Tagi

AG

Epicka impreza – chyba to określenie wejdzie na stałe do mojego słownika, a na pewno w odniesieniu do cosobotnich, regularnych wizyt w „Kazamatach”.
A „Perver’s Party ” to już super-speszyl-wisienka na tym moim imprezowym torcie.
Wisienka wyrazista, mocna – i oczywiście – perwersyjna, a jakże 🙂
Przedwczoraj perwersję spotęgowały 3 imprezy urodzinowe, odbywające się w podziemiach na ulicy Dietla, co plus „normalnych” perversowych gości dało tłumy przewyższające liczebnością nawet te na EP czy CGN…
Wyobrażacie sobie – że pod koniec zaczęło brakować piwa?
Fakt, dochodziła 7 rano (!) ale kegi do lanego były od dawna puste, znikały tez powoli te butelkowe, nawet zielonego koloru (!), została jedynie „Wiśnia w piwie” czyli IMO piwo dla ciężarnych i matek karmiących raczej, nie dla prawdziwych imprezowiczów… Szczęśliwie honor pubu ratowały ostatnie „bączki” czyli takie przysadziste buteleczki 0,3 z „Noteckim”, zdaje się…
I żeby nikt tu nie pomyślał, że narzekam czy wytykam, nic z tych rzeczy, jak znam życie, to Ania z Elutką i chłopakami w razie potrzeby na bieżąco donosiłyby piwo z pobliskiego monopolowego, coby zadowolić gości 🙂
A z innych szczegółów budujących to zadowolenie wypenetrowałam tosty (pewnie były od zawsze, tylko ja ciućma jedna nie zauważyłam)…
Sama też obczęstowałam bawiących się kruchymi ciasteczkami kokosowymi z cukrem-pudrem, bardzo mniam, niech żałują Ci nieliczni, co odmówili tłumacząc się dietą…
Kręgi zbliżone do baru pochwaliły moją inicjatywę, choć przymarudzały – że lepsza może byłaby sałatka śledziowa, no nie wiem, sałatka może tak, zrobić zrobię, ale te śledzie….
mogłaby zmaleć drastycznie ilość chętnych do całowania się na środku dans… ekhem, nic nic 😛
Ale poza całowaniem (rany, co ja z tym całowaniem …. 😉 ) oczywiście była muzyka i zabawa !!!!
Czyli – oczywiście Therion, dla równowagi Lady Gaga, mnóstwo R+ (tu zaczęło mnie już pobolewać gardło od tego „du hast miś” i „ich will” ) i Europe „final countdown” ( kolejne wyzwanie dla gardła) , ” Wishmaster” wiadomo-kogo – wersja chóralno-parkietowa, oczywiście ta alternatywna, z hamsterem i Stevenem Segalem 😛
Mile zaskoczyła mnie „Layla” Erica Claptona, a kompletnie nieznany mi hicior którychś z poprzednich wakacji – „Kanikuły” – został fantastycznie odśpiewany przez Asię = Heavily z AG, w innych kręgach zwaną Zalewą – i jej przyjaciółkę, również Asię – oczywiście po rosyjsku !!!!
Trzy Asie – bo łącznie z piszacą te słowa – wykonały wtedy, równocześnie ze śpiewem, część baletowo-taneczną, polegającą na podskakiwaniu w kółku, jak króliczki, tak z łapkami przednimi kręcącymi młynka, no wiecie, zresztą chętnie zaprezentuję… 😀
Przy naszym stoliku siedziała jeszcze jedna Asia, jak się właśnie okazało – mocno Lacrimosowa, 😉 ale o ile pamiętam – nie „króliczkowała ” z nami… 😛
Pełen wdzięku ruch sceniczny zaprezentowałyśmy zresztą jeszcze kilka razy, podczas jakiegoś przeboju Oomph… zdaje się… ale obawiam się, że nie doceniono naszych talentów wśród ogólnego headbangingu czy elektrogibania, ech.

Do szaleństw na parkiecie wyciągały mnie poczas urodzinowych pogaduszek i dyskusji ukochane utwory Moonspell – ale również i Korna, co spowodowało zaskakująco sympatyczny komentarz…
tuż po wybrzmieniu ostatnich taktów, względną ciszę na parkiecie wykorzystał szalejący obok długowłosy metal…
„Miło widzieć/pięknie/super (nie dosłyszałam), że najstarsza metalówa w Krakowie tańczy do Korna” (tego już jestem pewna) i, zanim zdołałam ochłonąć z wrażenia, wrócił do machania włosami w rytm rozpoczynającego się następnego kawałka.
Ledwo doczekałam do następnego wyciszenia muzyki i dopadłam go pytaniem:
„Ej – ale to miał być komplement, tak?” – usiłowałam się upewnić…
„Naturalnie, dla muzyki tego zespołu… i dla Ciebie oczywiście też, ja lubię Korna i cieszę się, że i Tobie się podoba”.
Jeszcze zdążyłam:
„Acha, jasne 🙂 ale Ty wiesz, ile ja mam lat, tak?”
I padła okraszona rozbrajającym uśmiechem odpowiedź: „Oczywiście. Osiemnaście.” 😀
Udzielił mi się ten banan na jego twarzy, słodkie to było, więc jeszcze uścisnęliśmy sobie prawice, jak to metale, choć odniosłam wrażenie, iż przez mgnienie oka chłopak wahał się, czy mojej dłoni raczej nie ucałować z szacunkiem, ale uff, wybrał dobrze 😀
Jak zwykle grubo po północy pojawił się Olaf Różański z Cemetery of Scream ze Sławkiem Zwanym Lubkiem, obaj wyściskali mnie radośnie a ten drugi jak zwykle nazywał mnie Myszą, słodko, choć mam niejasne podejrzenia, że po prostu zwraca się tak do kobiet, których imiona wyleciały mu z pamięci 😛
Pod koniec imprezy, kiedy poza barmanami została jedynie garstka twardzieli, muzyka Cemetery na dobre zagościła na parkiecie, poleciała chyba cała „Frozen Images”, CD sprzed 2 lat, ta z przepięknym coverem „Nights in white satin” Moody Blues… i stałam się świadkiem niesamowitego wydarzenia, bo na dansflorze Olaf, Sławek Zwany Lubkiem i Kobra, dwaj ostatni tworzący w jakichś innych projektach muzyczno-metalowych, prócz rytualnego wywijania włosami – ZAŚPIEWALI…
W trakcie kolejnych utworów coraz zgrabniej, barwniej, ciekawiej, w przepięknej harmonii wielogłosu…
Uderzyła mnie świadomość, że to darmowy koncert wokalisty CoS z gościnnym udziałem innych muzyków dla niesamowicie wyselekcjonowanej publiczności w liczbie kilkorga zaledwie, taki prywatny występ dla wybranych, do policzenia na palcach jednej dłoni.
Tańczyłam obok bojąc się, że kiedy przestanę, kiedy się zatrzymam i stanę z rozwartą paszczą – to oni się zreflektują i przerwą koncert i wspólny taniec….
Rany – to było piękne 🙂

I było jak zwykle parę kosmicznych akcji – na przykład przystolikowe śledztwo w sprawie „czy ONI są homo-parą?”
(Ktoś kiedyś powiedział, na EP zdaje się, że marnuję się jako matematyk, że ze swoim talentem do dociekliwych pytań powinnam raczej spełniać się jako detektyw…)
Więc kiedy tylko dosłyszałam szepty i dociekania w sprawie powyższego dylematu męsko-męskiego powiedziałam tylko „dajcie mi dziewczyny minutę, góra dwie – i dostarczę Wam odpowiedź na tacy”…
I zaczepiam Tajemniczą Parę nieznajomych, chwilka niezobowiązującej imprezowej pogawędki i już wiem – są braćmi, ha! i na bank nie zorientowali się, na jaką okoliczność byli przepytywani, i że w ogóle – przepytywani… 😛

Na koniec – wielkie dzięki dla didżejów za świetną muzykę, dla Elutki – za wspólne przeżywanie na parkiecie „Halt mich” i „Alleine zu Zweit” Lacrimosy i muzyki z „Requiem dla snu”…
dla Ani (przepiękna bluzka, a ta kokardka mmm… 😀 ) i Wszystkich Zza Baru – za cierpliwe dosypywanie lodu do piwa i całą resztę, również za to – iż Mój Własny Prywatny Kufel zawsze na mnie czeka 🙂
Na następnym Perverze melduję na bank!!!