Tagi

( AG marzec 2013.)

Lista utworów:

1. Dziady i Pusty Wieczór
2. Firefest
3. Rigor Mortiis I. Pro patria Polonia
4. Rigor Mortiis II
5. Litaniés des Sátán

Jestem muzycznym prostakiem.
Po głębszej analizie swoich preferencji doszłam do wniosku, iż potrzebuję jedynie kilku składników, aby dźwiękowa strawa wydała mi się smaczna i bym delektowała się nią z dzikim zachwytem i orgazmiczną błogością.
Dosłownie kilku, nie więcej.
Więc po pierwsze: melodia i harmonia, czyli ta magiczna kolejność tonów ułożonych w sekwencje, tworzące zachwycające konstrukcje… budowle czasem skomplikowane, wielopiętrowe, wbudowane w wielowarstwowy aranż – a czasem urzekające prostotą, skromne czy wręcz ascetyczne – ale wciąż czarujące.
Po drugie – klimat.
Tu sprawa jest mniej oczywista, bo nastrój to rzecz trudniejsza do uchwycenia i zdefiniowania, może być budowany w różnoraki sposób i czytelny dla jednych, a niewyczuwalny dla drugich. Na określone klimaty jesteśmy bardziej wrażliwi, inne robią na nas mniejsze wrażenie, mnie szczególnie rusza melancholia, patos i monumentalne brzmienie – ale także, dla odmiany, pewien specyficzny ton pozytywnej energii, zamkniętej w dźwiękach.
Po trzecie wreszcie – rytm, ta szczególna zachęta do kołysania się czy skakania, machania włosami czy delikatnego gibania.
Mogłabym jeszcze wymienić aranżację, której bogactwo potrafi oszołomić, użycie określonych instrumentów – mnie akurat rozwalają klawisze i smyczki.
Ale emocje, które w nas się rodzą pod wpływem muzyki, uczucia, jakich doznajemy – to rzecz chyba najistotniejsza w tym wszystkim, i mam wrażenie, że to, co przeżywamy, co wybucha w naszej duszy i gaśnie wraz z ostatnim dźwiękiem (a czasem trwa nadal, mimo wybrzmienia ostatniego akordu) – wszystko to jest wypadkową i konsekwencją tych pierwszych trzech elementów i mimo znacznych uproszczeń analiza powyższa oddaje z grubsza całość skomplikowanego procesu, jakim jest odbiór muzyki.
Choć jest też zapewne coś, co umknie tej analizie, coś absolutnie nieuchwytnego, nie poddającego się opisowi ani pomiarom, bo z muzyką jest jednak trochę inaczej, niż z funkcją wielu zmiennych, której przebieg możesz dokładnie zbadać przy użyciu odpowiednich algorytmów i wyznaczyć ekstrema włącznie z warunkowymi.. 😉
I tego „czegoś” będę szukać przede wszystkim w przypadku absolutnie debiutanckiego wydawnictwa „Omnia pro Patria” projektu o nazwie Sunrise Black, w którym uczestniczy „nasz” altergothikowy Wolff.
Dzięki informacjom od niego śledziłam na bieżąco zmagania z materią kompozycji i tekstów, rejestracji i produkcji utworów.
Kiedy otrzymałam wreszcie całość, przesłuchałam wielokrotnie i… i wciąż pozostaję w osłupieniu, jak również w przekonaniu o niedoskonałości czy wręcz nieprzydatności mojego algorytmu ze wstępu. Bo oto, stosując swój Podręczny Tutorial Odsłuchu musiałabym dojść do wniosku, że materiał jest niespójny i się totalnie rozłazi… nie tylko kolejne utwory nie przystają do następnych i przeskoki brzmieniowo-rytmiczne między nimi są nie do ogarnięcia, ale i pojedyncze kompozycje rwą się na cząstki nie pasujące do siebie i odmienne pod każdym względem, ich konstrukcja przypomina budowlę z klocków po przejściu huraganu, gdzieniegdzie trafią się jakieś 2-3 połączone sensownie i konsekwentnie, jednak w położeniu pozostałych nie sposób doszukać się jakiegoś klucza czy wręcz logiki…
Ale po kolei: niespełna minutowe instrumentalne intro brzmi szalenie zachęcająco, przykuwa uwagę i intryguje… niestety, przejście w „Firefest” jest IMO nieudane, niezgrabne a zapowiadana niespodzianka okazuje się bublem, a przynajmniej niedoróbką.
Powinnam mieć do tego utworu stosunek specjalny – jako że wykorzystano w nim wiersz mojego autorstwa (po przetłumaczeniu na angielski) ale to niewiele pomaga, niestety – chaos, potęgowany przez fortepianowe pasaże działa odpychająco… i choć powtarzam sobie: kobieto, to brzmi jak jazz, jak ciekawie, bo metalowo zaaranżowany jazz – to nadal nie poprawia sytuacji, bo ja nie trawię jazzu w żadnej jego odmianie i postaci. Wchodzi growl, i śpiew, gitary z rozbudowaną aranżacją – ale i tak wciąż jest to tylko hałas, nie muzyka, niestety, nic się nie klei, nie słyszę melodii, żadnej harmonii, cierpię.
Refren przynosi ulgę – to jakby chmury odsłoniły na chwilę słońce… pojawia się rytm i melodia – oraz piękna, monumentalna harmonia dźwięków i podniosły nastrój… niestety, nie na długo. „Firefest” składa się bowiem z naprzemiennie występujących chwil bezładnego zgiełku i tych szczęśliwie uporządkowanych, wolniejszych, pełnych dostojeństwa. Gdzieś w połowie tego długiego utworu, chaos zaczyna się porządkować, z tła wyłania się bardzo przyjemna linia gitar, fortepian czaruje ciekawym synkopowaniem a wokale duetem growlu i czystego śpiewu.
Dwuminutowy finał – bardzo udany, chwilami mocno rytmiczny, chwilami patetyczny i nastrojowy.
Utwór kolejny – to walka harmonii z hałasem i zarysu melodii z wokalami. W drugiej części pojawia się zaskakujące jazzujące solo fortepianowe, kojarzące się z Yes czy King Crimson z najbardziej „niemelodyjnego” okresu twórczości. Progresywne brzmienie i klimat swobodnych jazzowych improwizacji utrzymuje się też w utworze następnym, instrumentalnym, gdzieś od połowy wyłącznie fortepianowym.
I w zasadzie lubię jedynie utwór ostatni, z niespodziewanym, genialnym wokalnym wprowadzeniem a capella przeistaczającym się w duet, z melodeklamacjami, szeptami itp… kiedy wchodzą szalone riffy gitar te przecudnie brzmiące wokale wzmocnione growlem pozwalają mi zapomnieć o rwącym się rytmie, a ładnie rysująca się melodia pozwala mi ten rozpadający się na kawałki rytm polubić. Dostajemy też kolejny – bardzo udany, nie tylko wokalnie, finał – mocny, działający na wyobraźnię i emocje.
Ale to za mało, za mało, niestety.
Ta płyta to dowód sporego, jak mi się wydaje, potencjału twórców, dużych umiejętności, solidnego muzycznego wykształcenia i wyobraźni.
Ma w sobie coś intrygującego, na pewno – jednak kompletnie mija się z moim gustem, nie działa na uczucia. A mój uproszczony algorytm jedynie w punkcie drugim, tyczącym klimatu, daje wynik pozytywny.
Średnio pozytywny.

Oto pełne info na temat wydawnictwa:

Utwory:
1. „Dziady i Pusty Wieczór” (muzyka: Fiosaiche)
2. „Firefest” (muzyka: Wilq, tekst: Wilq & Drzoanna)
3. „Rigor Mortiis I. Pro patria Polonia” (muzyka: VaU & Wilq tekst: Wilq)
4. „Rigor Mortiis II.” (muzyka: Marvin, pomysł: Wilq)
5. Charles Baudleaire: „Litaniés des Sátán”, w przekładzie Stanisława Korab-Brzozowskiego (muzyka: Wilq, tekst: Charles Baudleaire)

Skład:
Piotr „Marvin” Słopecki – fortepian
Paweł „VaU” Radziszewski – śpiew i gitary
Paweł „Fiosaiche” Kucypera – gitara solowa i perkusja
Piotr „Wilq” Chlebowicz – charkot i bas

Wszystkie partie fortepianowe skomponował i wykonał Marvin
Dodatkowe gitary rytmiczne – Wilq
Instrumenty klawiszowe i efekty dźwiękowe w 1 .- Fiosaiche

Rejestracja wokali, miksowanie, mastering, i inżynier dźwięku: Piotr Kowalski
Rejestracja gitary solowej i perkusji: Fiosaiche
Rejestracja gitar rytmicznych: Jerzy Kopczyński
Rejestracja fortepianu: Michał Seibert

Oprawa graficzna: Joanna Budzyńska
Produkcja i opis: Wilq

(efekty dźwiękowe i instrumenty klawiszowe w 3. 4. 5. skomponował i wykonał Łukasz „Shadock” Radecki)