Tagi

AG

Uwaga uwaga!!!
Podaję przepis na udaną imprezę, być może imprezę roku, choć kto wie, może jeszcze do Sylwestra pojawi się jakaś konkurencja 🙂
1.
Impreza powinna nazywać się Cold Gothic Night (choć nazwa Perwers Party sprawdza się podobnie, z Electroperversion nieco bym uważała, ostatnio zdarza się jej zawierać nieco zakalca 😉 )
2.
Impreza powinna odbywać się w Kazamatach, Krk, ul. Dietla, numeru nie pamiętam, albo tłumaczę długo i zawile taksówkarzowi, jak ma jechać, gdzie zawrócić itp., albo biegnąc z tramwaju sama wypatruję owalnego czarnego szyldu z czerwonymi literami.
A dlaczego właśnie tu?
O oryginalnym i zachęcającym wystroju pubu już opowiadałam wielokrotnie.
O zapiekankach też, mniam.
O uroczych kibelkach w liczbie 3 ( rekordowa ilość chyba jak na Krk i powierzchnię imprezowni) plus dodatkowe lustro na zewnątrz plus umywalka plus papierowe ręczniki – baaardzo przydatne, kiedy do WC kolejka, a chcę jedynie trochę się uczesać czy przypudrować nosek 🙂
O przemiłej Pani Właścicielce Nataszy, uroczej barmance Elutce i długowłosym barmanie również… (ciepło w obejściu z klientem i pełna profeska)
I o tym – że Elutka na didżejce to gwarancja super-zabawy – a kiedy zaczyna tańczyć to zapominam, że jestem hetero… 🙂
(Foty na stronie pubu)
Ok, ok, wiem, miało być o CGN 😛
3.
No i muzykę powinna zabezpieczać sprawdzona silna grupa:

*Lakers
*Void [ Deathcamp Project ]
*Rybak
*Frontman

… bo wtedy wiadomo: usłyszy się ukochaną Lacrimosę w ilości 3 czy 4 kawałków…
przedkoncertowo Therion (ach, to „To Mega Therion” wyśpiewane siłą dwudziestu kilku gardeł na dansflorze… )
I podobnie Apoptygma Berzerk (pamiętam „Until the end of world” i nasze skaczące i trzymające się za ramiona kółeczko z Pandorą i Pawłem-Scarlett),
i Moonspell – „Night Eternal”, i pełna parkietowa ekstaza…
Także Nightwish – „Wish I had an Angel” – ależ się działo mmm… – chyba wtedy straciłam głos po raz pierwszy…
Mnóstwo Rammsteina, wyśpiewane/wykrzyczane „Benzin” choćby.
Z radością przywitałam Tiamat i Daine Lakaien i Joy Division…
I sporo Siostrzyczek i Trzynastek i dużo Diary i Dioramy, The Editors, Die Krupps, Wumpscut…
Omatko.
Muzycznie po prostu – marzenie 🙂
Obiecałam sobie, że będę się oszczędzać – odnowiły się kręgosłupowe kłopoty – ale jak tu nie śpiewać razem z Tilem „Halt mich mein Leben” albo „Tanz, mein Leben Tanz” albo nie skakać do „Lichtgestalt”?
Jak nie machać włosami do… już nie pamiętam, pewnie do Nightwisha i dwudziestu innych.
4.
Ciąg dalszy Kazamatowych zalet – mimo, iż pub jest w piwnicy (to w Krk niemal norma), jest w nim komórkowy zasięg (to normą absolutnie nie jest 🙂 )
O tej zalecie przekonałam się, kiedy nagły dzwonek telefonu przerwał mi jakieś toaletowe czynności (przy stoliku zapewne nie miałabym szans go usłyszeć), zdziwiona odbieram, słyszę głos ex-męża, i pytanie (ni mniej ni więcej) czy może wpaść pożyczyć cukru.
Aaaaaa umarłam 😀
Dla nieuświadomionych – mój ex mieszka w tej samej kamienicy, w sąsiednim mieszkaniu, nasze stosunki jak widać są poprawne/sąsiedzkie, pytanie było całkowicie na miejscu (czy raczej byłoby, gdybym była w domu) – jednakowoż kosmos sytuacji mnie zabił.
5.
Na CGN udało mi się wreszcie spotkać przemiłą dziewczynę (sorry nie pamiętam imienia), która kilka imprez wcześniej spontanicznie podarowała mi urocze siatkowe mitenki.
Tak ot – zdjęła przy barze, bo nie pasował jej srebrzysty w nich połysk, niewidoczny w domowym świetle ;
Zapytała „chcesz? tak? to są Twoje 🙂 ”
A ja się z nimi praktycznie nie rozstaję, pokochałam je od pierwszego wejrzenia – i wreszcie miałam okazję Jej to powiedzieć.
6.
I Gosię Cz. dawno nie widzianą – i pewnie z setkę znajomych 🙂
I nieznajomych – np pewnego W. w wieku lat 17 z Tychów (pozdro ! 😛 ) bardzo-długo-włosiastego i blondyniastego… ach ach ach jaka szkoda, iż lojalność wobec przyjaciół nie pozwala mi sypnąć szczegółami różnych akcji…
Ale jeden cytat muszę – no po prostu muszę….
Pewna Osoba Płci Żeńskiej, przytulając się i łasząc do tego słodziaka: „bo wiesz, my goci jesteśmy taką wielką rodziną… . i się kochamy bardzo…” 😛
7.
Przyprawą dobrej imprezy są szczegóły 🙂
Ten choćby, jak np koleś (drobny, długowłosy, z pandowym makijażem) odpoczywając po harcach na dansflorze przysiadł na brzegu sceny… i osunął się, do tyłu, górną częścią tułowia wpadając pod didżejkę…
Tak przespał kilka utworów, hardkor jeden, bo od pasa w górę zaległ pod czarnym obrusem (?) a o głowę chyba mógł się potknąć aktualnie didżejujący didżej…
Ale się nie potknął.
Ech.
Elutka bestialsko tego słodko śpiącego obudziła – a tak pięknie prezentowała się ta widoczna, dolna część jego ciała, ech.
8.
Szczegółów pikantnych ciąg dalszy:
Przystolikowa babska prezentacja koronkowych aplikacji pończochowych…
tradycyjna prezentacja czarnych szorcików – tych na sobie i tych „na zapas” (to jedynie w moim wykonaniu 😀 )
9.
I jeszcze imprezy zakończenie, to drugie, po oficjalnym już…
Piąta rano…
Na parkiecie jedynie twardziele (czyli m.in.: pisząca te słowa, Elutka, przemiła metalowa-przepięknie-tańcząca-para…)
I leci Lacrimosa w ramach prezentu – dla mnie 🙂
10.
Teraz napiszę na temat składnika imprezowego, który dla mnie osobiście ma spore znaczenie, choć rozumiem tych przeciwnego zdania 🙂
Chodzi o zakaz palenia.
Przestrzegany naprawdę skrupulatnie – może gdzieś pod koniec, nad ranem zauważyłam 1 osobę z papierosem… góra dwie…
W każdym razie nie śmierdziało petami…
JA nie śmierdziałam…
Nie tylko dało się swobodnie oddychać i oczy nie łzawiły mi jak zawsze dotychczas…
Po powrocie do domu ze zdziwieniem odkryłam – że czuję WŁASNY zapach – nie popielniczkowy
Czułam balsam do włosów i ciała, czułam zapach moich perfum – niczym obrzydliwym nie zakłócony – mmm…
I kiedy kładłam się spać gdzieś po szóstej rano cieszyła mnie myśl, że obudzę się bez towarzyszącego mi zazwyczaj w takich sytuacjach – kaca papierosowego.