Tagi

AG

uczestnicy:
R.X Thamo = Jindra, czyli połowa trzonu BL
Martin = Wlasow, pisujący na AG
Radek, dziennikarz z Czech
chwilowo tylko niestety: Krzysiek ze Stalowej Woli, opracowujący polską wersję strony www Bratrstva Luny i myspace
Lukrecja
..i niżej podpisana 🙂

SDC11436.JPG

( od lewej : Martin, ja, Jindra i Lukier )

Na wspólny sobotni wieczór cieszyłam się już od dawna, choć, przyznaję miałam pewne obawy : czy/i jak szybko uda nam się przełamać lody ze względu na barierę językową.
Czy w związku z tym atmosfera nie będzie nieco sztywna i oficjalna…. nie macie pojęcia , jak bardzo myliłam się w swoich przypuszczeniach …. 🙂
Jak się okazało wszelkie bariery rozpłynęły się w gotyckiej mgle jeszcze przed wypiciem pierwszego piwa w Stillu…
już podczas ożywionej dyskusji podczas wybierania menu i śmiechów przy próbach przetłumaczenia, co dokładnie kryje się pod tajemniczymi nazwami dań…
(Lukrecja z wdziękiem prezentowała na swoim ponętnym ciałku, co to karczek a co golonka czy schabik)
Dalsze bratanie się z przyjaciółmi zza południowej granicy polegało na podjadaniu z talerza obok – a to pieroga ruskiego czy ze szpinakiem, a to kurczakowej nóżki w miodzie….
Okazało się tez – że piwo ma tendencję do natychmiastowego pojawiania się na stole – zanim w poprzednim kuflu pojawi się dno.
Wszystko oczywiście w ramach szeroko pojętej polsko-czeskiej przyjaźni…. baaaardzo szeroko pojętej – co do szczegółów pozostawię Lukrecji wolną rękę z nożycami cenzury 🙂
ale atmosfera rozkręcała się sama jakby – zupełnie nie dlatego, że mnie oczywiście WSZYSTKO się kojarzyło….
i oczywiście nie ma mojej winy w tym, że kiedy Martin opowiadał coś o ptaku ( nie pamiętam co, pamiętam, że o ptaku 😛 ) to obie z Lukrecją się rozrechotałyśmy radośnie, co spowodowało próby ustaleń czeskich odpowiedników tak istotnych polskich wyrazów jak „fiutek” i inne takie 🙂 i jak Martin ucieszył się – że w naszym towarzystwie spokojnie może powiedzieć „kurwa” bo się krygował i bawił w eufemizmy 🙂
Lukrecja ze słodkim wyrazem na delikatnej twarzyczce wyjaśniła mu – że może ze spokojem użyć też słów „chuj” i pierdolić”… że naszych wrażliwych gotyckich duszyczek to nie urazi 🙂
A co do bariery językowej – Jindra mówił po czesku… starał się też po angielsku… kiedy jego czeski był zbyt skomplikowany a w angielskim brakowało słów – włączał się Martin – tłumacząc w obie strony.
Radek dzielnie walczył angielskim – wtedy na polski dla mnie tłumaczyła Lukrecja . Ale bez Martina nie dalibyśmy rady.
Najlepiej – jak już nad ranem, jedną z dłuższych wypowiedzi Jindry, Martin „przetłumaczył” zmęczonym głosem „no, właśnie” 😀

SDC11456.JPG

( tu jeszcze z Krzyśkiem)

Sobotniego wieczoru runęło kilka mitów i stereotypów.
Na temat niechętnego stosunku Polaków do Czechów choćby, czy odwrotnie. Ogromnie wzruszyło mnie, kiedy Martin szczegółowo argumentując uzasadniał tezę, jak bardzo Czesi podziwiają naszych za bohaterstwo i niezłomnego ducha podczas 2 wojny światowej.
Chłopaki były świeżo po wizycie w Oświęcimiu – co zrobiło na nich kolosalne wrażenie. Opowiadali z przekonaniem o takim tradycyjnym wizerunku Polaka w Czechach – walecznego, honornego patrioty, o postawie Polaków podczas Powstania Warszawskiego, co dla Czechów jest ponoć niedoścignionym wzorem.
Kiedy – dla równowagi choćby, próbowałam wspomnieć o Praskiej Wiośnie 68′ i o niechlubnej w niej roli również i polskich żołnierzy – zagadali mnie natychmiast nie dopuszczając do słowa. Przyznam z powagą, co jak wiecie u mnie rzadkie, że zapamiętam tę część rozmowy, zachowam w sercu ten podziw, takt i elegancję trójki Czechów – na zawsze.
Ten mit o wzajemnej niechęci runął też dzięki Radkowi, który wędrując do baru po kolejne kufle z pienistą pysznością zbratał się z grupą siedzących nieopodal studentów, zdaje się 🙂
Ci wylewnie zapewniając go o swoim uwielbieniu dla przedstawicieli czeskiego narodu zaprosili nas wszystkich do swojego stolika. I tu powstał dylemat, bo my wybieraliśmy się na Perver’s Party do Kazamatów. Kiedy tylko przestawiłyśmy Czechom ofertę sobotniego rozrywkowego Krakowa – jednogłośnie i bez wahania wybrali właśnie tę 🙂
Nie wiedziałyśmy wprawdzie o tej imprezie nic – poza miejscówką nie znałyśmy programu muzycznego ani nic – ale widząc iskry w oczach tej trójki nie było się nad czym zastanawiać. Zbratanych polskich studentów zabraliśmy po prostu ze sobą.
Wtargnęliśmy do Kazamatów silna grupą około 23-ciej….
Pan bramkarz zapytał nas tylko, czy nie wnosimy aby alko … my chóralnie – że tak. Ale w sobie 🙂 Ale że mało i że planujemy tę ilość tu na miejscu zwiększyć.
Tak też się stało 🙂
Ale to nie zwiększanie ilości piwa w nas stanowi o nieprzemijającej wartości tej części sobotniego balowania.
O samej imprezowni już opowiadałam w innym felietoniku chwaląc więzienny wystrój, pszeniczne piwo, czyste kibelki i rewelacyjną obsługę.
Rewelacyjną i pomocną szalenie i konkretnie, bo tym razem już na wstępie udało się nam w tłoku przewrócić kufel pewnej czerwonowłosej dziewczynie, piwem zalać podłogę, stolik oraz jej pończochy i koronki, a demonie potraktować rozbitym szkłem. Świetny motyw na początek znajomości, ech.
Ale okazało się – że panna nie tylko pozwoliła się dosiąść całej naszej wesołej gromadce, to ani cienia pretensji za szkody poczynione nie miała.
Zachwycona możliwością poznania R.X.Thamo ( żeby zmazać nieco naszą winę od razu obszernie przedstawiłam prowadzonych gości) dzielnie wraz se swym chłopakiem znosiła ścisk, jaki uczyniliśmy.
Gdyby nie fakt – ze część z nas przebywała zawsze na parkiecie – to o zajęciu przy stoliku miejsc przez nas wszystkich nie było mowy nawet… A ona nie posiadała się ze szczęścia wprost – z płytką „Goethit” w ręce i fotką na kolanach Jindry – mmmm. 😀
W Kazamatach rozsypał się też w proch stereotyp o wzajemnej niechęci metali i gotów.
Ale to zasługa dziewczyn z didżejki i ich absolutnie nowatorskiego doboru utworów….
eksperymentalnego i szalonego, który o dziwo zdał egzamin na szóstkę.
No bo trzeba mieć odwagę i szaloną wizję – by hity popu lat 80tych poprzeplatać swobodnie disco polo i tr00kultowymi, nierzadko majestatycznie poważnymi… takimi – co to powala sama myśl o nich, a myśli się na kolanach z oczami wzniesionymi ku niebu…
Nie uwierzyłabym – gdybym nie ujrzała na własne oczy długowłosiastych w Vaderowych tiszertach zawzięcie machających włosami do …Maleńczuka… a obok wdzięcznie kiwający się goci… a za chwilę razem i wspólnie obejmując się ramionami całe to lateksowo-wyglanowane towarzystwo, gorset przy pieszczochach, tatuaże przy koronkach a demonie ramię w ramię z martensami – skakało zgodnie wywrzaskując kolejne zwrotki „W aucie”. I „Final Countdown” Europe…
i chóralne odśpiewując „Weź go do buzi” – wszyscy znali słowa – no ja pierdolę 😛
( uprosiłam Martina, żeby przetłumaczył Czechom tytuł, hehe 🙂 )
i podobny chór przy Evanescence „Bring me to life” i dzikie harce przy hiciorach Tiny Turner.
I wywrzeszczane „Cocojambo” ( nawet i mnie sie udzielił entuzjazm 🙂 ) i każda zwrotka „Noża” Illusion i wspólny z pełnym dansflorem powolny orgazm przy – „Requiem dla snu” i majestatycznie odśpiewany Olafowy cover „Nights in white satin”.
Pamiętam też, że tańczyłyśmy ze Scarlett kankana do jakiejś stosownej pieśni… i że osobiście podziękowałam Perwersyjnej Prowadzącej Trójce – za muzykę, atmosferę – wszystko. I potem już bezpiecznie dotarłam do domu taksówką troskliwie dzierżąc w łapach piękne wielkie plakaty podpisane przez Bratrstvo…. i wciąż mam w pamięci niewymuszoną, swobodną i serdeczną atmosferę tej szalonej nocy.

SDC11454.JPG

Jeśli o czymś ważnym zapomniałam – dopowiedz, Lukier 🙂
omatko – jasne, że zapomniałam.
Bo prócz zabawy ten wieczór miał jeszcze oficjalną stronę -choćby w momencie, kiedy R.X.Thamo zapewnił nas, że niezależnie od tego – jak potoczy się się kariera BL to nasz portal ( w uznaniu zasług 🙂 ) zawsze będzie traktowany szczególnie. Wszelkie informacje z obozu BL – nowości o płytach, koncertach, klipach itp ZAWSZE dostaniemy z 24godzinnym wyprzedzeniem w porównaniu do innych mediów.
Bo nie zapomną AG – że tu u nas pojawiły się pierwsze w Polsce rzeczowe – ale i życzliwe – recenzje ich dema, ciepłe przyjęcie i zainteresowanie. Plus inne konkretne ustalenia tyczące współpracy.
Szczególnie, że…. ale na razie muszę milczeć w tej sprawie, więc – następnym razem 🙂

PS: uzupełnienie relacji, zupełnie nieoficjalne – w blogu 🙂