeniu z resztą to już w ogóle.
Identyfikator porządnie zafoliowany, a jakże – i dołączone 2 talony – biały „na napitek”, czerwony „na jadło” – jak głosiły stosowne napisy.
W środku prócz kazamatowych standardowych więziennych dekoracji – niestandardowe sylwkowe : baloniki, serpentyny, klasyka.
Na stołach połączonych zgodnie z rezerwacjami – czekały już przekąski : cudowny chleb z domowym smalcem i skwarkami, kiszone ogórki, czipsy, paluszki. orzeszki, no i butelki z szampanem.
Mniaaaaaaaam !!!
Poczułam się potwornie głodna, i z miejsca pożarłam 2 wielkie kromki pogryzając ogórkami – pycha !!!!
Po dokonaniu szybkiego handlu wymiennego – ja Ci szampana, Ty mi chleb ze smalcem – stałam się właścicielką kolejnych 2 kromek, jeszcze 2 dostałam od Pauli całkiem za free – eeeeee, niemożliwe, eleganckie kobiety się nie obżerają ….
W barze przywitania gorące z barmanami, Nataszą i Elutką, niespokojną co do gotyckości sukienki.
Zapewniam, ze tak, tak, super i git.
Elutka – ” to co? pszeniczniaka?” i leje cudownie mętną ciecz do Mojego Osobistego Wypasionego Kufla.
Już sącząc piwo przy stoliku przyglądam się dokładnie wzruszającym informacjom na stoliku – ta o rezerwacji stolika na wydruku z protokołu aresztowania Ala Capone, a jak, zdjęcie z profilu i en face, odciski palców, dane osobowe.
I jeszcze „Instrukcja użytkowania talonów” – ozdobnym stylizowanym drukiem.

( mam nadzieję, że ktoś mi to sfoci, wtedy zamieszczę na dowód, bo wszystko MAM tu – o tu 🙂 )

To ciepłe jadło okazało się dwoma mniamniuśnymi szaszłyczkami, ale absolutnie wymiotły przepyszne piernikowe trumienki – każda z lukrowym napisem „R.I.P” – na obowiązkowo mrocznym grafitowym półmiseczku – i sztućce też czarne, po prostu MHROK.
( podle zajumałam z naszego stolika papierowy półmisek i 2 trumienki i targałam o 6 rano do domu, po ostrej walce z moim dzieckiem ostała się jedna, może dotrzyma do jutra, żeby jakiś zaprzyjaźniony uczeń ją sfocił, Eluś, proszę uprzejmie doliczyć mi do rachunku 😉 )


(trumienki sfociła Yaga )

Ze smakowych delicji było jeszcze obołoń aksamitne – z lodem oczywista bo temperatura rosła.
Jakoś w okolicy północnych toastów przyznałam się w barze, że za 3 dni mam dosyć okrągłe urodziny… jeszcze nie ochłonęłam po serdecznościach życzeń a już stała przede mną taca pełna szot-drinków, tak za free – od baru 🙂
Z nią obeszłam knajpę pierwszy raz.
Potem zamówiłam drugą.
To było epickie – miny obcych ludzi, którym wstawiałam tekst „hej, za 3 dni są moje okrągłe urodziny, zapraszam do wypicia mojego zdrowia”
Niektórzy próbowali zgadywać – jak bardzo okrągłe, nikt nie trafił, nikt nie przekroczył magicznej 40tki 🙂
Jakaś lekko zawiana laska – wzruszająco odszukała mnie po chwili z kielonkiem wódki, że nawzajem, i w ogóle 🙂
I to chóralne fałszywe ale wielokrotne i głośne „sto lat „.

Didżejem okazał się znajomy Yagi jeszcze z dawnych Popkowych czasów – Jared.
Ale to jednak ja wdzięczyłam się do niego machając dekolcikiem, coby przypomnieć o obiecanej Lacrimosie.
I była – 2 utwory z Fassade – i my z Yagusią przeżywające i szalejące na parkiecie 🙂
I zaraz potem – cudownie wpasowany po didżejsku ( przysięgam, nie wiem jak on to zrobił – ale się połączyło ) przępiękny hymn o miłości ” a ona robi loda mu”

http://www.youtube.com/watch?v=gBHOWXLBmxg 😛

A poza tym sporo utworów Moonspella, Nightwish, Rammsteina, Iron Maden, U2, Sabatona, Siostrzyczek, AC/DC, Accept… nie było co prawda Sopor Aeternus czy Tori Amos, jak na „więziennej” Pasterce ( również super impreza ) ale pojawił się król dyskotek „Hellraiser” Suicide Commando.
i „Nymphetamine” Kredek.
I „Celina” Kazika – nie ta ostrzejsza wersja = którą kocham, ale i tak 🙂
I Clostera „Czas komety” i mój na dansflorze szczęśliwie niesłyszalny śpiew/wydzieranie się ” ona jest czernią i bielą, ona jest smutkiem i nadzieją… ”
I nasze z Kobiauami i Gobosem wspólne machanie włosami….
I w pewnym momencie poczułam się już zmęczona – było dopiero po 5 rano, jak na moje hardkorowe osiągnięcia to daleko od rekordu, ale jakoś….
Kobiau przepięknie zalegał na wznak na zajmowanej przez nas więziennej pryczy, cały czas utrzymując w pionie kieliszek do połowy wypełniony szampanem i nie wiem, czy ten jego długoblondwłosiasty imidż, czy nostalgiczne „nas nie dogoniat” Tatu dobiegające z parkietu jakoś mnie emocjonalnie rozmiękczyło… 😉
nagle zapragnęłam znależć się już w domu, pod kołderką w zajebiście fuksjowe różyczki, wcześniej sprawdzić, czy nikt bliski i kochany nie skrobnął jakichś skromnych choć życzeń na gg ( bo smsy już obadałam 😉 )
Potem zasnąć i pośnić sobie o tym wszystkim – co chciałabym, by spełniło się w Nowym Roku….
Po rytualnych pożegnaniach z Całą Bardzo Kochaną Ekipą Za Barem ( i Przed Barem Też 😉 ) w mroku nocy – ale już dziennym tramwajem wróciłam do domu.
Następnego dnia tak abstrakcyjnie nieco zadziwiła mnie ilość jedynek w dacie – ta wyglądała trochę, jak zapisana w kodzie binarnym …..
ale dziwiła mnie krótko dość – bo ledwo wstałam – już był wieczór, łóżeczko, fuksjowa podusia, sny …