Tagi

( AG marzec 2013.)

Tracklista:

01. The Abyss
02. Claim of the planet
03. Cold Rain
04. The Story
05. Land of death
06. Princess of the night
07. Master in the dark
08. Aleja gwiazd
09. Where angels die
10. The end

Skład zespołu:

Klaudia Woroniecka – śpiew
Marcin Czyżewski – instrumenty klawiszowe
Marcin Gamus – perkusja
Tomasz Wasilewski – gitara
Wojciech Sobierajski – gitara solowa
Maciej Malinowski – gitara basowa

W czerwcu zeszłego roku na Altergothic pojawiła się recenzja (mojego zresztą, zachwyconego autorstwa 🙂 ) debiutu Gemini Abyss, zawierającego zaledwie 6 utworów „I Would Die Just For A Feel…”.
I oto trzymam w łapkach kolejny album, tym razem pełnometrażowy, ale w podobnie kunsztownej i zarazem kosmiczno – mrocznej oprawie graficznej Adriana Purgała – i zastanawiam się, jak daleko te podobieństwa będą sięgać.
Czy na nowym krążku odnajdę to wszystko, co zachwyciło mnie na wcześniejszym: chropawe brzmienie, przestrzenną elektronikę i klawisze, niebanalną rytmikę i harmonię utworów, interesujące, gęste riffy gitar, progresywne elementy splecione w jedno z metalowymi? Plus zachwycający duet chrapliwego growlu z olśniewającym żeńskim głosem.
Już urzekające dwuminutowe intro z niepokojąco drapiącą melodeklamacją utwierdza mnie w przekonaniu, że tak, zdecydowanie tak – a dla pewności porównania płytę promo przesłuchałam kilkakrotnie.
Ale to, co uderza najmocniej, co zapiera oddech, co wgniata w fotel – to wokal Klaudii.
We wspomnianej już recenzji sprzed ponad pół roku rozpływałam się nad jego możliwościami, nad sposobem postawienia głosu, który umożliwia wydobywanie z niego tylu odcieni i barw.
I gdyby wtedy ktoś powiedział mi, że wokalistce uda się zrobić jeszcze krok do przodu, pokazać więcej, osiągnąć w tej materii więcej – pewnie bym mu nie uwierzyła.
Ale jednak – bo to brzmi tak, jakby dziewczyna dołożyła jeszcze kilka kolorów (parę Nightwishowych, parę orientalnych) do swojej, już wcześniej niezwykle bogatej palety.
Kiedy słucham niesamowicie odmienionej, chropawej i ostrej wersji przeboju Zdzisławy Sośnickiej „Aleja gwiazd”, a jestem tak stara, że pamiętam oryginał doskonale, mam nieodparte wrażenie, iż wokal Klaudii Woronieckiej jest jak tygrys uwięziony w klatce pierwowzoru, jak dzika bestia z furią rzucająca się na pręty ograniczeń, jakie on niesie.
Mam wrażenie, że Klaudia nie śpiewa, a walczy tym swoim niesamowitym głosem, że nim uderza, szarpie… i czuję cudowny ból, kiedy pazury końcowej wokalizy rozszarpuję mi szyję.
A nowoczesny, zdecydowanie metalowy aranż dodaje piosence mocy i drapieżności.
Wydaje mi się też, że w porównaniu z płytą promo, pewna zmiana nastąpiła w konstrukcji harmonii – nadal, szczęśliwie, brakuje tu banalnych rozwiązań, rytm i melodia nierzadko wędrują skomplikowanymi i zakręconymi ścieżkami, ale utwory zyskały na śpiewności.
Weźmy przykładowo „Cold Rain” – po pierwszej, surowej, niemal barbarzyńskiej i krwiożerczej części w połowie następuje odmiana i melodia, wciąż zachłanna i nieokiełznana, nabiera łagodniejszego, malarsko urokliwego, choć wciąż mrocznego klimatu.
Ale taki naprawdę „mój” jest utwór nr 7 – rany, ten niepokojący, podniosły, poruszający „Master in the dark” mógłby brzmieć i brzmieć bez końca…
A osiemdziesięcio-sekundowe outro, przepiękne, bogato zaaranżowane, z chórami i orkiestrą w tle, z melodeklamacją tym razem w żeńskim wykonaniu – stanowi idealne zamknięcie albumu.

Reklamy