Tagi

( AG luty 2013.)


Tracklista:

01. White Pride World Wide
02. Wild & Dirty
03. 1000 Furious Gods
04. All My Girls (feat. Andrey Zodchiy)
05. Black Metal Cenotaph
06. Go-Go Gothic (feat. Natasha Protasova)
07. Rising
08. Dick
09. Christorium
10. Murderland
11. Among the Naked Souls
12. Fast As a Shark (Accept cover)
13. White Pride World Wide (T.U.B.U.S. remix)
14. Corebyte (Absenth brostep remix)
15. 1000 Furious Gods (Deception Cost remix)
16. Hi Tech / Low Life (Bleak Freak remix)
17. Go-go Gothic (Electrolize remix)
18. 21st Century Blood (Electric Resistance remix)
19. Wild & Dirty (Reactor remix)

Skład:
SMITH (programowanie, gitara) i STAR (wokale).

Grupa Type V Blood (Type Five Blood) wystartowała w 1999 w Kaliningradzie (Federacja Rosyjska) jako dwuosobowy projekt i działa z czteroletnią przerwą do dziś.
Mądrzejsi ode mnie określili ich styl muzyczny jako mieszaninę industrial metalu i muzyki elektronicznej, ciężkiej jak walenie młotem gwoździ dziesięciocalowych – przyprawioną break-beatem i szczyptą drum’n’bassu. Ja skłaniałabym się do wzbogacenia tej definicji takim oto obrazem: kilku black-metali wbija na dyskotekową potańcówkę, wyrywa didżejowi mikrofon i wytrwale do niego growlując dokłada swoje 5 groszy do tanecznych brzmień… wystukują jednocześnie morderczy rytm waląc czym popadnie w blat baru a głową didżeja – w kegę z piwem, włączają sokowirówkę, odkurzacz i młot pneumatyczny. Jeszcze wrzask ratującej się ucieczką publiki, krzyki kobiet i obojętny na rozróbę wytrwały akordeonista w kącie sali… OK, wiem, że dałam się ponieść wyobraźni…
Spróbuję więc jakoś ją okiełznać.
Świeżo wydana, ostatnia płyta Type V Blood zawiera aż 19 utworów: 4 z nich to nowe wersje nagranych i wydanych wcześniej „1000 Furious Gods”, „Rising”, „Christorium” i „All my girls” (z udziałem Andreya Zodchiya), bonus w postaci coveru legendy heavy metalu, niemieckiego Accept – „Fast As a Shark”, a także kilka remixów w wykonaniu zespołów takich jak Reactor, Absenth, Deception Cost, Electrolize, Bleak Freak, Electric Resistance i T.U.B.U.S.
I choć materiał jest szalenie zróżnicowany – nie nazwałabym klimatu płyty chaotycznym.
Jak dla mnie jest to aggrotech z elementami harsh czy dark electro podlany oficie tanecznym sosem, i raczej próżno doszukiwać się w nim, jak czynią niektórzy, elementów prawdziwie blackowych, a gotyckich to już w życiu. 😉
Wszystkie te charcząco-warczące wokale są raczej typowe dla wymienionych gatunków, klawisze i sample ozdobione eksperymentami elektronicznymi także.
Po reaktywacji zespołu w 2008 roku można dostrzec pewien kierunek zmian w brzmieniu Type V Blood – break-beatowa kanwa elektronicznego soundu zaczyna ustępować miejsca drum’n’bassowi, a ilość prawdziwego, krwistego metalu zmniejsza się niemal do zera. Gitary, nierzadko we wściekłych riffach, nie stanowią już osnowy – a raczej dalekie tło, drugi czy nawet trzeci plan mixu…
Utwór „White Pride World Wide”, otwierający album, nieco odstaje od reszty brzmieniem i nastrojem, jest zdecydowanie najcięższy, najbardziej agresywny, sosu tanecznego-melodyjnego w nim niewiele… „Wild & Dirty” – ze słowami tytułu wplecionymi w zabawny, „mortal-kombatowy” okrzyk, ma stanowczo łagodniejszy klimat. Kolejny, „1000 Furious Gods” bezdyskusyjnie porywa na dansflor i zachęca do baletów, a w momentach nastrojowych – do przytulania.
Podobnie i następny – bardzo ciekawie zaaranżowany, z fajną melodią, fajnie podanym wokalem – to absolutny hicior i niekwestionowany król mrocznych dyskotek, jeden z moich ulubionych na płycie.
Trzy kolejne, momentami nieco cięższe co prawda, także nie przepędziłyby tańczących z parkietu, charczący męski wokal w duecie z łagodnym żeńskim i genialny, połamany, wyrazisty beat – kurde, moja apoptysiowa dusza nie potrafi temu się oprzeć. 😉
„Dick” stanowi break-beatową esencję albumu, a zagęszczenia elementów drum’n’bassowych nie jest w stanie złagodzić ani erotyczne kobiece pojękiwanie, ani akordeonowy finał.
Podobnie jawi się nam utwór kolejny – sokowirówka, młot pneumatyczny, odkurzacz, elektronicznie zniekształcone wokale i przez moment dalekie echo R+.
W „Murderland” dosłuchuję się jeszcze dźwięków rozregulowanego radia lampowego i innych zepsutych urządzeń na granicy eksplozji… Na szczęście w „Among the Naked Souls” (to mój faworyt na krążku) powraca melodia – po pełnym uroku, elektronicznym wstępie, jednoznacznie kojarzącym się z Habanerą z opery „Carmen” Bizeta – następne takty rozwijają się nadal w tym metrum, choć rytm wzbogaca/zakłóca chór najdziwniejszych dźwięków i odgłosów… Cień black-metalowego brzmienia, wolne, dostojne tempo, przesterowany wokal zbliżony do growlu i chwilami czysty śpiew – zabijcie mnie, ale skojarzenie z Marcyful Fate jest nieuniknione…
A śmiały, wręcz szalony, ale perfekcyjnie dopracowany i zachwycający bogactwem pomysłów cover Accept – powala.

I na tym w zasadzie, chwaląc bardzo udane i mocno taneczne remixy, mogłabym zakończyć opisywanie swoich wrażeń płynących z odsłuchu „Penty” – ale nie byłoby to uczciwe.
Ponieważ jest jeszcze coś, jeden ważne element – mianowicie teksty.
Słowom utworów rzadko poświęcam swoją uwagę – wynika to z mojego wstydliwego kalectwa, jakim jest totalna nieznajomość angielskiego. Totalna – bo połamane gramatycznie zdania, klecone przeze mnie z największym trudem przy pomocy paru słówek, jakie pamiętam – to po prostu porażka, wiem. Jednak tym razem, szukając w necie wcześniejszej wersji jednej z piosenek Type V Blood, wpisałam w okienko wyszukiwarki jej tytuł…
Chodziło o „White Pride World Wide” – a to, jakie odpowiedzi dostałam od googla, spowodowało, że z oczami jak pięciozłotówki o mało nie spadłam z fotela.
Wtedy zaczęłam cierpliwie i dokładnie przeczesywać zaułki wyszukiwarki
Oszczędzę wam szczegółów, jak wiele wysiłku kosztowało to śledztwo osobę ze szczątkowym angielskim, bardziej przydał się już rosyjski i moje opasłe słowniki wypełnione „bukwami”, a tłumacz online rozgrzał się do czerwoności.
Jeszcze dla pełnej jasności – staram się wyraźnie rozdzielać prywatne poglądy muzyków od treści zawartych w ich twórczości, i to nie tylko w tym przypadku.
Ani jednym słowem nie skomentuję więc faktu, iż, przykładowo, na oficjalnej stronie www zespołu odnalazłam link do nacjonalistycznej organizacji „Rosja dla Rosjan” (jak bardzo jej działalność jest agresywna pomógł mi doczytać mój rosyjski) – muszę się jednak odnieść do napastliwej treści zawartej w tekstach piosenek….
Oczywiście, można by szukać wyjaśnień w formule: duet Type V Blood zapragnął nagrać płytę o określonej ostrości, dopasować brutalną treść do brutalnej muzyki i dowalić, komu tylko się da: w „Go-Go Gothic” – gothom, chrześcijanom w „Christorium”, thr00-black-metalom w „Black Metal Cenotaph”…
albo dopatrywać się przyczyn w słabej znajomości języka angielskiego, tym razem nie mojej – ale muzyków, bo w niektórych przypadkach nawet zaprzyjaźnieni angliści nie byli w stanie mi pomóc i dociec, co dokładnie autor miał na myśli. Jednak owe myśli w „White Pride World Wide” wyrażono w tak prosty sposób, autor identyfikuje się tam ze „zdrowym nacjonalizmem” itp – że o żadnej dwuznaczności mowy być nie może.
I fakt ten pozostawia mnie w konsternacji i z mieszanymi uczuciami, niestety.

PS – Gorąco przepraszam black-metali – za humorystyczną wizualizację ze wstępu recki, pisząc te słowa nie miałam jeszcze pojęcia, jakich treści na płycie się doszukam i na ile moje żartobliwe skojarzenie z rozróbą na imprezie okaże się prorocze…